Reklama

Michał Wiśniewski o nagraniach z Mandaryną. "Zrobiłem to dla pieniędzy"

Michał Wiśniewski był gościem "Dawno temu w telewizji", w którym przypomniano archiwalne odcinki "Jestem, jaki jestem" z jego udziałem. Zdradził, ile zarobił na tej produkcji.

Michał Wiśniewski jest liderem zespołu Ich Troje

W programie "Jestem, jaki jestem" Polacy mogli zobaczyć, jak wygląda codzienne życie najpopularniejszych gwiazd. Temat kontrowersyjnego w tamtych czasach show pojawił się w jednym z odcinków audycji "Dawno temu w telewizji", prowadzonej przez Kamila Bałuka. Wiśniewski w produkcji TVN "Jestem, jaki jestem" pojawił się prawie dwie dekady temu. Był wtedy w związku z Martą "Mandaryną" Wiśniewską.

Reklama

"Na show zdecydowałem się dla pieniędzy - zawsze mówiłem to szczerze. To było ponad milion dolarów. Podnieść milion dolarów - nie ma takiego człowieka, który by nie podniósł. Chyba, że byłyby to rzeczy typu: Frytka, wanna, ale to nie były rzeczy w naszym stylu. My się na takie rzeczy nie godziliśmy" - opowiedział lider Ich Troje. 

"Powstał czasem dziwny, ale prawdziwy obraz. Mamy zamiar z Mandaryną zresztą usiąść teraz i obejrzeć te odcinki, i przypomnieć sobie, i pokomentować" - dodał. 

Wyjaśnił również, że show było nagrywane spontanicznie, bez interwencji scenarzystów. "Większość z tych sytuacji w programie nie była aranżowana, ale ja byłem w ciągłej trasie. Gdy nagrywano 'Jestem jaki jestem' była promocja Eurowizji, w związku z czym mniej graliśmy koncertów, chociaż są piękne zdjęcia np. z Nowego Jorku. Ale musieliśmy trochę poprzebywać w tym domu, żeby mieli co kręcić. To nie był też nasz dom. To był dom obok świętej pamięci Tadzia Nalepy w Józefowie" - zdradził. 

W trakcie nagrań widzowie zarzucali bohaterom, że zupełnie nie poświęcali czasu swojemu małemu dziecku. "Xavier był już na świecie. Co ciekawe, w programie jest pokazane, jakbyśmy w ogóle dla tego dziecka nie mieli czasu, są takie fragmenty. Jak teraz patrzymy na to, tak się dziwimy czasem, że wyszliśmy na niezłych b...w, bo pani Gienia (niania - przyp. red.) tylko chodzi. Ale Kowalski nie był przyzwyczajony, że jakaś niania jest i opiekuje się dzieckiem" - wspominał wokalista. 

"My realizowaliśmy życie zawodowe i mieliśmy czas dla dziecka. Problem w tym, że dla telewizji to nie było interesujące, jak siedzimy z dzieckiem i się bawimy" - podsumował. Przyznał również, ile pieniędzy zdobył na fali popularności: "W okresie do 2005 roku zarobiłem blisko 40 milionów złotych".

Wyjaśnił też, dlaczego nie powstały kolejne edycje. "Rozstaliśmy się, bo pomysł na drugą edycję był pomysłem nie do końca moim. (...) Pojawił się tam pomysł rozmów z gośćmi specjalnymi, którzy według założenia stacji mieli coś przeciwko Michałowi Wiśniewskiemu, np. z Andrzejem Lepperem. Oni wysnuwali jakąś teorię o Michale, najczęściej nieprzyjazną, w związku czym ja stawałem z nimi do rozmowy. (...) Wyszło bardzo niefajnie. Ja to zrobiłem, ale to się kłóciło z moim światopoglądem" - wytłumaczył.

"Do tej pory jest mi przykro, że w rozmowie z panią Hanią Bakułą wręczyłem jej prezerwatywę. Stacja mnie nakręcała. Trzeciej edycji już nie zrobiliśmy. Nie chciałem już być kojarzony z tym, żeby tych ludzi dewaluować" - dodał. 

Choć teraz żałuje niektórych posunięć związanych z programem, wokalista uważa, że show miało też swoje dobre strony. Jak stwierdził, promowany wtedy utwór "Keine Grenzen" (sprawdź!) o "wolności bez granic" zmotywował Polaków do wstąpienia do Unii Europejskiej. "W trakcie Eurowizji byliśmy przed referendum o wejście do UE. Po cichutku wszyscy mieli nadzieję, że jeśli my wyjdziemy z 'Keine Grenzen', to przekona niezdecydowanych. I myślę, że trochę się do tej dobrej frekwencji przyczyniliśmy" - powiedział Wiśniewski. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Michał Wiśniewski | Mandaryna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje