Reklama

Reklama

Martin Duffy nie żyje. Co było przyczyną śmierci muzyka Primal Scream?

20 grudnia rodzina Martina Duffy’ego, klawiszowca i perkusisty znanego przede wszystkim z występów w zespołach Primal Scream, ale też w The Charlatans, The Jesus and Mary Chain i The Wake, ogłosiła, że artysta zmarł w wyniku urazu mózgu po upadku w swoim domu w Brighton. Muzyka, a zarazem przyjaciela, przejmująco pożegnali w mediach społecznościowych m.in. Robert „Bobby” Gillespie, współtwórca i główny wokalista Primal Scream i Tim Burgess The Charlatans.

20 grudnia rodzina Martina Duffy’ego, klawiszowca i perkusisty znanego przede wszystkim z występów w zespołach Primal Scream, ale też w The Charlatans, The Jesus and Mary Chain i The Wake, ogłosiła, że artysta zmarł w wyniku urazu mózgu po upadku w swoim domu w Brighton. Muzyka, a zarazem przyjaciela, przejmująco pożegnali w mediach społecznościowych m.in. Robert „Bobby” Gillespie, współtwórca i główny wokalista Primal Scream i Tim Burgess The Charlatans.
Martin Duffy (z lewej) miał 55 lat /Brian Rasic /Getty Images

55-letni Duffy, którzy jako nastolatek zaczynał karierę w indie rockowym zespole Felt, dołączył do Primal Scream na trzecim studyjnym albumie zespołu "Screamadelica" z 1991 roku. Dołączył na "pełny etat", bo wcześniej wspomagał go w nagraniach na pierwszy i drugi album. Można uznać, że w tym zespole spędził ponad trzy dekady. Aż do śmierci.

Bobby Gillespie nazwał zmarłego na Instagramie "piękną, bratnią duszą", po czym stwierdził, że Martin kochał i rozumiał muzykę na jej najgłębszym duchowym poziomie i że "muzyka była dla niego wszystkim...". "Był najbardziej utalentowany z nas wszystkich. Jego styl łączył elementy country, bluesa i soulu, które to gatunki czuł w sposób naturalny, dany mu przez Boga" - dodał Gillespie.

Reklama

Gwiazdy żegnają Martina Duffy'ego. "Był erudytą"

W oficjalnych informacjach o śmierci Duffy’ego brak na razie szczegółów na temat jego wypadku. Gillespie ujawnił jednak, że artysta zmarł w niedzielę 18 grudnia. Dodał też, że zmarły uwielbiał literaturę, był erudytą i chłonął inne kultury. "Zawsze odwiedzał muzea w każdym mieście, w którym graliśmy albo szukał neolitycznych skał w odległych miejscach". Do tego - według słów wokalisty - "Potrafił grać na pianinie w sposób, który zachwycał nie tylko brytyjskich muzyków rówieśników, ale i mistrzów starej amerykańskiej szkoły, takich jak James Luther Dickinson, Roger Hawkins, David Hood, producent Tom Dowd".

Głęboki żal po śmierci Duffy’ego wyraziła również basistka Primal Sceram Simone Marie Butler "Brak słów, już za tobą tęsknię Duff, to jest najsmutniejszy dzień i pisząc to płaczę" - opublikowała na Twitterze. Na Instagramie dodała: "To był zaszczyt występować z tobą przez ostatnich 11 lat, być twoją przyjaciółką, dzielić trasy koncertowe, wzloty i upadki oraz śmiech. Byłeś czystą, szczerą duszą".

Wokalista The Charlatans Tim Burgess, również nazwał Duffy’ego "piękną duszą", przy czym wspomniał na Instagramie, że Duffy wspomógł jego zespół awaryjnie - po tym, gdy ich klawiszowiec Rob Collins zginął w wypadku samochodowym, trzy tygodnie przed występem na festiwalu w Knebworth w 1996 roku. "Martin Duffy wkroczył, by uratować Szarlatanów, kiedy straciliśmy Roba" - napisał Burgess. "Okazał się prawdziwym przyjacielem".

Brat Duffy’ego, Steve, podsumował na Twitterze: "Wszyscy, którzy znali Martina, kochali go. Miał dar do muzyki, ale jeszcze bardziej do ludzi. Kocham Cię Martin, jestem dumny z tego, co zrobiłeś i ze wszystkiego, kim byłeś".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Primal Scream | Martin Duffy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama