Kayah i Bregović: "To był koszmar!" Co się wydarzyło podczas nagrywania kultowej płyty?

Oprac.: Karolina Kopeć

Kayah, ikona polskiej muzyki, szczerze o trudnych początkach współpracy z Bregoviciem i swoim artystycznym rozwoju.

Kayah
KayahANDRAS SZILAGYI/MWMEDA MWMedia

Kayah, ikona polskiej muzyki, znana z niezapomnianych przebojów i charyzmatycznej osobowości, otwiera się przed czytelnikami, dzieląc się nieznanymi dotąd szczegółami swojej kariery. W szczerej rozmowie artystka opowiada o trudnych początkach współpracy z Goranem Bregoviciem, która zaowocowała kultowym albumem "Kayah i Bregović", a także o swojej drodze artystycznej, pełnej wzlotów i upadków.

Kayah i Goran Bregović – piosenki, które śpiewała cała Polska

"Miała w swoim życiorysie artystycznym tyle wielkich momentów, że niejeden artysta chciałby mieć z tego choćby małą część" - podsumowuje ponad trzy dekady kariery Kayah dziennikarz muzyczny Marcin Cichoński w rozmowie z PAP. Artystka nie ukrywa, że sesje nagraniowe do płyty "Kayah i Bregović" w 2019 roku były dla niej trudnym doświadczeniem: "To był koszmar" - wspominała w wywiadach. Album, który dwadzieścia lat wcześniej stał się fenomenem polskiej popkultury końca lat 90., przyniósł zarówno sukcesy, jak i wyzwania.

Kayah o Polsat SuperHit Festiwal: „Wspomnienia zawsze są fantastyczne”INTERIA.PL

Wchodząc do studia, Kayah była w ciąży, co utrudniało jej pracę nad płytą. Nagrania zostały odłożone na później, ale nawet wtedy nie było łatwiej. Po porodzie wokalistka zmagała się z problemami zdrowotnymi, a współpraca z serbskim kompozytorem Goranem Bregoviciem okazała się trudna. Jak relacjonowała Kayah, Bregović traktował ją z góry, uważając się za główną gwiazdę projektu. Był już uznanym twórcą, znanym m.in. z muzyki do filmów takich jak "Underground", "Arizona Dream", "Królowa Margot" czy "Czas Cyganów".

Bregović, dobrze znany w byłej Jugosławii jako założyciel rockowej grupy Bijelo Dugme, zażądał od wytwórni BMG Poland wysokiego wynagrodzenia za nagranie płyty z Kayah. Dziś w świadomości polskich odbiorców są równorzędnymi artystami, którzy przyczynili się do ogromnej popularności folku w Polsce na początku XXI wieku. Ich wspólne utwory, takie jak "Prawy do lewego" czy "Caje Sukarije", stały się hitami weselnymi i wprowadziły słowiańskiego ducha do polskiej muzyki.

Kayah, która ma już ponad 56 lat, nie jest jednak zakładniczką jednej płyty. Obecnie bywa nazywana damą polskiej muzyki lub jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiego show-biznesu. Nawet jeśli ktoś przed 1999 rokiem nie znał jej twórczości, u progu nowego stulecia musiał kojarzyć przynajmniej jeden z przebojów z płyty "Kayah i Bregović".

Kayah i "Kamień": Prawdziwy debiut

Kayah za swój prawdziwy debiut uznaje wydany w 1995 roku album "Kamień". To na tej płycie po raz pierwszy pojawiły się utwory napisane i wyprodukowane przez nią samą. Do jej nagrania przyczynili się również muzycy tacy jak Jose Torres i Michał Urbaniak. Status złotej płyty album zawdzięcza przede wszystkim piosence "Fleciki", której teledysk, nowoczesny i dorównujący standardom MTV, wzbudził duże zainteresowanie. Kayah brzmiała wtedy wyjątkowo nowocześnie, łącząc popularne gatunki muzyczne dominujące w USA, które nie były jeszcze powszechnie wykorzystywane przez polskich artystów.

"Wszyscy w latach 90. zastanawiali się, jak przenieść inspiracje soulem czy R&B na polską scenę. A ona po prostu to zrobiła" - mówi Marcin Cichoński. "Pamiętam galę wręczenia Fryderyków w 1997 roku. Jej nieprawdopodobna radość i satysfakcja były wtedy widoczne. Jej piosenki z płyt 'Kamień' i 'Zebra' przeszły do historii polskiego popu" - dodaje. "Kayah podnosiła polskie standardy. Jej przebojów nie tylko dobrze się słuchało, ale także fantastycznie oglądało się jej teledyski i sięgało po wydania płyt z wyjątkową oprawą graficzną" - zaznacza Cichoński.

O sukcesie Kayah zadecydowały nie tylko jej umiejętności sceniczne i głos, ale także wyjątkowa intuicja. Z nowoczesnych brzmień szybko przeszła na folkowe inspiracje, a jej muzyka do dziś jest pełna dźwięków etnicznych - bałkańskich, góralskich, orientalnych. Cichoński podkreśla, że Kayah od początku kariery miała świadomość, gdzie kończy się jej rola sceniczna, a kiedy należy pozostać w cieniu. "Była konsekwentna w swoim przekazie feministycznym od utworu 'Córeczko' w 1988 roku, przez 'Supermenkę', aż po 'Ramię w ramię' z Viki Gabor" - wyjaśnia.

"Trzeba wiedzieć, kiedy zamilknąć, a kiedy powrócić na scenę. Kiedy wydać płytę, a kiedy poczekać. To wyczucie albo się ma, albo nie, nawet z pomocą sztabu marketingowców. Kayah miała w swoim życiu artystycznym tyle wielkich momentów, że niejeden artysta chciałby mieć choćby małą część z tego" - podsumowuje Marcin Cichoński.

Zobacz też:

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas