Wiktor Dyduła: "Uważam, że wszystko jest możliwe" [WYWIAD]

Za sobą ma finał "The Voice of Poland" i sukcesywny debiutancki album "Pal licho!". Wiktor Dyduła to objawienie polskiej sceny muzycznej młodej generacji. Po dłuższej przerwie powrócił z nowym singlem "Tam słońce, gdzie my", a w rozmowie z Interią zdradził, jakie ma plany na przyszłość.

Wiktor Dyduła
Wiktor DydułaDominika Jarugamateriały prasowe

Maja Krawczyk, Interia: Twoja najnowsza piosenka "Tam słońce, gdzie my" pojawia się po bardzo długiej przerwie. Co się działo u ciebie przez ten czas?

Wiktor Dyduła: Tak, jestem bardzo tym podekscytowany! W tym czasie trochę odpoczywałem, szukałem weny. Zagraliśmy też jesienią pierwszą trasę koncertową promującą mój debiutancki album: "Pal Licho!". Miałem też sporo występów gościnnych, a nawet epizod aktorski w klipie Mery Spolsky! Tworzyliśmy też dużo w studio i mamy piosenki, które czekają na swoją premierę.

Wspominasz, że dużo utworów czeka na premierę. Na swoim Facebooku napisałeś: "Musicie jeszcze trochę poczekać, ale mam nadzieję, że jak już oddamy je w wasze ręce zostaną z wami na dłużej". Czy to oznacza, że możemy spodziewać się nowej płyty?

- Bardzo bym tego chciał. Zobaczymy jak się wszystko potoczy. Jeśli nie w tym roku to na pewno na wiosnę pojawi się mój drugi album. Byłoby super!

Czy single, które będą wydawane w ramach drugiej płyty będą raczej autobiograficzne jak na "Pal licho!", czy postawiłeś na inny temat?

- Staram się pisać autobiograficznie, ale nie zamykam się tylko na swoje życie, jeśli chodzi o genezę moich utworów. Jestem bacznym obserwatorem rzeczywistości. Dostrzegam problemy lub sukcesy w "innych żywotach" , historiach, filmach, obrazach, piosenkach czy wierszach. Totalnie nie mam tak, że wszystkie piosenki są stricte o tym, co przeżyłem ja. Zazwyczaj jest to fuzja moich odczuć, z tym, co dostrzegam gdzieś w przestrzeni świata.

Czyli można powiedzieć, że największą inspiracją do pisania piosenek jest historia twoja i ludzka.

- Dokładnie. Wszystko to, co nas otacza. Tego jest bardzo dużo. Można się zainspirować wszystkim, nawet porannym omletem [śmiech]. Staram się to robić i po prostu być bardzo uważny.

Wracając do premierowego singla. Jest on o uczuciu, którego doświadcza człowiek, gdy może komuś w stu procentach ufać i na nim polegać. Czy jest konkretna osoba, o której pisałeś ten kawałek?

- Na początku pisząc tekst piosenki miałem w głowie na pewno swoją rodzinę, przyjaciół, ale też piękne wspomnienia, które zostały mi po relacjach romantycznych. Chciałem stworzyć uniwersalną, letnią piosenkę, która będzie powodować uśmiechy na twarzach. Jednak w trakcie pisania słów zorientowałem się, że interpretacja nie musi się odnosić tylko do typowych relacji romantycznych. Stąd scenariusz na teledysk o odmiennym kontekście.

Chciałem przedstawić w nim historię inspirowaną moimi doświadczeniami rodzinnymi. Między innymi relację ojciec-syn, która ze względu na stereotyp "mężczyzny niemówiącego o swoich emocjach" jest rzadko poruszana. Klip wzbudza we mnie ogromne emocje. Ponadto wspaniale odegrane role przez Piotra Głowackiego i jego rodzinę nadają historii autentyczny wymiar.

Czekamy w takim razie na niego z niecierpliwością. Czy mógłbyś zdradzić, kto jest dla ciebie taką osobą, na której możesz zawsze polegać?

- Mam to szczęście, że osoby na których mogę polegać są moją rodziną. Co niestety nie jest takie oczywiste w każdym domu. Życzę każdemu tak szczerych relacji na poziomie rodzinnym i możliwości mówienia o tym, co ci leży na wątrobie bez skrępowania i obawy przed oceną.

Przechodząc do tematu współprac. Na płycie "Pal licho!" umieściłeś piosenki z Natalią Grosiak i Olą Olszewską. Na klubowych koncertach wystąpiłeś, m.in. z Mery Spolsky i Dawidem Tyszkowskim. W jaki sposób dobierasz sobie artystów do współpracy?

- Rzeczywiście to dla mnie niesamowita sprawa, że miałem okazję poznać tyle wspaniałych artystów, a fakt że zgodzili się ze mną współpracować czy to w studio czy podczas trasy koncertowej jest dla mnie ogromnym przeżyciem. Na trasie wystąpiła z nami też Natalia Szroeder, Bovska, Piotr Odoszewski i Wiktor Waligóra. Wszystkie osoby, z którymi współpracuję bardzo podziwiam pod względem twórczości i podziwiam jako Artystów. Mam wrażenie, że czuję ludzi i po tym staram się stwierdzić, czy chciałbym coś z daną osobą zrobić, czy nie. Mam szczęście, że zazwyczaj te osoby odwzajemniały chęć współpracy. Jest to bardzo miłe i czerpię z tego niesamowitą przyjemność oraz dumę, bo rzeczy, które nam wychodzą, są naprawdę dobre.

Wiktor Dyduła powraca z nowym singlem
Wiktor Dyduła powraca z nowym singlemZija & Pióro

Artystów, z którymi współpracujesz jest naprawdę mnóstwo i widać, że cię to cieszy. Ostatnio działasz między innymi z projektem “Wodecki / Pater". Jaka jest historia twojego dołączenia do tego projektu?

- Kamil po prostu zadzwonił i mnie zaprosił. Powiedział, że dostrzegł mój występ w talent show, czy nawet jego żona go podsunęła. To już było ponad rok temu i od tamtej pory jesteśmy zgraną paczką. Stworzyła się jedna wielka rodzina. Cieszę się, że mogę z nimi współpracować, ponieważ zespół składa się z muzyków, którzy "zjedli na tym zęby". Czerpię od nich niesamowitą ilość doświadczenia i ogłady. Wydaje mi się, że później powstaną z tego kolejne projekty, a są to osoby, którym można ufać i robią super rzeczy.

Jakiś czas temu wystąpiliście na Polsat Hit Festiwalu w Opolu. Jednak nie wszystkim spodobał się Wasz występ i stąd tutaj pytanie - w jaki sposób radzisz sobie z negatywnymi komentarzami, czy nawet hejtem?

- To jest nieodłączna część tej działalności. Ja oczywiście czytam czasami komentarze, tych w których występ nie jest oceniany w sposób konstruktywny staram się nie brać pod uwagę. Wiadomo, że zrobi się czasami przykro, ktoś wyzywa i tak dalej. Rozumiem też, że komuś może się mój występ nie spodobać . Wolę jednak skupiać się na osobach, którym przypadł do gustu, a takich też jest sporo. To są ludzie, którzy z nami zostaną. Znam swoją wartość, znam wartość tego projektu.

Nie wystąpiliśmy jedynie na tym festiwalu, koncertujemy na innych scenach, jak Męskie Granie czy Wodecki Twist, który jest dla mnie najważniejszy. To w Krakowie urodził się Wodecki, tam przyjeżdżają fani, którzy słuchają Pana Zbigniewa od lat. Są tam również dojrzali słuchacze, którzy świetnie się bawią do muzyki zaaranżowanej przez nas i to staram się pamiętać.

No właśnie, można było również cię usłyszeć podczas trasy koncertowej promującej "Pal Licho!", czy Męskim Graniu. Jakie emocje towarzyszą ci przy wejściu na scenę?

- To zawsze jest ekscytacja. Trochę stres - wiadomo, często powodujący, że się jeszcze bardziej motywuję. Jednak jak wchodzę na scenę, widzę uśmiechy ludzi i dostaję od nich energię to już są same dobre emocje. Cieszę się, że mogę to robić i wymieniać się z nimi energią. No i że im się podoba to co robię, to kim jestem, jaki jestem. Nie ma nic lepszego.

Czy odczuwasz różnicę w występowaniu w ramach koncertu klubowego a festiwalowego?

- Staram się traktować każdy występ tak samo. Dawać z siebie wszystko. Klubowe rzeczywiście trochę się różnią od festiwalowego. Aczkolwiek tych festiwali zagrałem jeszcze chyba za mało, żeby mieć porównanie. Na pewno w klubie wyczuwalna jest atmosfera, że wszyscy przyszli konkretnie na mój koncert. Śpiewają głośno moje piosenki. Czasami tak głośno, że aż zagłuszają mój odsłuch.

Kiedyś wspominałeś, że twoim marzeniem jest wystąpić w Stanach Zjednoczonych dla Polonii. Myślałeś o tym, aby iść w stronę międzynarodowej kariery?

- Rzeczywiście występ w Stanach to jeden z moich punktów na liście marzeń. Natomiast kariera zagraniczna dla Artystów z Polski jest na pewno trudnym zadaniem, choć oczywiście są wyjątki, jak na przykład zespół Behemoth. Ja na razie nie czuję się na tyle silny w języku angielskim, aby przekazać wszystkie moje emocje. Kompozytorsko nie myślę w tym języku, więc byłoby mi trudno tworzyć piosenki na rynek międzynarodowy, ale kto wie... może kiedyś. Uważam, że wszystko jest możliwe.

Czyli pozostawiasz sobie furtkę otwartą?

- Oczywiście. Uczę się mówić "nigdy nie mów nigdy", z czym miałem kiedyś problem. Uważam, że to ma to swoje plusy i dzięki temu myśleniu bardziej się rozwijam.

Dobrze, to skupmy się na tym, co jest teraz. Co uważasz za swoje największe muzyczne osiągnięcie do tej pory?

- Na pewno moim dużym osiągnięciem jest to, że udało mi się stworzyć fajną atmosferę. Mam super ludzi wokół siebie, super zespół, managera. To wszystko powoduje, że mamy z tego dużą przyjemność. Za każdym razem, jak spotykamy się na próbach jest to super czas. Nie dość, że robimy to co lubimy to jeszcze ludziom się to podoba.

Można powiedzieć, że nie nazywasz tego do końca pracą.

- Na pewno nie jest to typowa praca, choć naprawdę lubię to tak nazywać. Wtedy jeszcze bardziej mnie to jara, że praca może sprawiać mi tyle przyjemności. Pracuję w taki sposób, który kocham.

Na koniec - czego sobie życzysz na przyszłość?

- Życzę sobie, aby to trwało, rozwijało się jeszcze bardziej. Żeby była jak kula śnieżna, a piosenki dalej sprawiały radość wszystkim ludziom. Bardzo lubię, jak jest dużo osób pod sceną, a energia jest taka skumulowana - idzie w świat i wraca ze zdwojoną siłą.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas