Reklama

Reklama

Bruce Springsteen nie trafi do więzienia za jazdę pod wpływem. Jest decyzja

Gwiazdor rocka, któremu postawiono zarzuty prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym, lekkomyślnej jazdy i spożywania alkoholu w miejscu niedozwolonym, stanął dziś przed sądem. Dwóch pierwszych zarzutów mu nie udowodniono. Za trzecie przewinienie dostał 500 dolarów grzywny.

Bruce Springsteen stanął przed sądem

Według "Asbury Park Press", lokalnego dziennik z New Jersey, czyli stanu, w którym mieszka Springsteen, artyście groziła kara pozbawienia wolności od 30 dni do sześciu miesięcy oraz grzywna w wysokości 5 tys. dolarów. 

Podczas dzisiejszego przesłuchania w Sądzie Rejonowym New Jersey (United States District Court of New Jersey), rockman przyznał się jedynie do wychylenia dwóch "małych" kieliszków tequili. 

Zeznał, że miało to miejsce 14 listopada około godziny 16:00 niedaleko latarni morskiej na atlantyckiej mierzei Sandy Hook - części parku narodowego Gateway National Recreation Area. Boss oświadczył też, że był świadomy, że na tym terenie obowiązuje zakaz spożywania alkoholu.

Reklama

Sędzia Anthony R. Mautone nałożył na Springsteena grzywnę w wysokości 500 dolarów i nakazał mu pokryć koszty sadowe - 40 dolarów. Gdy zapytał artystę, ile czasu potrzebuje na zapłacenie grzywny, ten odpowiedział z uśmiechem: "Myślę, że mogę zapłacić od razu". 

Na tym sprawa się zakończyła, bo Springsteenowi nie udowodniono dwóch najpoważniejszych zarzutów, postawionych po słynnej już interwencji strażnika parku - R.L. Hayesa. Funkcjonariusz raportował, że widział, jak rockman po wypiciu kieliszka tequili wsiadł na swój czerwono-srebrny motocykl Triumph i uruchomił silnik. Powiedział więc muzykowi, że spożywanie alkoholu w parku jest zabronione i zapytał go, czy zamierza odjechać. Springsteen potwierdził, że zamierza odjechać, a wypił jedynie dwa kieliszki tequili w ciągu ostatnich 20 minut.

Hayes nie odpuścił, bo zauważył pustą butelkę po tequili Patron, a od Springsteena - jak zanotował - "mocno było czuć alkohol", muzyk miał też "szkliste oczy". Strażnik utrzymywał też, że Boss nie zdał podstawowego sprawdzianu trzeźwości (test ruchu gałek ocznych, przejście po linii prostej z nawrotem oraz stanie na jednej nodze) oraz, że początkowo odmówił poddania się badaniu alkomatem. 

W trakcie ostatniej rozprawy okazało się, że Boss ostatecznie został zbadany alkomatem. Fakt, że nie od razu, ale odbyło się to w dniu incydentu i w miejscu pracy strażnika. Test ten wykazał dozwoloną u kierowcy zawartość alkoholu w organizmie, czyli 0,02 proc (w New Jersey granicą jest 0,08 proc.).

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bruce Springsteen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje