Reklama

Reklama

Andrzej Piaseczny wspomina Annę Przybylską. "Po latach pamięta się też mało istotne przeżycia"

W 7. rocznicę śmierci Anny Przybylskiej, Andrzej Piaseczny wspomina koleżanką ze "Złotopolskich".

Andrzej Piaseczny wspomina Annę Przybylską

Anna Przybylska zmarła 5 października 2014 roku po walce z nowotworem trzustki. 7 lat od tego przykrego wydarzenia, wspomina ją Andrzej Piaseczny, z którym aktorka grała w serialu "Złotopolscy".

"To jest jasne, że kiedy odchodzą nasi przyjaciele to jest nam smutno. Ale po jakimś czasie, najpiękniejszą rzeczą, jaką ci ludzie zostawiają nam w pamięci, to jest uśmiech. Dlatego jest to siódma smutna rocznica, ale siódma uśmiechnięta rocznica pamięci o Ani" - powiedział Piaseczny portalowi Jarząb Post.

Przy okazji Piasek przypomniał zabawną historię związaną z aktorką.

Reklama

"Mam rodzinę w Gdyni. Kiedyś moje kuzynostwo zaprowadziło mnie w okolice, gdzie Ania mieszkała. Ja się tak rozejrzałem, wyjąłem telefon, zadzwoniłem do niej i mówię: 'Anka, ale Ty na wy****owie mieszkasz strasznym. Oczywiście zaczęliśmy się z tego wszyscy strasznie śmiać, później wszyscy spotkaliśmy się na kawie. Więc tego rodzaju wspomnienia, wydaje się, że mało istotne, drobne, nie jakieś spektakularne przeżycia, ale po wielu latach pamięta się też takie" - zauważył Piaseczny.

Andrzej Piaseczny i płyta "50/50"

7 maja do sprzedaży trafił nowy album Piasecznego "50/50", wydany z okazji 50. urodzin wokalisty. Piosenki stworzyli dla gwiazdora m.in.: Kayah, Mrozu, Adam Sztaba, Jarecki, Kuba Badach, Paulina Przybysz, Michał Fox Król, Majka Jeżowska, Tomasz Organek.

Głośno zrobiło się po opublikowaniu singla "Miłość" (sprawdź pełny tekst!). Wokalista potwierdził, że piosenka "Miłość", w której opowiada o uczuciu do mężczyzny opowiada o nim samym. Zapytany czy powodem nagrania takiego utworu było zdenerwowanie na partię rządzącą, odpowiedział:

- W zasadzie to wkurzyłem się już jakiś czas temu przy okazji kampanii prezydenckiej, bo wybory wygrał człowiek który straszył Żydami, gejami i Niemcami. Sam tego zapewne nie wymyślił tylko spin doktorzy, którzy widzieli w tym interes polityczny, ale... trochę ze względu na to że mam już pięćdziesiąt lat a poniekąd też że mam w d**ie, co ktoś sobie o mnie pomyśli, mogłem głośno powiedzieć: Halo! Człowieku! Zastanów się! Jesteś podobno absolwentem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Czy to nie zobowiązuje? I do korzystania z inteligencji i co chyba ważniejsze - z mądrości? Bo chciałbym, żeby prezydent mojego kraju był po prostu mądrym człowiekiem... a chyba tak nie jest - mówił w wywiadzie dla Interii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje