Reklama

Reklama

30 lat od debiutu Rage Against The Machine. Muzyką w kapitalizm

30 lat temu do sklepów muzycznych trafiła debiutancka płyta zespołu Rage Against The Machine. Jedna z najpopularniejszych grup rockowych lat 90. nie skupiała się wyłącznie na muzyce, przesycając teksty swoich utworów politycznymi treściami.

30 lat temu do sklepów muzycznych trafiła debiutancka płyta zespołu Rage Against The Machine. Jedna z najpopularniejszych grup rockowych lat 90. nie skupiała się wyłącznie na muzyce, przesycając teksty swoich utworów politycznymi treściami.
Rage Against The Machine zadebiutowali 30 lat temu /Niels van Iperen /Getty Images

"Maszyną może być wszystko. Od policji na ulicach Los Angeles, która katuje kierowców, po władzę, która robi z ludzi bezmyślne roboty" - tłumaczył genezę nazwy gitarzysta Tom Morello.

Zespół od samego początku istnienia, poza muzycznymi, miał także cele polityczne. W przekonaniu muzyków - twórczość grupy miała zmieniać świat, przeciwdziałać kapitalistycznemu wyzyskowi i krzewić idee rewolucji.

"Niszcz kapitalizm" i podbijaj listy przebojów

Nigdy nie ukrywali swoich politycznych poglądów i fascynacji. Podobizna kontrowersyjnego kubańskiego buntownika, Che Guevary, zawieszona była często na wzmacniaczach gitarzystów, a fragmenty jego podręcznika partyzanckiego, "La Guerra de Guerrillas", zamieszczone w "książeczkach" płytowych.

Reklama

11 listopada 1992 roku do sklepów płytowych w Stanach Zjednoczonych trafił krążek "Rage Against The Machine", debiutancka płyta grupy. Zawierała utwory "Bombtrack", "Bullet in the Head" oraz "Killing In The Name" (posłuchaj!), które szturmowały amerykańskie listy przebojów.

Teledysk do "Killing In The Name" był jednym z najpopularniejszych, jakie emitowała telewizja muzyczna MTV. Twórczość Rage Against The Machine była sumą heavymetalowych inspiracji Morello i rapowych fascynacji wokalisty Zacka de la Rochy.

Buntownicze teksty de la Rochy nawoływały do sprzeciwu wobec skostniałego kapitalizmu, wyzyskiwaniu słabszych i wzywały do rewolucji. Muzycy wyrażali również swoje poparcie dla ruchu zapatystów - zbrojnej grupy działającej w Chiapas, jednym z najbiedniejszych regionów Meksyku.

Na okładkę debiutanckiej płyty muzycy wybrali, wykonaną przez Malcolma W. Browna w 1963 roku, fotografię przedstawiającą wietnamskiego mnicha dokonującego aktu samospalenia. Thick Quang Duc podpalił się w Sajgonie w geście sprzeciwu wobec dyktatury i prześladowaniu buddystów w Wietnamie Południowym przez rząd katolickiego prezydenta Ngo Dinh Diema.

Kariera po piorunującym debiucie Rage Against The Machine

W związku z treściami przekazywanymi w piosenkach, na zespół spadła fala krytyki. Określano ich jako "komunistów", oskarżano o propagowanie antyamerykańskich treści i wzywania do agresji. Nie zmieniło to jednak ideologicznego ładunku kolejnych płyt Rage Against The Machine. Zarówno "Battle Of Los Angeles", jak i "Evil Empire" czy ostatni studyjny krążek "Renegades" podejmują kontrowersyjne politycznie tematy.

W 2000 roku de la Rocha opuścił grupę, tłumacząc swoją decyzję różnicami w koncepcjach dalszego rozwoju zespołu między jego członkami. Reszta muzyków, we współpracy z byłym wokalistą grupy Soundgarden Chrisem Cornellem, założyła formację Audioslave. Zespół wydał trzy płyty i zakończył swoją działalność w 2007 roku.

W tym samym roku, podczas festiwalu Coachella w Kalifornii, Rage Against The Machine wystąpił po raz pierwszy od siedmiu lat. Kolejne rozstanie nastąpiło w 2011 r.

Od 2016 r. Morello, Commerford i Wilk występowali w składzie zespołu Prophets Of Rage, razem z B-RealemCypress HillChuckiem DDJ LordemPublic Enemy. Pod tym szyldem ukazał się album "Prophets Of Rage" (2017) i EP-ka "The Party's Over" (2016), a z koncertami grupa dotarła także do Polski, występując podczas Open'er Festival 2017Pol'and'Rock Festival 2019.

Wielka reaktywacja i wielki pech Zacka De La Rochy

Kolejną reaktywację RATM zapowiedzieli na 2020 rok, kiedy to mieli zagrać podczas festiwalu Coachella. Ten jednak nie odbył się z powodu pandemii, a powrót słynnego składu opóźnił się. Ostatecznie w lipcu 2022 roku grupa ruszyła w pierwszą od 20 lat trasę koncertową. Trasę, która wyhamowała szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Już na samym początku tournee Zack De La Rocha zerwał na scenie ścięgno Achillesa. Zespół najpierw odwołał trasę po Europie, następnie wszystkie koncerty do końca roku.

"Od Chicago minęły prawie trzy miesiące, a ja wciąż patrzę na swoją nogę z niedowierzaniem. Dwa lata czekania z powodu pandemii z nadzieją na to, że znów będziemy mogli być zespołem i kontynuować pracę, którą rozpoczęliśmy trzydzieści kilka lat temu. Próby, treningi, szukanie kompromisów, powrót do formy. Potem, po półtora koncertu, moje ścięgno pęka. Czułem, że los robi mi jakiś okrutny żart" - wyznał rozgoryczony wokalista.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy