Koncert AC/DC wywołał trzęsienie ziemi! Zarejestrowały go sejsmografy
Po dekadzie przerwy AC/DC wrócili do ojczyzny z hukiem - dosłownie. Pierwszy koncert australijskiej części trasy "Power Up" w Melbourne był tak głośny, że zarejestrowały go sejsmografy. Tymczasem w Edynburgu władze planują ograniczenia po tym, jak występ grupy wywołał falę skarg mieszkańców.

Gdy Angus Young i Brian Johnson stanęli na scenie stadionu Melbourne Cricket Ground, ziemia naprawdę zadrżała. Według danych Seismology Research Centre, wibracje o częstotliwości od 2 do 5 herców były tak silne, że ich pomiarowe stacje - oddalone o ponad trzy kilometry - zarejestrowały drgania przypominające miniaturowe trzęsienie ziemi.
"To, co ludzie czuli w ciele, nasze sejsmografy odczytały jako ruch podłoża" - wyjaśnił Adam Pascale, główny badacz centrum w rozmowie z ABC News Australia.
Jak dodał, źródłem zjawiska nie był jedynie system nagłośnienia. "Tłum skaczący w jednym rytmie wzmacnia sygnał, dlatego odbieramy go znacznie wyraźniej" - tłumaczył.
Melbourne ma już doświadczenie w takich "muzycznych trzęsieniach". Wcześniej sejsmografy reagowały na koncert Oasis, a największe w historii wibracje zarejestrowano podczas trzech wieczorów Taylor Swift na tym samym stadionie.
Skargi z Edynburga. "Za głośno, za dużo prądu, za dużo fajerwerków"
Podczas gdy w Australii AC/DC dosłownie zatrzęśli ziemią, w Szkocji ich energia wywołała poruszenie wśród władz. Jak podało BBC, sierpniowy koncert zespołu w Edynburgu przekroczył dopuszczalne normy hałasu.
Na policję i do urzędu miasta wpłynęły liczne skargi od mieszkańców, zirytowanych potężnym brzmieniem oraz głośnymi fajerwerkami. Co więcej, niektóre osoby twierdziły, że podczas prób zespołu dzień wcześniej "dało się odczuć spadek napięcia w sieci", spowodowany ogromnym zużyciem energii przez oświetlenie i sprzęt sceniczny.
Władze Edynburga rozważają obecnie zakaz używania pirotechniki podczas przyszłych koncertów na tym samym stadionie. "To ma być kompromis między widowiskiem a komfortem mieszkańców" - poinformował rzecznik lokalnej administracji.
Co ciekawe, podobne reakcje wywołały w tym samym miejscu koncerty Oasis, ale dopiero powrót AC/DC zmusił władze do rozważenia zmian w przepisach.
Rekordy i kontrowersje: trasa, która nie zna granic
Trasa "Power Up Tour", promująca ostatni album grupy, jest jednym z największych przedsięwzięć rockowych ostatnich lat. Rozpoczęła się w 2024 roku w Europie, gdzie AC/DC sprzedali ponad dwa miliony biletów na 24 koncerty, a następnie przeniosła się do Ameryki Północnej i Australii.
W Polsce zespół wystąpił latem na PGE Narodowym w Warszawie, przyciągając tłumy fanów, ale - jak zauważyły lokalne media - bez skutków ubocznych w postaci nadmiernego hałasu.
W Melbourne jednak publiczność bawiła się tak intensywnie, że sejsmografy zarejestrowały ich rytmiczne podskoki. "Ziemia drżała w rytmie rock'n'rolla, ale to było piękne uczucie" - wspominał jeden z uczestników w rozmowie z australijskimi mediami.
AC/DC: pół wieku mocy
Założony w 1973 roku przez braci Angusa i Malcolma Youngów zespół od ponad 50 lat pozostaje jednym z symboli hard rocka. Ich albumy, jak "Back in Black", "Highway to Hell" czy "The Razors Edge", sprzedały się w setkach milionów egzemplarzy, a każdy koncert to dowód, że rock'n'roll wciąż ma siłę rażenia większą niż niejeden fajerwerk.
W Melbourne AC/DC po raz pierwszy od 34 lat zagrali klasyk "Jailbreak", co spotkało się z euforyczną reakcją fanów. Dla wielu był to nie tylko powrót ulubionego zespołu, ale także przypomnienie, że energia rocka potrafi naprawdę wstrząsnąć światem - w sensie dosłownym i symbolicznym.










