Reklama

Reklama

Ewka plus smyczki = kasa?

Rockowi artyści, jak jeden mąż, zakochują się w muzyce symfonicznej. Albumy nagrane z filharmonikami wydali ostatnio m.in. Sting, Peter Gabriel, Mike Patton, Serj Tankian, koncert z orkiestrą zagrała niedawno również rodzima Coma. Co nimi kieruje? Chęć łatwego zarobku czy artystyczne wyzwanie?

Jest kilka przesłanek, które mogłyby sugerować, że mamy do czynienia ze zwykłym skokiem na kasę. Większość tych projektów to takie "the best of", doprawione hollywoodzko brzmiącymi skrzypcami, kotłami, harfą itd. Rockmani zwykle nie znajdują czasu i odwagi, by napisać zupełnie nowy materiał z myślą o orkiestrze.

- Nagrywając istniejące już piosenki w oprawie orkiestrowej, artysta powierza słuchaczowi dwa w jednym: coś, co jest znane i jednocześnie pokazane we wzbogaconej formie. W sytuacji utworów premierowych, w oprawie, z którą nie kojarzymy danego zespołu, zadanie z punktu widzenia komercyjnego robi się znacznie trudniejsze - mówi portalowi INTERIA.PL Adam Sztaba, znany kompozytor, dyrygent i pianista, który współpracował praktycznie ze wszystkimi liczącymi się na polskiej scenie muzycznej wykonawcami.

Reklama

Albumy z orkiestrą symfoniczną to także dodatkowa okazja, by jeszcze raz sprzedać to samo. Artysta nie będzie przecież wydawał w nieskończoność takich samych kompilacji z największymi przebojami. Jeśli jednak zaprosi sekcję smyczkową, dętą, zapłaci aranżerowi, by pobawił się z jego przebojami, po kilku tygodniach będzie mógł pochwalić się "zupełnie nowym" dziełem. Sugestywny wydaje się przypadek Perfectu: w 1995 roku ukazała się kompilacja "Ballady". W 1998 roku wychodzą dwie składanki - jedna pod szyldem "Gold", druga - "Złote przeboje". Rok później mamy kolejne dwie: jedną z serii "Platynowa kolekcja" oraz wydawnictwo "Perfect: Twoja Era Muzyki". I co teraz? "Nie płacz Ewka" po raz szósty, siódmy, dziesiąty? Jak już ktoś ma "Ewkę" na dwóch płytach, to nie potrzebuje trzeciej, prawda? W 2002 roku wychodzi więc album "Perfect symfonicznie", na którym wszystkie hity otrzymują aurę nowości.

Przygoda

Jednak dopóki nie jesteśmy w stanie wejść w głowę muzyków, nie możemy przesądzać, że kierowały nimi jedynie finansowe pobudki (możemy to jedynie złośliwie sugerować). Adam Sztaba uważa zresztą, że obie motywacje - zarobkowa i artystyczna - mogą iść w parze:

- Taki projekt jest niewątpliwie czymś wyjątkowym, tym samym przyciąga większą rzeszę kupujących. Natomiast zagranie z orkiestrą jest często marzeniem wielu artystów uprawiających muzykę odległą od brzmień filharmonicznych. Być może jest to chęć wzniesienia się na teren tzw. sztuki wyższej, a być może zwyczajna potrzeba wzbogacenia swojej muzyki szlachetną materią, którą od setek lat stanowi orkiestra symfoniczna.

Zobacz "Nothing Else Matters" Metalliki w wersji symfonicznej:

Na podstawie rozmów z muzykami, którzy chwalą się swoimi symfonicznymi projektami, trudno oprzeć się wrażeniu, że granie na tle potężnej orkiestry sprawia im ogromną frajdę. "To przygoda - muzyka właśnie powinna być przygodą" - ekscytował się Sting, który wydał ostatnio album "Symphonicities". Brytyjczyk wraz z trzema orkiestrami: The Royal Philharmonic Concert Orchestra, The New York Chamber Consort i The London Players nadał nowego blasku przebojom takim jak "Roxanne" czy "Every Little Thing She Does Is Magic", dzięki temu, że zostały one gruntownie przearanżowane.

Początek

Źródła są zgodne - pierwszym głośnym mariażem rocka i orkiestry był występ, a potem album "Concerto For Group And Orchestra" grupy Deep Purple, nagrany w 1969 roku. Była to ich pierwsza płyta z Ianem Gillanem na wokalu i Rogerem Gloverem na basie. Należy podkreślić, że w tym projekcie nie chodziło o doprawienie rockowych piosenek symfonicznym sosem. Jon Lord wraz z Ianem Gillanem napisali cały koncert od zera, z myślą o występie w londyńskiej Royal Albert Hall. Można nawet powiedzieć, że "Concerto..." z 1969 roku to najtrafniejsza realizacja założeń progresywnego rocka, czyli idei mocnych, gitarowych utworów o rozmachu i konstrukcji charakterystycznej dla dzieł klasycznych.

Następni byli inni Brytyjczycy, również związani ze sceną progrockową. Zespół Procol Harum wydał w 1972 roku album "Procol Harum Live With The Edmonton Symphony Orchestra" i był to najlepiej sprzedający się w ich karierze longplay. Ten koncert był naturalną konsekwencją artystycznej wizji zespołu. Oni już od samego początku definiowali swoją twórczość przez pryzmat muzyki klasycznej. Pierwszy i najsłynniejszy singel Procol Harum, "A Whiter Shade of Pale" z 1967 roku, inspirowany był przecież kantatą Jana Sebastiana Bacha.

Nie stało się jednak regułą, że z orkiestrą grywają tylko rockmani, nawiązujący swoimi utworami do muzyki klasycznej. Liczne koncerty symfoniczne, a także mniejsze np. unplugged, dowiodły, że ze smyczkami praktycznie każdemu gatunkowi jest do twarzy. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że to właśnie przedstawicieli progresywnego rocka i okolic (Roger Waters, Emerson, Lake & Palmer, Peter Gabriel) do filharmonii ciągnęło szczególnie mocno.

Najlepsi

Spośród licznych rockowo-symfonicznych projektów Adam Sztaba najwyżej ceni niedawno wydaną płytę "Scratch My Back" Petera Gabriela, eks-wokalisty Genesis.

- Głównie ze względu na wysublimowane wykorzystanie orkiestry i nieepatowanie patosem, co niestety zdarzało się niektórym twórcom tego typu projektów. Orkiestra oczywiście kusi swoją potęgą, ale najpiękniejsze jest dozowanie tej szerokiej palety środków - podkreśla popularny dyrygent.

Posłuchaj utworu "The Power Of The Heart" w wykonaniu Petera Gabriela:

Gabriel zdecydował się nagrać nowe wersje przebojów innych artystów m.in. Davida Bowiego, Neila Younga, Paula Simona czy Talking Heads. Album faktycznie jest bardzo delikatny, wymuskany wręcz. Jedni okrzyknęli go fascynującym, inni... nudnym. Wokół innej osi toczył się natomiast spór o głośny album "S&M" Metalliki. Część fanów uznała koncert z San Francisco Symphony Orchestra za koronny dowód na to, że zespół się sprzedał, inni z uznaniem mówili o wrażliwości i otwartości dyrygenta Michaela Kamena, który z wielką pasją podszedł do projektu. Nawiasem mówiąc, już od ponad 10 lat każdy koncert Metalliki rozpoczyna się od "Ecstasy Of Gold" Ennio Morricone w aranżacji Michaela Kamena.

"Maestro Kamen sam przyszedł do nas z tym pomysłem. Robił już projekty z innymi ludźmi rocka, ale chciał doświadczyć czegoś bardziej ekstremalnego, więc wybrał nas. Dwa lata zajęło nam dogrywanie szczegółów" - opowiadał James Hetfield, wokalista Metalliki.

Metallica obawiała się spotkania z Kamenem po latach, bo... w 1990 roku zespół poprosił go o nagranie sekcji smyczkowej do utworu "Nothing Else Matters", jednak ostatecznie owoc kilkutygodniowej pracy artysty został niemal zupełnie wyciszony. Ten się jednak nie obraził i kilka lat później przyszedł ze swoją propozycją.

- Aranżacje autorstwa Michaela Kamena znakomicie poszerzają kompozycje Metalliki, a poza tym działa chyba sentyment, bo był to projekt, który wyznaczył nowe horyzonty - uważa Adam Sztaba.

Człowiek-orkiestra

Zmarły w 2003 roku Kamen - kompozytor, instrumentalista i dyrygent - jest postacią szczególną jeśli chodzi o budowanie mostów między muzyką symfoniczną a rozrywkową. To on aranżował monumentalny koncert "The Wall" Rogera Watersa w 1990 roku w Berlinie. To on przygotował kameralny, akustyczny koncert Davida Gilmoura z 2001 roku, podczas którego pięknie zagrał m.in. na klarnecie. Lista artystów, z którymi współpracował zdaje się nie mieć końca. Wyrywkowo więc: Kamen odpowiadał za orkiestrę w utworze "Who Wants To Live Forever" grupy Queen, jest współautorem wielkiego przeboju Bryana Adamsa "(Everything I Do) I Do It For You", nadawał wyjątkowe brzmienie słynnym koncertom "Pavarotti And Friends", współpracował z Aerosmith, The Cranberries, Erikiem Claptonem ("Edge Of Darkness"), Davidem Bowie czy Herbie Hancockiem. Wow!

Pytanie o misję

W Polsce również wiele się w tej materii dzieje i działo. Ważny był koncert "Dwa światy" w 1994 roku, w którym wzięli udział m.in. Bajm, Oddział Zamknięty, Ira, Kobranocka, a towarzyszyła im Orkiestra Filharmonii Pomorskiej. Był to pierwszy tak duży projekt rockowo-symfoniczny w Polsce. Później mieliśmy m.in. projekty "Dżem w operze" (a ostatnio urodzinowe wydawnictwo ze Spodka), "Perfect symfonicznie", w kolejnych latach z orkiestrą zagrali Lady Pank czy Coma. To najlepszy moment, by postawić nieuniknione pytanie. Pytanie, który wisi nad nami niczym miecz Damoklesa od pierwszych zdań tego tekstu: Czy dzięki takim koncertom ludzie otworzą się na muzykę klasyczną i zaczną masowo odwiedzać filharmonię?

Nie ma się co łudzić - nie zaczną.

Michał Michalak

Czytaj blog "Język Elit" Michała Michalaka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje