Reklama

Recenzja Kimbra "A Reckoning": Ktoś, kogo poznasz na nowo [RECENZJA]

Tak, to oczywiste, żeby przy płycie Kimbry nawiązywać do "Somebody That I Used To Know". Tak, minęły lata, Gotye zniknął, ona trwa i oferuje kawał porządnej, zaskakująco eksperymentalnej muzyki, której z pewnością "starzy słuchacze" się tu nie spodziewali.

Tak, to oczywiste, żeby przy płycie Kimbry nawiązywać do "Somebody That I Used To Know". Tak, minęły lata, Gotye zniknął, ona trwa i oferuje kawał porządnej, zaskakująco eksperymentalnej muzyki, której z pewnością "starzy słuchacze" się tu nie spodziewali.
Kimbra prezentuje nową płytę /Astrid Stawiarz /Getty Images

Mówiąc o Kimbrze nie sposób wspominać o hicie Gotye, w którym wokalistka wzięła udział ponad 10 lat temu. Kiedy wszystkim wydawało się, że to gospodarz pociągnie temat dalej, okazało się, że singiel, który wyniósł go na szczyty, był jednym z ostatnich podrygów jego solowej kariery. On usunął się w cień, powracając do niszowej działalności przy grupie The Basics. Ona zaś radzi sobie doskonale. Ale to nie znaczy, że "A Reckoning" jest płytą łatwą i przyjemną. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że za produkcję krążka odpowiada Ryan Lott - lider Son Lux.

Reklama

Nieuważnym "A Reckoning" łatwo wpisać do elektropopowego nurtu, odbębnić recenzję, wysłać i bić sobie brawo. Ale to rzecz dużo bardziej intrygująca niż mogłoby się zdawać. Nośnikiem melodii są bowiem przede wszystkim melodie zakopane w partiach wokalnych Kimbry. Sama warstwa muzyczna jest minimalistyczna, często oparta na mocno przetworzonych dźwiękach elektronicznych. Albo po prostu sprowadzona do kilku niemal ambientowych ścieżek, które mają nas prowadzić przez kolejne akty numeru.

Posłuchajcie chociażby "gun", które rzuca nas w wir głębokiego, jednostajnego basu z 808-ki, niepowiązanych ze sobą wyraźnym kluczem industrialnych, przesterowanych dźwięków i przewijających się partii syntezatorowych.

Takie "the way we were" z pozoru może jawić się jako proste r’n’b, ale ze swoimi złamaniami rytmicznymi nawiązuje do brzmień, które w elektronice zapoczątkował Flying Lotus, traktując rzecz jednak dużo mniej masywnie brzmieniowo. Rzecz to niewątpliwie intrygująca intelektualnie dla producentów muzycznych, ale obawiam się, że przeciętnemu słuchaczowi trudno będzie docenić, ile eksperymentów kryje się w rzeczywistości za zabawami syntezatorami i filtracjami wszelkiej maści. Dużo łatwiej będzie za to z "personal space", opartym na wyrazistym, swingującym groove’ie.

Przy czym wiemy, że mimo mocnego przetwarzania materii, fundament jest ściśle popowy. Weźcie "new habit", odejmijcie z niego całą nadbudowę studyjną i czy nie usłyszycie tam porządnego soulu, który można by było przekazać Beyonce? Albo czy "la type" nie umieścilibyście tak naprawdę na jakiejś płycie Ariany Grande? Posłuchajcie refrenów z tej płyty - tego, jak niesamowicie są rozpisane, ile się w nich dzieje, jak łatwo wgryzają się w głowę.

Pod kątem produkcji przypomina mi to nieco współpracę Empress Of i wielokrotnie nagradzanego producenta BJ-a Burtona: człowieka, którego robotę łatwo dostrzec w genialnym "Double Negative" Low"22, A Milion" Bon Iver. Na "I’m Your Empress Of" pokazał, jak łączyć industrialne, eksperymentalne dźwięki z popową przystępnością. Owszem, "A Reckoning" wydaje się surowsze, ale daje też Kimbrze większą przestrzeń. Inaczej po tak szczerych tekstach jak ten w "save me" byłoby tu wyjątkowo duszno.

Bo warto też wspomnieć, że to krążek miejscami niesamowicie wręcz introspektywny, refleksyjny i emocjonalny. A jeżeli, drogi słuchaczu, jesteś rodzicem i nie poruszy cię tekst do cudownego fortepianowego utworu, jakim jest "foolish thinking", to zastanów się czy masz w sobie wystarczająco refleksji. To ta absolutna perełka, dzięki której zdecydowanie warto do tej płyty wracać.

Kimbra, "A Reckoning", Mystic Production

8/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kimbra

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama