Reklama

Recenzja Entombed A.D. "Back To The Front": Jak wrócić na front i nie wpaść na minę

Kiedy w 2013 roku gitarzysta Alex Hellid, ostatni z ojców założycieli szwedzkiego Entombed, zabrał swoje zabawki i z kwaśną miną opuścił dotychczasowych kolegów (działających dziś pod szyldem Entombed A.D.), wątpiłem, że wyjdzie z tego coś dobrego. Okazuje się jednak, że "Back To The Front" to złe wieści wyłącznie dla Hellida.

Kilka słów wyjaśnienia. Po zakulisowej batalii prawnej nazwa Entombed należy dziś w równym stopniu (acz nie z osobna) do czterech członków oryginalnego składu: Aleksa Hellida, Uffe Cederlunda i Nicke Anderssona, oraz dowodzącego Entombed A.D. wokalisty L-G Petrova, który wraz z pozostałymi członkami ostatniej inkarnacji Entombed odpowiada za zawartość "Back To The Front". I jak tu nie wpaść na minę? Cztery psy ogrodnika, klasyczny paragraf 22. Tyle gwoli kronikarskiego obowiązku.

Reklama

Dobre wieści są zaś takie, że słuchając pierwszej od siedmiu lat płyty Entombed (A.D.) - upieram się bowiem przy tezie o kontynuacji dziedzictwa bez absurdalnych haseł o "debiucie" - z pewnością nie grozi nam niemiły dysonans poznawczy. Tym bardziej, że Entombed A.D. 2014 gra jak dobrze nam znany... Entombed.

W porównaniu z sygnowaną jeszcze logiem Entombed "Serpent Saints" (2007 r.), płytą, na której Szwedzi nie szczędzili blastów, "Back To The Front" zdecydowanie bliżej do death'n'rollowej estetyki, którą w połowie lat 90. po raz kolejny zrewolucjonizowali oblicze gatunku, począwszy od "Wolverine Blues", przez "To Ride, Shoot Straight And Speak The Truth", po wydany na przełomie wieków "Uprising". Jeśli dołożymy do tego solidny groove i potężne swaggery, dzięki którym późniejsze albumy, takie jak "Inferno", a szczególnie "Morning Star", cieszyły się sporym uznaniem fanów, czego kulminacją był komercyjny sukces EP-ki "When In Sodom" z 2006 roku, otrzymujemy materiał będący nie tyle wyjściem z opresji, co zbiorem naprawdę solidnych kompozycji. Wziąwszy zaś pod uwagę fakt, iż rdzenny death metal obecny był w zasadzie jedynie na dwu pierwszych longplayach, ewentualne rozczarowanie twardogłowych zwolenników Entombed należałoby uznać za spóźnione o dobre dwie dekady (dla nich wciąż pozostają dokonania purystów po fachu z Dismember czy Grave).

Sztubacki, d-beatowy wdzięk mają tu choćby "Vulture And Traitor", "Bait And Bleed" czy "Bedlam Attack" (death / crust-punkowe klimaty Wolfpack, Skitsystem czy rewelacji ostatnich lat Bombs Of Hades) z firmowym zwolnieniem w stylu "Children Of The Underworld" z "Inferno". Bardziej thrashowo atakuje odpalonym niczym petarda i opatrzonym sekcją blastów "The Underminer" oraz "Waiting For Death" z potężnym refrenem ("Hold your breath / Soon to be dead"), który na koncertach mogliby grać choćby za "Eyemaster" z "Wolverine Blues". Co do samego L-G, wokale pozostają równie radykalne, co jego osławiony stosunek do kwestii higieny osobistej, z tą jednak różnicą, iż zdecydowanie więcej tu deathmetalowego ryku growlingiem zwanego, niż wrzasków i krzyków z okresu "To Ride...".

Niczym niezawodny silnik diesla w średnim tempie i z mocarnym groove'em mknie zaś kapitalny "Second To None" (podobnie jak otwierający "Kill To Live" i "Pandemic Rage"), doomowo ciężki jak sam "Chief Rebel Angel" jest z kolei numer "Eternal Woe" - od strony aranżacyjnej bodaj najciekawszy na całej płycie (trzeba przyznać, że pozostawiony przez Hellida gitarzysta Nico Elgstrand, choć udanie konserwuje styl Entombed, ma tu zdecydowanie większą swobodę, co udowadnia w bardziej melodyjnych solówkach przywodzących na myśl klasyczny heavy metal - końcówka przysadzistego i nieco sztampowego "Digitus Medius"). Bitewnie, na modłę żwawszego Manegarm lub Amon Amarth, i w zasadzie trochę nie na miejscu, robi się za to w "Soldier Of No Future".

Mimo iż wbrew wcześniejszym deklaracjom nie jest to żaden powrót do debiutu "Left Hand Path", którym w 1990 roku zdefiniowali cały gatunek, ani tym bardziej zwrot ku technicznemu death metalowi z wydanego rok później i równie pomnikowego "Clandestine", "Back To The Front" okazuje się zaskakująco solidnym materiałem, zwłaszcza na tle wewnętrznej zawieruchy, jaka definitywne podzieliła muzyków, bez których europejski (a właściwie to i światowy) death metal brzmiałby dziś zapewne zupełnie inaczej, z kanonicznym "bee swarm" na czele. Plusem "Back To The Front" wydaje się być też świetna okładka Zbigniewa Bielaka, tym bardziej, że na tym polu Entombed zbyt często zdarzały się irytujące bohomazy. Wygląda więc na to, że saper Petrov nie tylko wrócił na front, ale i sprawnie go rozminował.

Entombed A.D. "Back To The Front", EMI

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Entombed | recenzja | Entombed A.D.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje