Reklama

Reklama

Miły ATZ "ROLLER": Rollowanie rąk nie brudzi. Mikrofony już tak [RECENZJA]

Ciężko o świeżość na tej całej polskiej hiphopowej scenie, ale Miłemu ATZ udało się wejść do świata mainstreamu z buta. W dodatku tak brudnego, że aż żal było sprawdzać instrukcję jego czyszczenia. Po dwóch latach kolejna produkcja rapera nie tylko udanie kontynuuje misję "Czarnego swingu", ale również dopieszcza formułę.

Ciężko o świeżość na tej całej polskiej hiphopowej scenie, ale Miłemu ATZ udało się wejść do świata mainstreamu z buta. W dodatku tak brudnego, że aż żal było sprawdzać instrukcję jego czyszczenia. Po dwóch latach kolejna produkcja rapera nie tylko udanie kontynuuje misję "Czarnego swingu", ale również dopieszcza formułę.
Okładka płyty "Roller" Miłego ATZ /

Miły ATZ, jednoosobowa armia i rymów szwalnia, na tle reszty kolegów imponuje oryginalnością, robi rap po swojemu i nawet jeśli palnie jakąś głupotę na majku, to jest to zabieg na tyle ciekawy, że zwyczajnie musi się podobać. Sami przyznacie, że nie spotyka się tego zbyt często, a jeśli dodamy do tego inspiracje spoza Kreuzbergu (z małym przystankiem, o którym później) i nietrzymające śliniaka Atlanty, to finalnie otrzymujemy produkt na swój sposób nietypowy w rodzimym wydaniu.

Oczywiście ta "nietypowość", "oryginalność" i Bóg wie co tam jeszcze jest istotna tylko i wyłącznie na polskim poletku, ale wcale nie trzeba tego traktować w kategoriach zarzutu. Nasz rynek rządzi się swoimi prawami i czerpane z lewa i prawa inspiracje ze świata są czymś normalnym w tym rapowym kosmopolityzmie, niemniej jeśli "Czarny swing" był rozgrzewką dla wszystkich, takim solidnym warm upem, to "ROLLER" przynosi ze sobą dodatkowe gramy do spalenia i przeniesienia się w inny wymiar.

Reklama

Rapowanie Miłego należy do kategorii "jak, a nie co". W treściach standardowo: jest podsumowanie sukcesu ("Kolejne miechy cisnę balet / Całą Polskę przejechałem / Chciałbym uciec jak najdalej stąd / To nie przez problemy z sianem", no kto by się spodziewał?) i zajaranie rapem od wczesnej młodości. Nieustanny progres (jak to u rapera, wiadomo), pełne kluby, trochę lifestyle'u i rymowe czteropaki pokroju hipi - kipi - tipi - creepy atakują z każdej strony.

Ale gdzieś między tym są też świetnie napisane wersy, jak "Dostałem info z pierwszej ręki / SMS o treści 'Synu, jesteś wielki' / Więc odpowiadam 'wy jesteście więksi' / Ruszam w drogę i zaciskam pięści" i bałaganowo-belmondziakowa maniera leksykalna w tytułowym numerze, jednym z najmocniejszych w zestawie. Aha, kiedy trzeba zgrywa też romantyka z linijkami pokroju "Usypiasz mnie jak lek / I budzisz mnie jak sunrise".

W tym wszystkim oczywiście nie zabrakło ogromu stonerstwa i peanów na cześć słodkiego i zielonego dymu, które unoszą się nad całością. Najlepszym przykładem będzie pełne młodzieńczych zajawek "Płucko" z prostym, aczkolwiek mistrzowskim "Albo z ziomem ufoludkiem porozkminiać chore rzeczy / Bo tu chyba każdy z nas dawno powinien się leczyć". Monotematyczna frajda, w której głównie liczy się zajawka i styl, a przecież pomysłu na samego siebie Miłemu ATZ też odmówić nie można. Mało kto tak dobrze odnajduje się na specyficznych i trudnych do okiełznania podkładach, jak chociażby w mistrzowskim "Spamie", być może najbardziej esencjonalnym numerze "ROLLERA".

Rzadko też zdarza się, żeby wszyscy goście aż tak dali radę. VNM leci poza beatem aż miło, Dziarma w reggaetonowym "Money move" ponownie zawstydza polskie raperki ("Leci bangier jak Ashanti '04 na VIVIE"), a Gruby Mielzky dodaje podkładowi flow i dosypuje szczypty truskulu do całości. Donguralesko ponownie jest wyjęty z taśmociągu hiphopowej manufaktury, z rymami dla rymu, ale ze stemplem jakości i w formie z najlepszych lat. Ewentualnie z ostatnich mixtape'ów, bo też przecież mocne. No i ten refren CatchUpa - kilka linijek dodających lekkości "Karmie", w dodatku znacznie lepszych niż cały ostatni longplay. Nieźle wypada również Ananas, kopia gospodarza z wyższym głosem, ale niższymi wersami - "Ludzie będą na nas szczekać, pokazywać kły / Ale przecież ty tak samo jak ja kochasz psy" - dobre, ale na raz. 

Zaletą "ROLLERA" jest także produkcja, za którą odpowiadają Atutowy, Miroff i SHDØW. Ich podkłady to nie zbiór losowych i wymieszanych ze sobą paczek z neta, tylko umiejętnie żonglowanie patentami ogrywanymi w wyspiarskich miastach. Klubowe "Day off" i "Groove", oczywiście londyńskie, nie manieczkowe, sprawiają, że nikt nie ma zamiaru podpierać ścian. Swoim basem wgniatają w podłogę "DON", "Roller" i "Wielkie miasta". Potężne. 2-stepowy "Lek" i sięgające po klasykę "Z pierwszej ręki" to dobre urozmaicenie, zwłaszcza ten drugi.

Sprawdź tekst do piosenki "Groove" w serwisie Tekściory!

Miły ATZ na szczęście wygrał z oczekiwaniami i świetny "Czarny swing" doczekał się równie dobrego, a momentami jeszcze lepszego następcy. Może brak tu tak abstrakcyjnych wycieczek jak w fenomenalnych "Kosmicznych snach", ale jest za to przepełniona kwasem i mistrzowskimi perkusjami "Psycholka". Mimo wielu średnich wersów "ROLLER" nie jest dla mośków, parafrazując jeden z fragmentów, i starcza na więcej niż jeden wieczór.

Miły ATZ "ROLLER", Def Jam Recordings Poland

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL