Reklama

Reklama

Kaśka Sochacka "Ministory": Jeszcze cichsze dni [RECENZJA]

Fani Kaśki Sochackiej czekali równe osiem miesięcy na jej nowe dzieło i osoby, które przepłakiwały noce przy "Cichych dniach", poczują się tu doskonale. Nawet jeżeli wiatr zmian daje o sobie znać.

Fani Kaśki Sochackiej czekali równe osiem miesięcy na jej nowe dzieło i osoby, które przepłakiwały noce przy "Cichych dniach", poczują się tu doskonale. Nawet jeżeli wiatr zmian daje o sobie znać.
Kaśka Sochacka na okładce płyty "Ministory" /

"Ministory" w oczywisty sposób jest kontynuacją wydanych osiem miesięcy temu "Cichych dni". Widać to momentalnie po okładce. Co jednak najważniejsze: mimo nieco innego podejścia do instrumentarium niż na poprzedniej płycie, to słychać. Nie tylko dlatego, że na płycie znajduje się alternatywna wersja "Nie było cię" - swoją drogą mniej rozmyta brzmieniowo, bardziej organiczna, a przez to tworząca wrażenie intymniejszej od strony muzycznej niż oryginał. Tak w sumie myślę, że to całkiem niezłe określenie zawartości "Ministory" i pokaz tego, w jaką stronę podążyła autorka "Cichych dni".

Reklama

Jeśli ktoś nie wie, to wytwórnia Jazzboy Records jest z pewnością dobrą etykietką dla twórczości artystki. "Ministory" to brzmienia, które idealnie spajają się z najbardziej rozpoznawalnymi twórcami zrzeszonymi w oficynie, gdyż Kaśka stoi gdzieś pomiędzy tym, co prezentują Ania Dąbrowska i Kortez. No, może trochę z domieszką starszych płyt Kasi Nosowskiej czy Kasi Kowalskiej, ale też nie przesadzałbym z tym jakoś mocno.  

Mowa natomiast o tym, że piosenkarka z jednej strony nie boi się dobrze rozumianej, naturalnej przebojowości pozbawionej ordynarnego puszczania oczka w stronę mas (która tutaj najlepiej przemawia w "Tańcz"); z drugiej jednak jej twórczość ma w sobie nieco ekshibicjonizmu, który dla niektórych nie będzie komfortowy. Zapewne wrażenia dotyczące tej drugiej kwestii są dodatkowo wzmacniane przez oszczędne środki, jakie wykorzystano do stworzenia utworów na "Ministory". Te wzmagają poczucie obcowania z dziełem introspektywnym i dają wokalowi więcej przestrzeni.

Ale warto w tym momencie warstwie lirycznej. Kaśka wyśpiewuje teksty bardzo komunikatywne, ale jednocześnie skrywające w sobie warstwy emocjonalne, które muszą sporo od niej wymagać. Autorka nie boi się bowiem rozdrapywać blizn poprzez poruszać osobistych tematów, najczęściej skupionych wokół mniej radosnych stron życia miłosnego.

Co ciekawe, gdyby nieco pobawić się kolejnością nowych utworów, można ułożyć z niej prostą mini-historię. To opowieść rozstaniu ze zdradą w tle ("Sukienka"), po której następuje moment wylewu emocji, refleksji i ostatecznej próby pogodzenia w pełni rozumu z sercem ("Tańcz"). Następnie mamy pogodzenie się z sytuacją i zauważenie, że mimo przeżycia małego końca świata w środku, ten na zewnątrz trwa dalej ("Niebo było różowe"). Aż w końcu to dziwne uczucie, gdy dochodzi do nas, gdy niegdyś bliska osoba staje się zaledwie znajomym ("Zostaję przy tym, co już mam").

Gdzieś po drodze jest utwór "Spaleni słońcem", które pasowałoby bardziej na sam początek opowieści jako moment, gdy jest jeszcze dobrze, ale cały czas żyje się w przeczuciu, w obawie. Albo wręcz przeciwnie - na koniec, gdy cała ta historia okazuje się zaledwie złym snem, będącym echem przeżywania kłótni, która wywiązała się przed snem. Oczywiście z odkopanych z przeszłości piosenek można tu wpisać "Porzucić (live)", która to piosenka w kontekście płyty zapowiadałaby próbę rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu.

Wersja alternatywna "Nie było cię" z kolei mogłaby stanowić wspomnienie o ciężkich chwilach już z perspektywy nowego okresu: czasu, gdy niegdyś żywe emocje ledwo wychylają się zza horyzontu i nie ma najmniejszego sensu do nich wracać. Ale myślę, że jeżeli macie własny pomysł na ułożenie tej historii, Kaśka Sochacka nie będzie miała nic przeciwko.

Tak, to płyta pełna smutku, melancholii, przy czym - choć może źle to zabrzmieć - z samego słuchania czerpie się dużo przyjemności. Jasne, to nie jest rewolucja ani w kontekście sceny, ani - wbrew pozorom - tego, co Kaśka zaprezentowała na poprzedniej płycie czy co oferuje jej wytwórnia. Ale to wciąż kawał solidnej płyty, której odbiór może nabrać nowych barw, kiedy przedstawiona opowieść z wami rezonuje. Do tego może zdradzić, czego należy spodziewać się od artystki w przyszłości i myślę, że może być naprawdę ciekawie.

Kaśka Sochacka "Ministory", Jazzboy Records

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL