Reklama

Eklektyzm pod słońcem Afryki

Vampire Weekend "Contra", Sonic

Wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł, "Contra" to stare dobre Vampire Weekend. Zespół na szczęście uciekł przed uciekaniem na siłę od własnego stylu.

Reklama

Nagrywając wyrazisty i stylistycznie zamknięty w foremce afro-popu debiut, Nowojorczycy postawili się przed trudnym zadaniem. Druga płyta nie mogła być przecież kalką "Vampire Weekend" - za to krytycy by ich roznieśli w pył. Z drugiej strony przesadne uciekanie od stylistyki, być może niezbyt odkrywczej, ale takiej, która przyniosła sukces artystyczny i komercyjny, także zostałoby wytknięte. Co zatem począć z tym fantem?

By nie trzymać w napięciu - "Contra" to pierwsza wybitna płyta 2010 roku. Album dojrzalszy, bardziej urozmaicony i przemyślany, ciekawszy... Po prostu lepszy, niż znakomity przecież "Vampire Weekend". To płyta, która przymusza do wnikliwego odsłuchu subtelnie wyplatanych partii instrumentów, bo drugi i trzeci plan kruchej, zwiewnej konstrukcji utworów jest równie istotny, co ich motyw wiodący.

Zaczynająca album "Horchata" (nazwa słodkiego koktajlu z ryżu i orzechów) uwodzi subtelnymi, słonecznymi strukturami, przywołującymi dokonania formacji High Places, również nowojorskiej - wszystkie instrumenty kreują tu wielobarwny rytm, a melodia jest zdecydowanie na drugim planie. Kompletnym zaskoczeniem jest "Taxi Cab". To pseudo-barokowa miniaturka z klawesynem, brzmiącym jak pozytywka fortepianem i beatlesowskim kwartetem smyczkowym, która została przewrotnie doprawiona nerwowo wiotkim beatem i pulsującym basem. W "Run" również mamy "contrasty": oldschoolowy podkład taneczny, przywołujący na myśl bezduszne dokonania pionierów detroit techno czy chicagowskiego house'u, zneutralizowano pastelową latynoską trąbką. Singlowy "Cousins" brzmi jak przewijana do przodu kaseta "Discipline" King Crimson, do której Ezra Koenig dla zabawy podśpiewuje pod prysznicem. A skoro już jesteśmy przy muzycznych skojarzeniach, to "Giving Up The Gun" brzmi jak lżejsza wersja "We Didn't Start The Fire" Billy'ego Joela. Ale najlepsze dopiero przed nami. Nie wdając się w drobnostkowy opis, zamykające płytę rozbudowany "Diplomat's Son" i eteryczny "I Think Ur a Contra" to najlepsze kompozycje w historii Vampire Weekend.

Powyższy opis może sugerować, że "Contra" to album przesadnie eklektyczny, mocno zapożyczony w lokalnym komisie płytowym, sztucznie skonstruowany z różnych odpadów, a wszystko to pod palącym słońcem Afryki. "Contra" daje przeciwnikom Vampire Weekend jeszcze więcej ciętych atutów do ręki, niż zapożyczony u "Graceland" Paula Simona debiut. A jednak - pozwolę sobie powtórzyć tę stanowczą deklarację - "Contra" to pierwsza wybitna płyta 2010 roku.

9/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Słońce | Afryka | Sonic | Contra | Vampire Weekend

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje