Reklama

Reklama

Arctic Monkeys "The Car": Niewymuszona elegancja [RECENZJA]

Jeśli ktoś przespał ostatnie siedem lat działalności Arctic Monkeys, może bezskutecznie wyglądać zawadiackich, ostrzejszych riffów czy młodzieńczej bezczelności. Ale trzeba powiedzieć raz a dobrze - to już nie wróci. Z indie popowych świrusów, przez eksplorujących stoner rocka zapaleńców, przeistoczyli się w świetnie zgrany, dojrzały zespół, który mocno poszukuje swojego brzmienia.

Jeśli ktoś przespał ostatnie siedem lat działalności Arctic Monkeys, może bezskutecznie wyglądać zawadiackich, ostrzejszych riffów czy młodzieńczej bezczelności. Ale trzeba powiedzieć raz a dobrze - to już nie wróci. Z indie popowych świrusów, przez eksplorujących stoner rocka zapaleńców, przeistoczyli się w świetnie zgrany, dojrzały zespół, który mocno poszukuje swojego brzmienia.
Okładka płyty "The Car" Arctic Monkeys /materiały prasowe

Dlatego kwartet z Sheffield kontynuuje drogę obraną na poprzednim albumie, wydanym w 2018 roku "Tranquility Base Hotel & Casino" i świetnie na tym wychodzi, pokazując, że nad łatwe rozwiązania i odcinanie kuponów przekłada rozwój wspomnianego brzmienia. "The Car" to kolejna odsłona klimatycznego, nastrojowego, pozornie monotonnego grania Arctic Monkeys. Pozornie, bo pod płaszczykiem jednostajności kryje się wiele niuansów, których odkrywanie przy kolejnych odsłuchach sprawia wielką przyjemność.

Zasługa to choćby rozbudowanych kompozycji, rozpisanych na szersze instrumentarium. Album brzmi niekiedy jak fragment ścieżki dźwiękowej, może bardziej dramatu, niż kina drogi, wbrew temu, co sugeruje tytuł. Słychać to choćby w otwierającym zestaw, dość długo rozwijającym się singlu "There'd Better Be a Mirrorball". "Don't get emotional/That Ain't Like You" - śpiewa na wstępie Alex Turner, studząc emocje i jakby ustawiając całą grę. Bo dużo tu melancholii, nostalgii, rozczarowania czy rozstań, ale nie ma miejsca na tani sentymentalizm i niepotrzebne chwyty.

Reklama

Nie jest jednak tak, że zadziorność Arctic Monkeys zniknęła. Na "The Car" słychać ją, choć w innej postaci, niż na pierwszych płytach Brytyjczyków. Chociażby w "Sculpture of Anything Goes", mroczniejszej, dusznej kompozycji, która jest niezłą odskocznią od wolniejszych, czasem soulowych kompozycji. Innym razem muzycy potrafią zachwycić minimalizmem i delikatnością. Na przykład w "Jet Skis On The Moat", delikatnie przyprószonej funkiem kompozycji.

"The Car", to lounge popowe cacko, pełne błyskotek takie jak mniej lub bardziej poukrywane smyczki. Nowa muzyka Arctic Monkeys emanuje pewną niewymuszoną elegancją. Każdy drobny element jest tu dobrze dopasowany.

Arctic Monkeys "The Car", Sonic Records

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy