Wokalistki De Su powracają po latach. Chcą spełnić ostatnią wolę Małgorzaty Pruszyńskiej
Świąteczna piosenka, nagrana niemal przypadkiem, przetrwała próbę czasu i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich utworów bożonarodzeniowych. Teraz jej wykonawczynie wracają do wspólnej historii. Daria Druzgała i Beata Kacprzyk po raz pierwszy od dekad wystąpiły razem publicznie i zapowiedziały powrót do nagrań. Jak podkreślają, impulsem była pamięć o zmarłej w kwietniu 2025 roku Małgorzacie Pruszyńskiej - założycielce zespołu De Su.

Daria Druzgała i Beata Kacprzyk - głosy, które w latach 90. współtworzyły fenomen De Su - były gośćmi audycji "Pałac Kultury" Mateusza Szymkowiaka w Radiu RDC. Był to ich pierwszy wspólny wywiad od czasu rozpadu zespołu, który stworzył ponadczasowy świąteczny hit "Kto wie?".
To właśnie kulisy powstania tego ostatniego utworu wróciły w rozmowie jak bumerang. Druzgała przyznała, że nagranie piosenki odbyło się w warunkach dalekich od planowania i strategii promocyjnej.
"Nie wiedziałyśmy, co to jest za piosenka, nie było wcześniej prób, nie dostałyśmy wcześniej tekstów. Wpadłyśmy jako bomba do studia Polskiego Radia, (…) dostałyśmy kartki i zaśpiewałyśmy to dosłownie w chwilę. Poszło to szybciutko i zapomniałyśmy o tym" - wspominała. Jak dodała Beata Kacprzyk, w tamtym momencie "nikt nie planował, że to będzie świąteczna piosenka".
Kariera zespołu De Su
Historia De Su od początku miała w sobie tempo, które trudno było utrzymać przez długie lata. Zespół, powołany do życia na początku lat 90. przez Małgorzatę Pruszyńską, bardzo szybko trafił na podatny grunt polskiej sceny pop. Singiel "Życie cudem jest" stał się jednym z najważniejszych przebojów dekady, a występ na festiwalu w Opolu otworzył wokalistkom drzwi do szerokiej rozpoznawalności. Sukces był jednak skumulowany w krótkim czasie - równie szybko zaczęły pojawiać się zmiany personalne, nowe artystyczne ambicje i życiowe decyzje, które stopniowo oddalały je od wspólnego projektu.
Choć De Su współpracowało z czołowymi twórcami tamtego okresu, kolejne wydawnictwo nie powtórzyło już skali debiutu. Ambicje sięgały jednak dalej: grupa próbowała swoich sił także w krajowych eliminacjach do Konkursu Piosenki Eurowizji.
Dlaczego De Su zniknęły ze sceny?
W rozmowie nie zabrakło także powrotu do tematu rozpadu zespołu. Kacprzyk podkreślała, że decyzja nie była efektem konfliktów czy jednorazowego kryzysu, lecz naturalnej zmiany życiowych priorytetów.
"Żadna z nas się nie spodziewała, że ten zespół po prostu kiedyś się rozwiąże. Myślałyśmy, że będziemy ze sobą razem przez całe życie, ale tak się nie stało. Każda z nas weszła na własną ścieżkę życia" - tłumaczyła.
Jak dodała, ważną rolę odegrała także codzienność poza sceną:
"Każda z nas próbowała też być po prostu dobrą matką. Mamy dzieci, które były w pewnym momencie priorytetem w naszym życiu".
Choć De Su przestało istnieć, żadna z wokalistek nie porzuciła muzyki - ich drogi artystyczne potoczyły się jednak osobno.
Ostatnia wola założycielki De Su
Punktem zwrotnym okazała się śmierć Małgorzaty Pruszyńskiej w kwietniu 2025 roku. To właśnie jej pamięci Druzgała i Kacprzyk chcą dziś poświęcić nowy etap wspólnej pracy.
"Gosia by sobie tego życzyła, żeby ponownie coś zrobić razem, niestety już w dwuosobowym składzie. Uważam, że ze względu na pamięć, miłość i szacunek do Gosi i ze względu na to, że takie było jej życzenie, powinnyśmy to zrobić" - powiedziała Kacprzyk.
Dodała również bardziej osobistą refleksję:
"Gosia nawet przed śmiercią miała takie życzenie, żebyśmy się zawiązały. (…) Jestem naprawdę przekonana, że Małgosia tym wszystkim reżyseruje z góry. Ona jest teraz w innym wymiarze, cały czas jest z nami gdzieś na przestrzeni duchowej".
Niewydana płyta sprzed debiutu i plany na przyszłość
Zapowiedź powrotu nie ogranicza się jedynie do symbolicznych gestów. Wokalistki zdradziły, że w archiwach może znajdować się materiał nagrany jeszcze przed oficjalnym debiutem De Su w 1996 roku.
"Zanim powstała pierwsza płyta z Robertem Jansonem, to powstał fantastyczny materiał ze Sławomirem Kulpowiczem i Sebastianem Olko. Bardzo nowatorski, undergroundowy jak na tamte czasy, trochę jazzowy, trochę w stylu world music, funky. Tych utworów nikt nigdy nie usłyszał" - ujawniła Kacprzyk.
Jak dodała, taśma prawdopodobnie znajduje się w posiadaniu Marka Kościkiewicza.
"Bardzo bym chciała, żeby to wygrzebać i wydać, nawet jako ciekawostkę" - przyznała.









