Syn legendy muzyki filmowej o życiu w cieniu ojca. "Zawsze wiedziałem, że nie będę na jego poziomie"
Joseph Williams, wokalista zespołu Toto i syn legendarnego Johna Williamsa, w rozmowie z magazynem "Mel" opowiedział o dzieciństwie w cieniu geniusza, rodzinnych tragediach oraz o tym, jak udało mu się znaleźć własną drogę w muzyce.

John Williams już w latach 60. tworzył muzykę do telewizji i kina, ale to dekada później przyniosła mu światową sławę. Ścieżki dźwiękowe do "Szczęk", "Supermana" czy "Gwiezdnych wojen" uczyniły go ikoną.
Joseph Williams, choć sam zrobił karierę jako wokalista Toto i kompozytor, nigdy nie porównywał się do ojca. "Zawsze wiedziałem, że nigdy nie będę muzykiem na jego poziomie" - przyznał szczerze.
Jego pierwsze wspomnienia to nie szkolne podwórko, ale legendarnie sesje nagraniowe. - "Uwielbiałem tam być, więc zachowywałem się tak dobrze, jak tylko mogłem" - mówił. Jako dziecko nie rozumiał jeszcze w pełni, czym właściwie zajmuje się jego ojciec, ale atmosfera tych miejsc robiła ogromne wrażenie.
Rodzinne tragedie i cień dyscypliny
Rodzina Williamsów przeżyła dramat w 1974 roku, kiedy nagle zmarła matka Josepha, aktorka Barbara Ruick. Miał wtedy zaledwie 13 lat. "Mieliśmy wiele osobistych tragedii, które doprowadziły ojca do stworzenia takich dzieł jak 'Szczęki' czy 'Gwiezdne wojny'. To, co działo się w naszej rodzinie, sprawiło, że sukces smakował inaczej" - wspominał.
John Williams zawsze pozostawał zdyscyplinowany, a syn podkreślał jego dewizę: - "Dyscyplina i odrobina talentu - to jego mantra". Sam Joseph przyznał, że tej cechy mu brakowało, co w latach 80. doprowadziło do wyrzucenia go z zespołu.
Po latach udało mu się jednak wrócić na właściwe tory. Głos dorosłego Simby w "Królu Lwie" stał się symbolem nowego rozdziału jego kariery.
Własna droga i współpraca z ojcem
Choć dzieliła ich artystyczna wizja, Joseph odnalazł swoje miejsce. "Moim pierwszym instrumentem był głos" - podkreślał. Jako frontman Toto współtworzył m.in. przebój "Pamela", ale nigdy nie próbował kopiować ojca. "On miał niesamowitą zdolność oddawania emocji w muzyce. Wiedziałem, że to nie jest coś, co mogę powtórzyć" - przyznał.
Ojcowsko-synowskie drogi przecięły się jednak choćby przy "Powrocie Jedi", gdy Joseph pisał teksty do utworów "Lapti Nek" i "Ewok Celebration". "To była zabawna praca. Napisałem coś prostego, co potem przetłumaczono na języki stworzeń" - wspominał z uśmiechem.
Dziedzictwo przekazane kolejnym pokoleniom
Dziś Joseph Williams ma trójkę dzieci, które również pokochały muzykę. - "Nie musiałem ich do niczego zmuszać. Po prostu to kochały" - mówił w 2022 roku. Jego córka Hannah Ruick zaśpiewała z nim na solowej płycie "Denizen Tenant" w duecie "Don't Give Up". - "To opowieść o ojcu i córce" - podkreślił z dumą.
Historia Josepha Williamsa pokazuje, że życie w cieniu geniusza nie musi oznaczać braku własnej tożsamości. To opowieść o trudach, upadkach i powrotach, ale przede wszystkim o tym, jak znaleźć własny głos w rodzinie, której nazwisko na zawsze zapisało się w historii muzyki.




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)