Sylwia Wiśniewska zniknęła po jednym hicie. "Byłam na okładkach, a nie miałam co włożyć do garnka"
W pierwszych latach XXI wieku jej piosenka "12 łez" była niekwestionowanym radiowym hitem. Sylwia Wiśniewska, obiecująca wokalistka, zapowiadała się na jedną z gwiazd polskiej sceny pop. Choć jej utwór zna dziś niemal każdy, kariera piosenkarki nie potoczyła się tak, jak można było przypuszczać.

Lata 90. w Polsce stały pod znakiem prób naśladowania zachodnich formatów - również w muzyce. W 1997 roku, inspirowani sukcesem Spice Girls, polscy producenci postanowili stworzyć żeński zespół, który miał zawojować rynek muzyczny. Spośród trzech tysięcy kandydatek wyłoniono pięć członkiń grupy Taboo. Jedną z nich była Sylwia Wiśniewska.
"W zasadzie odpowiedź była bardzo prosta: pięć dziewczyn, pięć tajemnic, jedno wielkie tabu. Była konkretna wizja, jak ten zespół ma wyglądać" - wspominała po latach jedna z założycielek formacji, Anna Cendrowicz, w programie "Na językach".
Choć Taboo zadebiutowało energetycznym singlem "Nie musisz" i wydało album "One", projekt szybko przestał istnieć. Sylwia Wiśniewska w 1999 roku opuściła zespół, decydując się na solową karierę.
"12 łez" i złudna obietnica sławy
Solowy debiut Sylwii Wiśniewskiej - album "Cała ty" - został przyjęty z entuzjazmem. Wspierana przez producenta Wojciecha Olszaka, artystka zdobyła Złotą Płytę DJ's Magazine i nominację do SuperJedynek na Festiwalu w Opolu. Prawdziwy przełom nastąpił jednak z kolejną płytą - "Dedykacja" (2004) - zawierającą singiel "12 łez", do którego tekst napisała Kayah.
Piosenka błyskawicznie wspięła się na szczyty list przebojów. Sylwia udzielała wywiadów, pojawiała się na okładkach kolorowych magazynów, dawała koncerty. Jednak sukces medialny nie szedł w parze z finansowym.
"Zdarzało się, że byłam na okładkach magazynów, a w domu nie miałam co włożyć do garnka. Show-biznes jest złudny. To ciężki kawałek chleba. Zwłaszcza kiedy się zaczyna" - mówiła szczerze w rozmowie z magazynem "Gala".
Artystka nie ukrywała, że rzeczywistość szybko zweryfikowała jej marzenia:
"Naiwnie myślałam, że po pierwszej płycie przyjdzie sukces, a telefony z propozycjami będą się urywać. Zamiast tego wylano mi na głowę kubeł lodowatej wody. Usłyszałam, że jestem kolorową panną nikt" - wspominała gorzko.
Kayah chciała, żeby Wiśniewska zaśpiewała "Testosteron"
Kayah po latach przyznała, że jeden ze swoich największych hitów - "Testosteron" - początkowo planowała przekazać właśnie Sylwii Wiśniewskiej. "Zabrałam Sylwii, świntucha ze mnie" - żartowała w programie "Dzień Dobry TVN". Kompozytor utworu, Krzysztof Pszona, dodał: "Jeżeli Sylwia się dopiero teraz o tym dowiedziała, to przepraszam cię, Sylwio".
Czy gdyby piosenka trafiła do Sylwii, jej kariera potoczyłaby się inaczej? Tego nie wiadomo. Faktem jest, że po "12 łez" nie udało się jej już wrócić na szczyt.
Od gwiazdy estrady do rodzinnego zacisza
Ostatnim większym projektem muzycznym Wiśniewskiej był utwór "Tyle nadziei, tyle młodości", nagrany do filmu "Powstanie Warszawskie" wspólnie z Adamem Nowakiem z zespołu Raz, Dwa, Trzy. Później artystka poświęciła się życiu rodzinnemu. W 2009 roku została mamą syna Nelsona, którego ojcem jest Karim Martusiewicz - muzyk i założyciel grupy Karimski Club.
Z mężem nagrała także płytę inspirowaną poezją Zbigniewa Herberta. Choć wycofała się z życia publicznego, z muzyką nie zerwała całkowicie - śpiewała w reklamach, radiowych jinglach, a dziś uczy śpiewu w prywatnej szkole muzycznej.
"Po pierwszej płycie grałam wiele koncertów, ale potem nadeszła recesja. Nie grasz - nie zarabiasz. Prosty rachunek. Do tego doszła niepochlebna krytyka. Zaczęłam wątpić w śpiewanie i wycofałam się z rynku" - tłumaczyła powody zniknięcia z show-biznesu.
Sylwia Wiśniewska zostawiła świat showbiznesu za sobą
Sylwia Wiśniewska nie planuje powrotu na scenę. Świat celebrytów i wielkich obietnic pozostawiła za sobą. Mimo trudnych doświadczeń nie nosi w sobie urazy.
"Nie mam do nikogo żalu. Co nie zabija, wzmacnia" - podkreśliła w rozmowie z "Galą".
Jej historia to opowieść o blaskach i cieniach szybkiej sławy, o złudzeniach, jakie potrafi stworzyć show-biznes, i o tym, że prawdziwe spełnienie można znaleźć także poza sceną.









