Nie żyje Sly Dunbar. Legenda muzyki zmarła w wieku 73 lat
Rytm, który przez dekady napędzał reggae, dancehall i światowy pop, nagle ucichł. Sly Dunbar, perkusista i producent, bez którego trudno wyobrazić sobie historię jamajskiej muzyki, zmarł w wieku 73 lat. Jako połowa legendarnego duetu Sly & Robbie współtworzył brzmienie setek przebojów i współpracował z artystami od Boba Marleya po The Rolling Stones.

Informację o śmierci muzyka przekazała jego żona Thelma w rozmowie z jamajskim dziennikiem The Gleaner. Jak relacjonowała, znalazła męża nieprzytomnego w poniedziałkowy poranek, a lekarze stwierdzili zgon. Bliscy Dunbara potwierdzili, że od dłuższego czasu zmagał się z problemami zdrowotnymi, choć oficjalnej przyczyny śmierci nie podano.
Sly Dunbar, urodzony jako Lowell Fillmore Dunbar w Kingston, od najmłodszych lat fascynował się rytmem. Zaczynał od wystukiwania dźwięków na szkolnej ławce i puszkach, inspirując się grą Lloyda Knibbsa ze Skatalites. W jednym z wywiadów mówił: "Zobaczyłem, jak gra, i pomyślałem: chcę być perkusistą, bo on jest największym pracusiem w zespole. To mój idol. W pewnym sensie jestem samoukiem, ale wiele nauczyłem się, obserwując innych".
Sly i Robbie. Duet, którego nie da się przecenić
Przełomowym momentem w jego życiu było spotkanie basisty Robbie'ego Shakespeare'a, z którym jako nastolatek stworzył sekcję rytmiczną grupy The Revolutionaries. Zespół szybko stał się jednym z najważniejszych składów sesyjnych w legendarnym studiu Channel One. To właśnie wtedy narodził się styl, który odmienił reggae. Tak zwany rytm "rockers" kładł większy nacisk na puls i energię, odchodząc od melodyjności kojarzonej z nagraniami Boba Marleya. Jednym z pierwszych wielkich sukcesów tego brzmienia był utwór "Double Barrel" Dave'a i Ansella Collinsów, który w 1971 roku trafił na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Dla Dunbara był to zarazem debiut na międzynarodowej scenie.
Od Kingston po Nowy Jork i Paryż
Lata 70. to okres intensywnej pracy z największymi artystami jamajskiej sceny. Gregory Isaacs, Dennis Brown, Barrington Levy czy Peter Tosh regularnie korzystali z usług duetu, który w tamtym czasie, według legend, żył bardzo skromnie, odkładając każdy zarobiony dolar na własną wytwórnię. Taxi Records ruszyło na początku lat 80. i szybko stało się kuźnią talentów, wspierając m.in. Shaggiego, Shabbę Ranksa, Beenie Mana czy Red Dragona.
Równolegle Sly i Robbie zaczęli być rozchwytywani poza Jamajką. Ich współpraca z Grace Jones zaowocowała kultową trylogią albumów: "Warm Leatherette", "Nightclubbing" i "Living My Life". To właśnie te płyty otworzyły im drzwi do świata zachodniego popu i rocka. W kolejnych latach pracowali z Bobem Dylanem przy albumach "Infidels" i "Empire Burlesque", z Serge'em Gainsbourgiem, Ianem Dury'm, Joe Cockerem, a nawet z The Rolling Stones i Mickiem Jaggerem, dla którego Dunbar nagrał partie perkusji na solowej płycie "She's the Boss". Sam Dunbar szczególnie cenił sesje z Dylanem. Album "Infidels" określał jako "jedną z najfajniejszych sesji, przy jakich kiedykolwiek pracowaliśmy".
Sly i Robbie podbili światowe listy przebojów
W latach 90. duet ponownie zdefiniował brzmienie reggae, tym razem w obszarze dancehallu. Współpraca z Chaka Demus & Pliers przyniosła przeboje "Tease Me" i "Murder She Wrote", które do dziś pozostają klasykami gatunku. Dunbar nie unikał też nowych technologii, chętnie sięgając po elektronikę i świeże rozwiązania produkcyjne.
Jego rytm słychać również na albumie The Score Fugees, w przebojach No Doubt "Underneath It All" i "Hey Baby", a także w międzynarodowym hicie "Cheerleader" Omi'ego, który współtworzył w 2014 roku. Łącznie był nominowany do nagrody Grammy trzynaście razy i dwukrotnie ją zdobył.
Robbie Shakespeare, który zmarł w 2021 roku, szacował, że razem mogli brać udział nawet w ponad 200 tysiącach nagrań. Producent Brian Eno żartował kiedyś: "Gdy kupujesz płytę reggae, istnieje 90 procent szans, że na perkusji gra Sly Dunbar. Można odnieść wrażenie, że jest przykuty do krzesła w studiu, ale prawda jest taka, że jego partie są tak interesujące, iż wykorzystuje się je raz za razem".
Po śmierci Dunbara płyną kondolencje i hołdy z całego świata. Brytyjski DJ David Rodigan nazwał go "prawdziwą ikoną" i "jednym z najwybitniejszych perkusistów wszech czasów". Ali Campbell z UB40 napisał, że trudno mu opisać ból po stracie przyjaciela i legendy.









