Lidia Stanisławska nagrała wielki hit PRL-u! Była przekonana, że stanie jej się przez to krzywda
Lidia Stanisławska zapisała się w historii polskiej piosenki m.in. dzięki przebojowi "Dzwon znad doliny". Utwór ten królował w PRL-u, jego popularność wiązała się jednak z nieprzyjemną sytuacją, która spotkała artystkę.

"Dzwon znad doliny" otworzył Lidii Stanisławskiej drzwi do wielkiej kariery. Tekst Jadwigi Urbanowicz oraz muzyka Leszka Bogdanowicza razem stworzyły niepowtarzalny przebój, który choć w znacznej większości został odebrany pozytywnie, był także źródłem niebezpiecznej sytuacji.
Lidia Stanisławska w 1973 roku zwyciężyła w lokalnym przeglądzie amatorów w Koszalinie. Jej umiejętności przykuły uwagę Andrzeja Kormana, dziennikarza pracującego dla Polskiego Radia. Za jego namową, młoda artystka rozwijała dalej swoje umiejętności wokalne w warszawskiej szkółce piosenkarskiej ZAKR. Zajęcia prowadzone były w hotelu Bristol, gdzie dostrzegł ją wspomniany już Leszek Bogdanowicz. Kompozytor uznał, Stanisławowska świetnie poradzi sobie z jego utworami w konkursie Grand Prix de Paris.
Kulisy kariery Lidii Stanisławskiej
"Przedstawił się jako Leszek Bogdanowicz, kompozytor. Okazało się, że jego piosenka ma wystartować w konkursie Grand Prix de Paris i poszukuje wykonawczyni. Był w Bristolu, słyszał mnie i spodobał mu się ten "groszek" w moim głosie, vibrato charakterystyczne dla francuskiej piosenki" - opowiadała Lidia Stanisławska w rozmowie cytowanej przez "Cyfrową Bibliotekę Polskiej Piosenki".
22-letnia wokalistka zdecydowała się na podróż do Paryża, choć nie było to dla niej łatwe. Wyjazd okazał się być źródłem ogromnego stresu i problemów. Jesienna pogoda pozostawiała wiele do życzenia, artystka była wówczas w ciąży, a w konkursie startować miało bardzo dużo uczestników: "Pierwszy raz na Zachodzie, a ja w nastroju fatalnym. Po pierwsze brzydka jesień, po drugie ja w "stanie błogosławionym" ze wszystkimi możliwymi dolegliwościami, po trzecie informacja, że w szranki staje 116 wykonawców".
Niemniej jednak wysiłek się opłacił. Zaśpiewany po francusku fragment piosenki zapewnił piosenkarce trzecie miejsce w finale konkursu.
Wielu artystów, którzy odnosili w tamtych czasach sukcesy za granicą, w Polsce nie było docenianych, a nawet odcinano się od nich. Młoda wokalistka po powrocie do ojczyzny również nie spotkała się z ciepłym przyjęciem, potraktowano ją, jak konkurencję. Stronę Stanisławskiej obrało jednak Polskie Radio. Jeszcze przed wyjazdem do Paryża, piosenkarka nagrała utwór z orkiestrą, której dowodził Andrzej Trzaskowski. Gdy zyskała na popularności, pokazała się także w telewizji, co umożliwiło jej rozkochanie w sobie polskich widzów.
Wstrząsające zdarzenie w pociągu
Pewnego sylwestrowego wieczoru wokalistka jechała pociągiem z Warszawy do Katowic. Lidia Stanisławska miała miejsce w prawie pustym przedziale. Sytuacja zrobiła się nieprzyjemna, gdy w drzwiach stanął młody, łysy, mocno wytatuowany mężczyzna z poranionymi nadgarstkami.
Artystka próbowała się od niego jak najbardziej oddalić, zmieniając miejsce o kilka wagonów. Nieznajomy za nią podążał, aż w końcu z jego ust padło zaskakujące pytanie: "Pani jest ta… Staniszewska?- Stanisławska! To pani śpiewa ten kawałek o tych dzwonkach nad tą łąką?"
"'Dzwon znad doliny'. Tak, to ja śpiewam" - odpowiedziała.
"Nienawidzę tej piosenki i tego jak pani beczy" - odparł mężczyzna, po czym trzasnął drzwiami przedziału i już więcej się nie pojawił.








