Jerzy Stuhr w PRL-u zadrwił z kultowego festiwalu. Teraz każdy Polak zna ta piosenkę
Choć "Śpiewać każdy może" narodziło się z żartu i miało być jednorazowym, kabaretowym numerem, z czasem stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów w historii polskiej rozrywki. Piosenka, wykonana w 1977 roku przez Jerzego Stuhra na opolskim festiwalu, okazała się nie tylko popkulturowym fenomenem, lecz także artystycznym symbolem odwagi, autoironii i dystansu.

Kiedy Jerzy Stuhr w 1977 roku pojawił się na scenie opolskiego amfiteatru, nikt nie przypuszczał, że za chwilę wydarzy się coś, co na zawsze zapisze się w historii polskiej muzyki rozrywkowej. "Śpiewać każdy może" powstało w pośpiechu, przypadkiem, dosłownie na hotelowej serwetce, ale w jednej chwili podbiło publiczność i stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów epoki. Miał to być żart, przerywnik, lekka parodia festiwalowej powagi - tymczasem narodził się hit, który do dziś zna każda generacja.
Stuhr w Opolu wystąpił dzięki Jonaszowi Kofcie, który napisał tekst "na gorąco", jeszcze tego samego dnia, w hotelu, gdzie obaj przebywali podczas festiwalu. W tym samym miejscu pojawił się Stanisław Syrewicz, późniejszy kompozytor filmowy pracujący z największymi reżyserami, który dopisał do słów muzykę o brzmieniu celowo nieporadnym, balansującym między improwizacją a pastiszem. Pomysł był prosty: stworzyć coś, co wyśmieje powagę estrady, a jednocześnie zachowa w sobie nutę autentyczności. O tym, że piosenka tak mocno trafi w publiczność, nie myślał wtedy nikt.
Opole 1977: widownia w euforii, jurorzy w konsternacji
Opolska widownia nie potrzebowała ani minuty, by zrozumieć, że ma do czynienia z czymś zupełnie nowym. Stuhr nie śpiewał a interpretował, podrzucał tekst, bawił się nim, udawał stres, popełniał celowe "pomyłki", a jednocześnie z pełną kontrolą prowadził swój estradowy anty-popis. Publiczność natychmiast wybuchła śmiechem, a potem owacją. Jurorzy byli mniej jednomyślni. Część nie potrafiła określić, czy to drwina z festiwalu, czy nowa forma sztuki estradowej. Ten rodzaj nieoczywistości tylko podkręcił siłę przekazu, bo w jedynym takim występie Stuhr pokazał wszystko, z czego zasłynął później: dystans, poczucie humoru, znakomity timing i świadomość sceny.
W tamtym czasie Jerzy Stuhr był już jednym z najbardziej wyrazistych aktorów w Polsce. Grał w Starym Teatrze, regularnie pojawiał się w telewizji, a na ekranach debiutował właśnie "Wodzirej" Feliksa Falka, film, który otworzył dyskusję o cenie ambicji i artystycznym środowisku PRL-u. W opolskim występie przemycił część charakteru Lutka Danielaka: pewność siebie podszytą autoironią, zadziorność i świadomość gry z publicznością. Właśnie ta mieszanka sprawiła, że "Śpiewać każdy może" zabrzmiało jak coś kompletnie nowego na tle festiwalowej sztampy.
Jerzy Stuhr nie chciał zostać piosenkarzem
Choć piosenka zdobyła gigantyczną popularność, Stuhr nigdy nie chciał być estradowcem. Nie zamierzał jeździć w trasy, nie myślał o płycie a utwór wykonał publicznie tylko dwa razy: w 1977 roku podczas premiery i jedenaście lat później, w 1988, w ramach sentymentalnego powrotu. Paradoks polega na tym, że jednorazowy żart, wykonany z pełnym aktorskim zaangażowaniem, okazał się najmocniejszym muzycznym akcentem jego kariery, mimo że sam artysta wcale nie chciał nią podążać.
Dziedzictwo piosenki, która wymknęła się twórcom
Z czasem piosenka przeszła do popkulturowej klasyki. Stała się czołówką programu "Szansa na sukces", cytatem pokoleniowym, a nawet trafiła do świata animacji - fragment tekstu wykorzystano w polskim dubbingu "Shreka", gdzie Stuhr użyczał głosu Osłowi. Utwór zaczął żyć własnym życiem, oderwany od kontekstu Opola, a jednocześnie wciąż kojarzony z charakterystycznym, pełnym autoironii wykonaniem.
Po śmierci Jerzego Stuhra w 2024 roku piosenka wybrzmiała na nowo, niosąc nie tylko wspomnienia o jego estradowym kunszcie, ale także o jego wyjątkowej zdolności łączenia humoru z ciepłem i inteligentną satyrą. Wielu fanów podkreślało, że właśnie ten utwór najlepiej pokazuje prawdę o aktorze - człowieku, który nie bał się śmiać z siebie i który potrafił zrobić sztukę z czegoś, co miało być jedynie żartem.









