Iwona Węgrowska zdradziła plany na Święta. Ma nadzieję na pojednanie z byłym mężem
Bez dalekich wyjazdów, za to z domowym ciepłem i wspólnym gotowaniem - tak Iwona Węgrowska wyobraża sobie tegoroczne Boże Narodzenie. Artystka, która ma za sobą burzliwe doświadczenia uczuciowe, dziś mówi przede wszystkim o rodzinie, wierze i nadziei na harmonię, nawet jeśli nie wszystko w jej życiu ułożyło się zgodnie z planem.

Po dwóch latach spędzania świąt poza domem Iwona Węgrowska postanowiła wrócić do bardziej klasycznego scenariusza. Jak przyznała w rozmowie z Plejadą, tym razem świadomie rezygnuje z wyjazdów.
"W tym roku postanowiłam, że święta spędzam rodzinnie w domu. Nie wyjeżdżam - od dwóch lat byłyśmy poza domem, w tym roku odpuścilysmy sobie atrakcje" - mówiła artystka.
Kluczowym powodem tej decyzji była 10-letnia córka Lilia oraz jej relacja z ojcem, Maciejem Marcjanikiem, z którym Węgrowska rozstała się w 2023 roku. Jak podkreśla, zależało jej na tym, by dziewczynka mogła spędzić ten czas z obojgiem rodziców.
"Ze względu na tatę Lili podjęłam taką decyzję. Chciałam, żeby córka była też z nim. Bardzo mu na tym zależało, żeby wszystkie jego dzieci były razem w tym roku. To będzie cudowny czas, wspólne gotowanie - nie mogę się doczekać" - dodała w rozmowie z Plejadą.
Mniej prezentów pod choinką
Choć Boże Narodzenie często kojarzy się z podarunkami, w domu Węgrowskiej w tym roku mają one zejść na dalszy plan. Sama artystka przyznaje, że córka nie oczekuje materialnych niespodzianek.
"Córka nie chce w tym roku żadnych prezentów, ale oczywiście coś na pewno się znajdzie dla każdego pod choinką. Zdrowie nam jest potrzebne, bo ciągle dopadają nas choroby" - zdradziła Plejadzie.
Tradycja i puste miejsce przy stole Iwony Węgrowskiej
Dla Węgrowskiej Boże Narodzenie ma również wymiar duchowy. Artystka otwarcie mówi o znaczeniu wiary w codziennym życiu swojej rodziny.
"Kościół jest dla nas bardzo ważny. Wiara, spokój i ogromna miłość do każdego z nas. Zawsze też pomagam komuś, kto tej pomocy potrzebuje najbardziej" - podkreślała.
Nie rezygnuje także z symbolicznych gestów, które od lat są obecne w jej domu.
"Mam zasadę, że przy stole wigilijnym zawsze zostawiam jedno miejsce wolne - nakryte dla niezapowiedzianego gościa" - wyznała.
Miłość, która nie zniknęła mimo rozstania
Choć Węgrowska ma za sobą kilka głośnych związków - m.in. wieloletnią relację z Andrzejem Mrowcem czy krótkie małżeństwo z Krzysztofem Madeyskim - to właśnie relacja z Maciejem Marcjanikiem pozostaje dla niej najbardziej znacząca. Po rozstaniu artystka nie ukrywała emocji.
"Bardzo go kocham i zawsze będę. Jest cudownym człowiekiem. Mamy razem piękną córkę, bardzo ją kochamy. Postanowiliśmy iść przez życie osobno. Jest mi trudno. To była i jest miłość mojego życia. To była taka miłość, że nie chcę już żyć z nikim innym" - mówiła w rozmowie z Jastrząb Post.
Kilka dni później wróciła do tematu, próbując nazwać powody rozpadu związku.
"Ja go po prostu nadal bardzo kocham, mimo że nie możemy razem żyć. Każde z nas poszło w swoją stronę" - dodała, wskazując wcześniej, że "zniszczyła ich zazdrość".
Nadzieja zamiast deklaracji
Choć Węgrowska nie ukrywa, że marzy o odbudowie rodziny, dziś unika jednoznacznych deklaracji. Jak sama przyznaje, nauczyła się żyć z tym, co przyniósł los, stawiając dobro dziecka na pierwszym miejscu.
"Mam marzenie, abyśmy z tatą Lili byli znowu razem. Wszystko bym zrobiła dla dziecka i wiem, że dla niej mama i tata to jest świętość. Czas pokaże" - podsumowała w rozmowie z Plejadą.









