Idol polskich nastolatek z dnia na dzień zniknął ze sceny. Zmagał się z osobliwym problemem
Gabriel Fleszar przebojem wszedł na polską scenę muzyczną końca lat 90. Jego utwór "Kroplą deszczu" rozbrzmiewał w największych rozgłośniach radiowych, a plakaty z jego wizerunkiem zdobiły ściany pokojów nastoletnich fanek. Jednak u szczytu popularności artysta zniknął z mediów i estrady.

Gabriel Amadeusz Fleszar urodził się 27 września 1979 roku w Złotoryi. Od najmłodszych lat był związany z muzyką - grał na fortepianie i gitarze, a w liceum śpiewał w chórze. Jego sceniczne obycie kształtowało się również w legnickim Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej, gdzie współtworzył amatorską grupę teatralną.
"To tam swoje najważniejsze szlify sceniczne zdobywali tacy aktorzy, jak Przemek Bluszcz, Janusz Chabior czy Tomasz Kot" - wspominał Fleszar w rozmowie z Co za Tydzień.
W 1999 roku wygrał Ogólnopolskie Przesłuchania Wokalistów, co otworzyło mu drzwi do kariery - nagrodą był kontrakt z Universal Music Polska.
Gwałtowny start i filmowa przygoda
Debiutancki album "Niespokojny" i promujący go utwór "Kroplą deszczu" okazały się gigantycznym sukcesem. Gabriel Fleszar z dnia na dzień stał się idolem młodzieży. Piosenka szybko wspięła się na szczyty list przebojów, a jego popularność zaowocowała również propozycją filmową od Bogusława Lindy.
W 2000 roku artysta zagrał główną rolę w filmie "Sezon na leszcza" u boku Anny Przybylskiej.
"Chociaż na casting zaprosił mnie sam Bogusław Linda, to nie miałem żadnej taryfy ulgowej, byłem po prostu jednym z kandydatów do roli Figlarza"- mówił wokalista w wywiadzie dla naTemat.pl.
Druga płyta i zniknięcie z mediów
Drugi album zatytułowany "Niespokojny II" ukazał się w 2001 roku. Chociaż singiel "Droga donikąd" cieszył się sympatią słuchaczy, krążek nie powtórzył sukcesu debiutu. Trzecia płyta "Pełnia" przeszła niemal bez echa. Wkrótce po jej premierze artysta zniknął z życia publicznego, a media zaczęły spekulować o przyczynach jego wycofania się z show-biznesu.
Czas oddechu i przewartościowania
Po latach Fleszar sam rozwiał wątpliwości, ujawniając, że mierzył się z problemem nadmiernego poświęcenia się grom komputerowym.
"Spędzałem przed komputerem po czternaście godzin dziennie. Pomijam to, że w trakcie tych ciągów zniszczyłem sobie wzrok... Przez parę lat byłem na odwyku" - wyznał w rozmowie z naTemat.pl.
Nie chodziło jednak tylko o to. Gabriel Fleszar przyznaje, że nie odnalazł się w roli medialnego idola.
"Nie chciałem być tylko ładnym chłopcem, którego umiejętności kończą się na łamaniu serc nastolatek. Chciałem być artystą, który ma cokolwiek mądrego do powiedzenia" - mówił w wywiadzie dla Angory.
"Byłem zbyt pokorny na mainstream"
W kolejnych wypowiedziach artysta wielokrotnie podkreślał, że nie miał cech, które są niezbędne, by utrzymać się w pierwszej lidze polskiego show-biznesu.
"Byłem zbyt skromny i pokorny, żeby stać się wielką gwiazdą mainstreamu. Żeby rozkręcić taką karierę, musisz po części być człowiekiem, który potrafi naprawdę ostro rozpychać się łokciami" - podkreślał. - "Wydaje mi się, że miałem 'poukładane w głowie'. Może dlatego, że wychowałem się w 'czytającym' domu i od lat interesowałem się nie tylko śpiewem, ale i poezją czy teatrem" - dodał.
Powrót do muzyki, ale na własnych warunkach
Gabriel Fleszar nigdy całkowicie nie porzucił muzyki. Z czasem wrócił do aktywności artystycznej, ale w innej formie. Wziął udział w programie "The Voice of Poland", gdzie trafił do drużyny Adama "Nergala" Darskiego. W 2019 roku został jurorem w programie Polsatu "Śpiewajmy razem. All Together Now". Pracuje jako producent i nagrywa we własnym studiu domowym.
Równolegle spełnia się w roli ojca. Jego syn Miłosz urodził się w 2002 roku.
"Mimo tego, że byłem młodym ojcem, to byłem już dojrzałym człowiekiem i to ojcostwo przyniosło mi dużo satysfakcji. Mama Miłosza studiowała wieczorowo, więc to ja byłem tym, który w tygodniu karmił, wychodził na spacerki i zmieniał pieluchy - zresztą nie tylko w tygodniu" - opowiadał muzyk.
Gabriel Fleszar: "Nie żałuję. Ciągle się rozwijam"
Gabriel Fleszar nie kryje, że zastanawia się czasem, jak wyglądałaby jego kariera, gdyby debiutował dziś.
"Gdyby mój debiut przełożyć na dzisiejsze czasy, myślę, że 'Kroplą deszczu' miałaby kilkadziesiąt milionów odsłon na YouTube i być może byłbym w nieco innej sytuacji" - mówił w rozmowie z Co Za Tydzień. Mimo to nie żałuje swoich wyborów.
"Ze sceny muzycznej i medialnej zszedłem na jakiś czas nieco na własne życzenie. Byłem trochę zmęczony popularnością. Natomiast z tej sceny muzycznej nie zszedłem nigdy i myślę, że ciągle idę do przodu i ciągle się rozwijam na tym polu" - podsumował w wywiadzie dla Plejady.









