Hania Rani "Sentimental Value": Wszystkie barwy Oslo [RECENZJA]
Polska kompozytorka Hania Rani po raz kolejny udowadnia, że może stawać w szranki z najbardziej cenionymi twórcami muzyki filmowej, nie rezygnując jednocześnie ze swojego charakterystycznego stylu.

W chwili, gdy piszę te słowa, nie mam jeszcze pojęcia, jak ścieżka dźwiękowa przygotowana przez Hanię Rani sprawdza się w samym filmie "Wartość sentymentalna". Dopiero za kilka dni wybieram się na jeden z przedpremierowych seansów w jednym z katowickich kin studyjnych. Joachima Triera jako reżysera jednak bardzo cenię i liczę na to, że - jak zapowiada zwiastun filmu - jego najnowsze, już wielokrotnie nagradzane przecież dzieło, wyciśnie mi porządnie łzy.
Ścieżka dźwiękowa jest już jednak dostępna i to, co z pewnością imponuje, to - jak zawsze - metodyka pracy Hani Rani. To artystka, która zawsze chce zawrzeć w swoich dźwiękach "duchy" miejsc, o których opowiada poprzez muzykę. Jej podejście do kwerendy przy dziełach, którymi ma się zajmować, zapewne powinno kiedyś być tematem pozycji książkowej. Tym razem ze swoją inżynierką dźwięku, Agatą Dankowską, na czas przerwy w zdjęciach do filmu, pojechały do Oslo, aby nagrywać dźwięki domu, w którym toczy się akcja "Wartości sentymentalnej" i zarejestrować na miejscu kilka partii fortepianu.
Owocuje to muzyką, która nieustannie żyje, porusza się, jak i zatrzymuje w muzycznym kadrze miejsce, w którym zostało nagrane. Słyszymy szmery, szuranie, uderzenia czegoś o coś, poruszane przedmioty, czasem nawet z zaskoczenia jakiś głos, ale nie jesteśmy w stanie do końca zidentyfikować wszystkich dźwięków. Podskórnie za to wyczuwa się, że słuchamy relacji z miejsca, w którym toczyło się życie i to miejsce przekazuje nam historie, które być może nigdy nie będą opowiedziane słowami.
Sama muzyka jest raczej tym, czego należałoby się spodziewać po dopowiedzeniu zatopionych w intymności relacji międzyludzkich filmach Joachima Triera. Gdyby jednak oderwać ją z tego otoczenia, powiedziałbym, że mamy do czynienia z minimalistycznymi kompozycjami, które wędrują od post-klasycznej nadbudowy do ambientu.
Łatwo potraktować to jako muzykę tła, owszem. Przy ostatnim odsłuchu albumu - tuż przed rozpoczęciem pisania tej recenzji - postanowiłem eksperymentalnie włączyć ją jako tło do medytacji i tylko w części utworów to całkiem niezły trop. Jednocześnie mamy tu bowiem numery, w których intensywność emocji się wręcz rozlewa - jak w tytułowym utworze, rozpisanym na smyczki, flety i klarnet, który potrafi wręcz przytłoczyć nadmiarem podejmowanych wątków.
Powiedziałbym, że nawet w tych teoretycznie lżejszych momentach, jak w opartym przede wszystkim na ciekawie pulsujących, fortepianowych arpeggiach "Riksarkivet", gdzieś podskórnie tkwi pewnego rodzaju niepokój. "Childlike" za dość skoczną rytmiką i niezbyt skomplikowanymi przecież partiami fortepianiu skrywa ambientowe, atonalne pasaże, zakłócenia, syntezatorowe pady na smyczkową modłę, co u słuchacza, który decyduje się wsłuchać w to mocniej, może wywołać niemały dysonans. Pełne skupienie ukazuje nam bowiem album, który kipi emocjonalną głębią, w mojej głowie tkwiąc w zawieszeniu między kompozycjami Loscila a sposobem ujęcia efemeryczności, która udała się Yannowi Tiersenowi w ścieżce dźwiękowej do "Goodbye Lenin!".
Czy więc Europejska Nagroda Filmowa za ścieżkę dźwiękową do "Wartości sentymentalnej" była zasłużona? Jak najbardziej tak. Ale weźcie pod uwagę to, że coraz większe docenienie tej muzyki przychodzi wraz z kolejnymi kontaktami. Wtedy dopiero ujawnia wszystkie barwy, które skrywa.
Hania Rani, "Sentimental Value", Universal Music Polska
8/10


![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)

![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



