Reklama

"Gangnam Style", czyli największy viral w historii

Dokładnie dwa lata temu, 24 listopada 2012 roku, teledysk "Gangnam Style" koreańskiego wokalisty PSY przekroczył 808 milionów wyświetleń i stał się najpopularniejszym wideo w historii internetu. Świat wprost oszalał na punkcie tańca przypominającego jazdę na niewidzialnym koniu.

Obecnie "Gangnam Style" ma już ponad 2 miliardy wyświetleń i pozostaje, przynajmniej pod tym względem, teledyskiem wszech czasów.

Reklama

W teledysku wystrojony PSY wykonuje przypominający jazdę konną taniec i śpiewa po koreańsku.

Gangnam to nazwa jednej z dzielnic Seulu, określanej mianem koreańskiego Beverly Hills. Tu mieszczą się siedziby największych firm technologicznych i centrum finansowe. Tu można zrobić zakupy w ekskluzywnych butikach Louis Vuitton i Jimmy Choo. Gangnam jest też stolicą popularnego gatunku muzycznego, K-popu. PSY chciał wykpić tę okolicę, ale zamiast tego ją rozsławił.

"K-pop to kiczowata papka muzyczna z byle jaką choreografią, zręcznie sprzedawana przez speców od marketingu młodej publiczności, wśród której ma wielu zagorzałych fanów. To część koreańskiej fali, nurtu kultury popularnej, znanego także jako 'hallyu' (obejmującego muzykę, film, serial, seriale telewizyjne, gry wideo i kreskówki), którego popularność i wpływy rosną od lat 90. XX w. Tylko w 2011 r. przyniósł południowokoreańskiej gospodarce blisko trzy miliardy euro" - pisze "The Guardian" o subkulturze, która w dzielnicy Gangnam znalazła swój matecznik.

K-pop wciąga jak narkotyk. "Im więcej słucha się tej muzyki, tym bardziej chce się poznać język, historię, kulturę, kuchnię..." - powiedziała brytyjskiemu dziennikowi Lavinia Pletosu, 22-latka z Włoch. Jej zdanie podziela Kanadyjka Mary Zhang: "Gdy miałam 15 lat, chciałam się nauczyć koreańskiego, żeby móc pisać do piosenkarza Kima Junsu. Był dla mnie bogiem. Po kilku latach słuchania i tańczenia K-popu zapragnęłam przyjechać do Korei i poznać ten kraj".

A kim jest sprawca całego zamieszania związanego z "Gangnam Style", czyli PSY (czyt. saj)?

Wokalista naprawdę nazywa się Park Jae-sang i pochodzi z Seulu, właśnie z dzielnicy Gangnam.

Tata PSY jest wysoko postawionym dyrektorem firmy produkującej elektronikę, dlatego też dzieciństwo przyszłej gwiazdy do szczególnie trudnych nie należało. Co więcej, dzięki ojcu PSY mógł wyjechać w 1996 roku na studia do Bostonu.

Zanim jednak do tego doszło, Park pobierał edukację z rówieśnikami w Seulu. Nauczyciele wspominają go jako koszmarnie trudnego ucznia.

Notorycznie przeszkadzał, dowcipkował, do najpilniejszych zdecydowanie nie należał. Wkurzał wychowawców nieprzyzwoitymi dowcipami z podtekstem seksualnym opowiadanymi w klasie na głos. Był typowym klasowym błaznem, a koledzy i koleżanki nie mogli się doczekać kolejnych wycinanych przez niego numerów.

Jako 15-latek PSY zobaczył w telewizji koncert Queen na stadionie Wembley i wtedy postanowił, że też zostanie piosenkarzem. "Bohemian Rhapsody" do dziś wymienia jako swoją największą inspirację.

Po przylocie do Stanów jego luźny, eufemistycznie rzecz ujmując, stosunek do edukacji niewiele się zmienił.

Na Boston University studiował administrację w biznesie, ale po jednym semestrze mu się znudziło. Kupił sobie komputer, kilka instrumentów klawiszowych, syntezatory, sprzęt nagłaśniający, muzyczne oprogramowanie i zaczął bawić się w muzyczną produkcję. Równolegle dostał się na Berklee College of Music. Długo tam jednak miejsca nie zagrzał. Po raz drugi rzucił studia i wrócił do Korei, by robić karierę jako gwiazda K-popu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: gangnam style

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje