Diament, który rozświetlił PRL. Jak jeden przebój stał się symbolem nadziei
W połowie lat 80., gdy Polska zmagała się z inflacją, kolejkami i poczuciem bezradności, podczas festiwalu w Opolu wydarzyło się coś, czego nikt nie przewidywał. Na scenie pojawiła się drobna blondynka z piosenką o "kawałku szkiełka", a publiczność w jednej chwili poczuła, że w szarość tamtej epoki wkracza zupełnie nowy ton.

Nie byłoby "Diamentowego kolczyka", gdyby nie pewna kaseta magnetofonowa. Krzesimir Dębski, współtwórca utworu, przywiózł ją z Poznania do Warszawy. Zawierała wykonanie "Imagine" Lennona, zaśpiewane przez nastoletnią jeszcze Annę Jurksztowicz. Jacek Cygan nie krył entuzjazmu, gdy wysłuchał nagrania. "Usłyszałem coś fenomenalnego" - wspominał dla Złotej Sceny.
Ta energia, świeżość i delikatna chropowatość głosu stały się dla Cygana impulsem do stworzenia tekstu, który nie miał być ani piosenką o miłości, ani hymnem buntu. To miała być, jak dziś tłumaczy autor, historia o drobnym przedmiocie, który w tamtejszych realiach urastał do rangi skarbu. "To był utwór o szkiełku, które staje się bardzo ważne w życiu. O drobiazgu, który rozjaśniał rzeczywistość" - podkreślał.
Kolczyk z ukrytym znaczeniem. O czym naprawdę była piosenka?
Choć wielu słuchaczy zapamiętało utwór jako lekką, wręcz baśniową melodię, tekst od początku krył w sobie ostrzejsze nuty. Cygan przez lata tłumaczył dziennikarzom, że piosenka nie jest historią zagubionej dziewczyny, a raczej zakamuflowaną opowieścią o późnym PRL. "To piosenka o naszej rzeczywistości. (...) Stąd ten 'ranny serwis', który w porannych wiadomościach mówi do nas nieodpowiednim tonem, ba, obraża nas codziennie i kłamie" - mówił w rozmowie cytowanej przez Polska Płyta, Polska Muzyka.
Najważniejszy jednak był sam kolczyk. Jak podkreśla autor: "W tym wszystkim, w tej całej paranoi, ten diamentowy kolczyk jest jakimś skrawkiem wolności, a jak go nam zabiorą, zrobimy sobie nowy. Jest przecież tyle szkła!".
W epoce, w której o piękno i indywidualizm było trudno, takie metafory poruszały bardziej niż jawne deklaracje.
Opole 1985. Wieczór, który otworzył drzwi do kariery
Kiedy Anna Jurksztowicz stanęła na scenie 22. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej, była jeszcze debiutantką. W czasach, gdy telewizja rzadko kreowała gwiazdy z dnia na dzień, jej występ stał się sensacją. "Baliśmy się, czy sobie poradzisz, ale poradziłaś sobie znakomicie" - wspomina dziś Jacek Cygan.
Warunki, w jakich powstawała cała oprawa, były dalekie od komfortu współczesnych produkcji. Teledysk nagrano w starej gazowni, a stylizacje artystka przygotowywała samodzielnie. W efekcie "Diamentowy kolczyk" zwyciężył konkurs Premier.
To był przełom. Piosenka otworzyła Jurksztowicz drzwi do dalszych nagrań, do współpracy z czołowymi muzykami i do późniejszych hitów takich jak "Stan pogody", "Hej, man" czy serialowe "I tylko sny".
Po latach "Diamentowy kolczyk" pozostaje jednym z tych utworów, które pozostają ponadczasowe - zarówno muzycznie, jak i dzięki historii, którą niosą. Dla jednych to wspomnienie festiwalowego sukcesu Anny Jurksztowicz, dla innych przykład, jak w popowej formie można było przemycić komentarz do codzienności PRL.









