Sukcesy Anny German szły w parze z trudnym dzieciństwem, późniejszym wypadkiem i chorobą. Dziś skończyłaby 90 lat
Kariera Anny German obfitowała w uwielbiane przez słuchaczy przeboje, zwycięstwa w prestiżowych konkursach czy występy na całym świecie. Mimo to w życiu wokalistki nie brakowało trudności. Już w dzieciństwie zmuszona była uciekać z całą rodziną i radzić sobie z ubóstwem. W późniejszych latach spotkał ją tragiczny wypadek, a także choroba, ale nie przeszkodziło jej to w dalszym śpiewaniu. Wiele nagrań z tamtych lat do dziś porusza słuchaczy, a pamięć o Annie German wciąż pozostaje żywa. W tym roku wokalistka obchodziłaby swoje 90. urodziny. Oto jej historia.

Anna German urodziła się 14 lutego 1936 r. w małym uzbeckim miasteczku Urgencz, położonym przy granicy z Turkmenistanem. Jej rodzice byli potomkami niemieckich i holenderskich mennonitów. Artystka nie miała łatwego dzieciństwa - gdy była małą dziewczynką jej ojciec został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa, który okazał się nieprawdziwy, a ukochany wuj zginął w łagrach. Anna wraz z matką i babcią zmuszona była do nieustannych ucieczek oraz przeprowadzek - od Kirgistanu, przez Kazachstan, aż po Syberię.
"Bardzo wcześnie straciłam ojca. Wszystkie obowiązki musiała przejąć moja matka. Pracowała od rana do nocy, dlatego na zabawę, na bliski kontakt już prawie nie było czasu. Pracę miała bardzo wyczerpującą, była nauczycielką. Dlatego cały obowiązek i radość wychowywania spadły na moją babcię" - opowiadała German w jednym z wywiadów.
Początkowe lata w Kirgistanie były trudne, ze względu na ubóstwo. Wreszcie matka Anny związała się z polskim oficerem i w 1945 r. wyszła za niego, co zapewniło córce życie na znacznie wyższym poziomie. Choć ich relacja nie opierała się na miłości, była przełomowa dla całej rodziny. Anna wraz z najbliższymi przeniosła się do Polski, uciekając od najgorszego.
Anna German nie wybrała muzycznych studiów. Poszła za radą matki
Przyszła wokalistka po wyjeździe z Rosji osiedliła się we Wrocławiu. W stolicy Dolnego Śląska studiowała geologię i już wtedy zaczęła angażować się w działalność artystyczną. Początkowo planowała rozpocząć nawet edukację w muzycznym kierunku, lecz od tego pomysłu odwiodła ją matka, tłumacząc to rozsądkiem i możliwościami zarobku.
"Jeszcze przed maturą zastanawiałam się często nad wyborem zawodu. Zawsze interesowało mnie malarstwo, rzeźba, metaloplastyka, ceramika artystyczna. Po maturze złożyłam więc dokumenty na wydział malarski w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Ale po głębszym zastanowieniu ustaliłyśmy z mamą, że trzeba wybrać zawód bardziej 'konkretny', który w przyszłości zapewniłby byt... Tym bardziej że nie mam rodzeństwa ani krewnych, na których mogłabym liczyć w nieprzewidzianych, trudnych sytuacjach życiowych" - pisała German w swojej autobiografii.
Pierwsze sukcesy Anny German doprowadziły ją na międzynarodowe sceny
Z czasem pasja do muzyki wygrała nad wyszkolonym zawodem i Anna German zaczęła rozwijać się na scenie. Pierwszy poważny sukces artystki przyszedł w 1963 r. - zajęła wówczas drugie miejsce na Festiwalu Piosenki w Sopocie. Kolejne podium - drugie miejsce na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1964 r. z piosenką "Tańczące Eurydyki" - zagwarantowało wokalistce miejsce na największych scenach nie tylko w Polsce, ale też poza krajem. Zaczęła dostawać zaproszenia ze Związku Radzieckiego, gdzie równie szybko, jak u nas, zyskała sympatię słuchaczy.
Została wówczas dostrzeżona przez menedżera Andrew Jonesa, który zaprosił ją do Chicago. Piosenkarka w Stanach Zjednoczonych grała program koncertowy "Polish Stars Parade" z innymi gwiazdami, takimi jak Ewa Demarczyk czy Karin Stanek, kierowany do Polonii. Zdążyła zatęsknić za ojczyzną, dlatego odrzuciła propozycję występów w amerykańskim programie "Inter-show", a zamiast tego wróciła w znane okolice, śpiewać dla publiczności w NRD, Czechosłowacji, Francji i Portugalii. W kolejnych latach nieustannie koncertowała po ZSRR.
Włosi pokierowali karierą Anny German tak, że była wykończona. Wreszcie doszło do wypadku
W lutym 1965 r. Anna German zawitała do Anglii, gdzie odbyła kolejną trasę koncertową. W tym samym roku zachwyciła polską publikę na 3. KFPP w Opolu, brawurowo wykonując "Zakwitnę różą", a także zajęła trzecie miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Ostendzie. Po kolejnych koncertowych sukcesach otrzymała propozycję kontraktu we Włoszech. Tamtejsi producenci mieli jednak zupełnie inny pomysł na Annę German. Zamiast skromnej, emocjonalnej i uczuciowej wokalistki planowali zrobić z niej głośną gwiazdę europejskiego popu. Zmuszali ją do noszenia odważnego makijażu i krzykliwych peruk. German grała też ogromną liczbę koncertów. Wszystko to odbiło się na jej bezpieczeństwu i zdrowiu.
W 1967 r., po wielu intensywnych miesiącach spędzonych na koncertowaniu we Włoszech i kolejnych planach na najbliższy czas, doszło do wypadku z udziałem Anny. Podczas nocnej podróży kierowca wokalistki i jednocześnie jej akompaniator zasnął za kierownicą. W wyniku zderzenia German została wyrzucona z samochodu na odległość 20 metrów i odnaleziona dopiero po kilku godzinach z licznymi złamaniami.
Wypadek skutkował dwunastoma dniami w śpiączce i kolejnymi sześcioma miesiącami w pełnym gipsie. Później piosenkarka dochodziła do pełni sił trzy lata - uczyła się funkcjonować na nowo, wykonywać codzienne obowiązki, a nawet chodzić. W tym czasie udało jej się natomiast napisać książkę biograficzną "Wróć do Sorrento?", w której opowiedziała o tym, jak wyglądała jej praca artystyczna we Włoszech.
Po wypadku, gdy Anna German przeszła rekonwalescencję i wróciła do nagrywania utworów, powstały jedne z najważniejszych dzieł w jej karierze. Jedną z pierwszych kompozycji po jej powrocie była "Nadzieja" Aleksandry Pachmutowej. Wydała także głośne "A ja lubię", "Kiedy kwitną sady" oraz "Echo miłości" - piosenkę wykonaną w duecie z legendą radziecką, Lwem Leszczenką.
Po latach kariery u Anny German zdiagnozowano poważną chorobę. Do ostatnich dni nagrywała utwory
W połowie lat 70. kariera Anny German zawisła na włosku przez tragiczną diagnozę. Przebywając we Włoszech artystka poczuła się źle, a lekarze wykryli u niej nowotwór kości. Podjęła się leczenia, które było niezwykle wyniszczające, lecz nie zrezygnowała z występów. Ostatnie płyty nagrała pod koniec lat 70. - po polsku i po rosyjsku. Choroba nasiliła się jesienią 1980 r., po powrocie z Australii. W ostatnich dniach życia, leżąc już w łóżku, nagrywała "Psalmy Dawida" na magnetofonie. Zmarła latem 1982 r. w warszawskim Szpitalu Klinicznym, otoczona rodziną.
Choć od jej śmierci minęło wiele lat, pamięć o Annie German jest wciąż żywa. Imieniem artystki nazwano ulicę w Urgenczu, a w Moskwie powstał ogród poświęcony jej pamięci. Jeszcze za życia piosenkarkę uczczono, nadając amfiteatrowi w Zielonej Górze jej imię. Otrzymała także gwiazdę w prestiżowej Alei Gwiazd Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu czy tablicę pamiątkową na domu, w którym mieszkała we Wrocławiu. W 2012 r. opowiedziano jej historię na ekranie - nagrano serial biograficzny, w którym główną rolę odebrała Joanna Moro.









