Lionel Richie ujawnia zaskakującą prawdę o Michaelu Jacksonie. "Nie mógł oddać ubrań do prania"
Nowa autobiografia Lionela Richie'ego odsłania nieznane oblicze króla popu. W książce "Truly" muzyk wspomina swoją przyjaźń z Michaelem Jacksonem, zdradzając przy tym kilka nieoczekiwanych szczegółów z życia artysty. Jednym z nich jest niefrasobliwe podejście Jacksona do codziennej higieny - temat, który do dziś wywołuje zdumienie.

Jak ujawnia Lionel Richie, określenie "Smelly" (czyli "Śmierdziuszek") przylgnęło do Michaela Jacksona już na początku lat 80. Przydomek nadał mu legendarny producent Quincy Jones, który pracował z nim nad takimi klasykami, jak "Off the Wall", "Thriller" i "Bad".
Richie przyznaje, że Jones żartował z kolegi z powodu jego nie zawsze wzorowej dbałości o czystość. "Michael też śmiał się z tego przezwiska, zdając sobie sprawę, że zdarzało mu się nie zmieniać albo nie prać ubrań przez kilka dni" - wspomina autor autobiografii, cytowany przez magazyn People.
Według muzyka, artysta nie przejmował się złośliwościami i potrafił żartować z samego siebie. "To był Michael - chłopak o nieograniczonej wyobraźni, który żył bardziej w świecie muzyki niż codziennych obowiązków" - dodaje Richie.
Cena sławy: kiedy pranie staje się problemem
Richie w książce Truly zaznacza, że niechlujność Jacksona nie wynikała jedynie z ekscentrycznej natury. Jego zdaniem, wielka sława i uwielbienie fanów sprawiały, że nawet najprostsze czynności stawały się dla artysty wyzwaniem.
"Kiedy podróżował, nie mógł po prostu oddać swoich ubrań do prania, ponieważ dość często jego rzeczy nie były mu zwracane. Wszyscy zatrzymywali sobie coś na pamiątkę" - opowiada Richie. Jak dodaje, Jackson nie mógł też swobodnie robić zakupów, ponieważ każde jego wyjście do sklepu kończyło się oblężeniem przez fanów.
Ten brak anonimowości sprawiał, że codzienność króla popu była pełna paradoksów - z jednej strony otaczał się luksusem, z drugiej bywał bezradny w najprostszych sprawach.
Muzyczny geniusz w piżamie
Autor Truly wspomina, że Michael Jackson w studiu nagraniowym prezentował zupełnie inny wizerunek niż na scenie. Podczas gdy jego występy dopracowane były do perfekcji, w prywatnym otoczeniu często pojawiał się w kapciach i spodniach od piżamy.
"W swoim codziennym życiu ten chłopak improwizował co minutę" - pisze Richie. Mimo pozornego chaosu wokół siebie, Jackson miał wyjątkową zdolność skupienia, gdy chodziło o muzykę. "Na scenie był perfekcjonistą, ale poza nią pozwalał sobie na bycie po prostu sobą - bez masek i scenicznego blichtru" - dodaje artysta.
Kulisy współpracy i trwała przyjaźń
Lionel Richie i Michael Jackson współpracowali przy tworzeniu charytatywnego hymnu "We Are the World" w 1985 roku. Utwór stał się jednym z największych symboli muzycznej solidarności XX wieku. Choć ich drogi zawodowe nie zawsze się krzyżowały, obaj darzyli się szacunkiem i szczerością, która pozwalała na takie wspomnienia jak te zawarte w Truly.




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)