Męskie Granie 2025 w Krakowie: potrzebujemy tego więcej [RELACJA]
Ja to ogólnie niewiele oczekuję od letnich mainstreamowych festiwali. To znaczy oczekuję, że muzyka będzie dobra, ale nie, że mnie coś zaskoczy, bo wiem, że normalni ludzie nie zaliczają festiwalu co tydzień, więc nie widzą koncertu Mroza siedem razy w roku. Rozumiem i się wcale nie czepiam. WTEM! Dostaję na plenerowej scenie Immortal Onion, a potem Podlasie Bounce od Sw@da x Niczos. Jakie to były dobre dwa dni!

Pierwszy dzień Męskiego Grania 2025 należał do dziewczyn - na start na Dużej Scenie Kathia, którą chwaliłam jeszcze za czasów Jarocińskich Rytmów Młodych i nadal mega się cieszę, że mamy miejsce na scenie na takie ładne, delikatne głosy. Następnie Kaśka Sochacka. "Umiem sobie to wyobrazić / Oboje mamy siwe włosy"… "Komary" zawsze rozczulają tak samo, a "Niebo było różowe" zmusza do śpiewania.
Później jeden z projektów specjalnych, czyli Mystic 30. Patrząc na skład, który miał wyjść na scenę, można by powiedzieć: "Ale żeście ekipę zmontowali", ale pod kierownictwem Organka wszystko się spięło w fajną całość. Na początek usłyszeliśmy jeszcze kilka słów od Lecha Janerki: "Prezydenci się zmieniają, a Mystic trwa, pomagając nam zapomnieć o przemijaniu". Wielka szkoda, że nie zobaczyliśmy go na scenie, ale dobrze chociaż przez chwilę usłyszeć ten głos. I tak - był Artur Andrus z "Piłem w Spale, spałem w Pile", Maria Peszek i "Sorry Polsko" z mocnym "Lepszy żywy obywatel / Niż martwy bohater", Czesław Mozil, który przypomniał "Ucieczkę z wesołego miasteczka" i kultową "Maszynkę do świerkania", Bela Komoszyńska z "Absolutnie, absolutnie", wciąż zaskakujący, acz wielce udany duet - Grzegorz Turnau i Sebastian Karpiel-Bułecka z "Na plażach Zanzibaru", później jeszcze Piotr Rogucki z "Los, cebula i krokodyle łzy" oraz Organek z "Mississippi w ogniu". I wielki finał, czyli Skin & Ace. 50 minut, a tyle dobra.
Następnie wspomniany już Mrozu. Trochę się śmieję, że mnie prześladuje, bo faktycznie często się w tym sezonie spotykamy, ale jak najbardziej rozumiem dlaczego - jego koncerty to zawsze masa dobrej, tanecznej energii. Bo spróbujcie nie tańczyć do "Jak nie my to kto" albo "Nogi na stół". Niezmiennie polecam.
Na koniec pierwszego dnia kolejny projekt przygotowany specjalnie na Męskie Granie - Zalewski x T.Love. Na pierwszy rzut oka może nie jest to najbardziej oczywiste połączenie, ale działało. Dodatkowy plus za nieodkopywanie samych "znanych i lubianych" sprzed lat, tylko zmiksowanie kawałków z jednego i drugiego repertuaru. Dostaliśmy więc i "Jaśniej" ("Dla po nas pokoleń robimy jaśniej", mam wrażenie, wybrzmiało jak jakaś mantra i no, oby nam się udało!), i "Potrzebuję wczoraj". I doskonałe "Zgłowy", i kultowy utwór "Bóg". Poprosimy więcej takich pomysłów.
Sceny Ż raczej nie nazwę "Małą Sceną", bo rozmiarem niewiele odbiegała od Dużej, a muzycznie to już w ogóle nie. I wspaniale, że została wyprowadzona z namiotu. W ogóle zdelegalizować sceny pod namiotami, to mój postulat. O 17 na Scenie Ż zobaczyliśmy Anię Szlagowską, którą możecie znać m.in. z "Must Be The Music" i przebojowego "zabić drozda". Następnie BRK z Jareckim. BRK jest jak Mrozu - możesz chodzić na ten koncert co tydzień z całkowitą pewnością, że będzie wspaniale.
Trochę intymniejszą atmosferę zapewnił Grzegorz Turnau, który wspominał, że gra na tym samym lotnisku, na którym 50 lat temu tata uczył go prowadzić Warszawę. Świetnie było usłyszeć na żywo choćby "Bracką". Równie mocno podobał mi się koncert Miuosha, chociaż tym razem z zupełnie innych powodów. Lubię, jak ktoś tak wypluwa z siebie wszystkie emocje. Mocna rzecz. I na koniec mój top koncertów tego weekendu, czyli Aleksander Dębicz i Vinylstealer. To jeden z tych występów, których bym się na Męskim Graniu nie spodziewała, a których potrzebujemy więcej. Naprawdę postawiliście sobie wysoko poprzeczkę, drodzy bookerzy MG.
Męskie Granie 2025: co działo się drugiego dnia?
Drugi dzień był jeszcze lepszy. Dużą Scenę otworzył Paweł Domagała, żeby delikatnie przygotować publiczność na to, co będzie działo się potem. Nie zabrakło oczywiście odśpiewanego chóralnie "Weź nie pytaj". Później - Nosowska/Król. Trochę muzyki, trochę stand-upu, a wyobrażenie "kurobądzia" lub też "łabąkura" zostanie ze mną już prawdopodobnie na zawsze. A "Nie spałem, bo myślałem / O ucieczce w popłochu" rusza niezmiennie tak samo.
Brodkę też widziałam nie pierwszy raz i mam nadzieję, że jeszcze nie raz zobaczę. "Męskie Granie wyrwało mnie z macierzyńskich obowiązków" - stwierdziła na początku wokalistka, więc był "hałas dla bobasa", a potem już można było grać. "Utrata", "Sadza", "Taka to zima"… Przypomniało mi się, jak dobry to album. Kto nie słuchał, to proszę, raz, raz. Następnie Kwiat Jabłoni, który zaserwował m.in. "Za siódmą chmurą", "Wodymidaj", "Wzięli zamknęli mi klub" i "Czarny pył". Był też cover, nieprzypadkowy, który "pięknie mówi o wolności". "Nie, nie, nie" zostało zadedykowane Palestyńczykom.
I wielki finał - Orkiestra Męskiego Grania 2025, czyli Natalia Przybysz, Ralph Kaminski, Igor Herbut i Błażej Król. Na początek usłyszeliśmy tegoroczny hymn "To bardzo ziemskie". Przyznaję, że nie jestem fanką tego kawałka, ale na żywo siadł jak złoto. Jak zaśpiewali "Będę żył jak król" z "Lokomotywy z ogłoszenia", to na 100% im uwierzyłam. "Zanim pójdę", "Na szczycie" (Igor Herbut, wow!), "Takie tango"… Naprawdę dobre wybory i naprawdę doskonałe aranżacje. I kocham sekcję dętą, ale ja tam zawsze kocham sekcje dęte. Więcej dęciaków na scenę!
Scenę Ż drugiego dnia otworzył Michał FOX Król, a ten koncert był wstępem do dalszego dobra. Kolejny występ z mojej męskograniowej topki - Immortal Onion. Słyszałam ich trzy miesiące temu w klubie i chociaż nadal uważam, że w taką muzykę lepiej się wkręcić w mniejszym gronie i bardziej klimatycznym miejscu, to świetnie było ich zobaczyć na takiej imprezie. Na pewno gdzieś jeszcze do zobaczenia, chłopaki.
Jako trzecia na scenę Ż wyszła Jucho ze swoimi wspaniałymi kontrabasistami. Skoro już mówimy o koncertach, które można oglądać w nieskończoność… Usłyszeliśmy więc m.in. "Starą", która powoli staje się moim hymnem, gdyż 30-tka zbliża się wielkimi krokami, "Odę od Ślimaka", poprzedzoną smutną historią, jak jedna pani została za tę piosenkę usunięta z forum ogrodniczego, czy kultowe już "Techno". I wciąż rozczula mnie to pełne radości zakłopotanie, kiedy cały tłum zaczyna śpiewać "Grażkę".
Przedostatni koncert Sceny Ż to wielki powrót Sistars. 2005 roku, czy to ty?! Nawet jeśli ktoś nie czekał na ten powrót, to po tym koncercie na pewno sobie uświadomił, że jednak tego potrzebował. Jeśli z kolei jesteście w tej grupie, która Sistars kojarzy tylko z "Sutry", to czas nadrobić zaległości. "Listen to your heart and find yourself a friend" do teraz siedzi mi w głowie.
I na koniec Sw@da x Niczos, którzy starali się w tym roku o miejsce na Eurowizji. Niestety się nie dostali, ale mam nadzieję, że spróbują jeszcze raz, a polska komisja się opamięta. Ten zespół to nasz gotowy produkt eksportowy. Pamiętacie eurowizyjny "Shum" Go_A? No to my mamy Podlasie Bounce i, proszę, nie zepsujmy tego.
Powtórzę się: wysoko postawiliście sobie poprzeczkę, bookerzy Męskiego Grania. Za rok chciałabym się znowu tak pozytywnie zaskoczyć.
















