Kuba Badach i "Radio Edit" w Krakowie: My dobrze gramy [RELACJA]
Pisałam kiedyś, w 2023 roku, że mam nadzieję, że Kuba Badach nie posądzi mnie o prześladowanie, bo byliśmy na tych samych imprezach dosłownie co tydzień. Na szczęście nie stało się tak, a i potem przerwa była jakaś dłuższa, więc dobrze było wrócić do tych piosenek teraz, w dodatku na żywo i z tak dobrym zespołem.

Sam wstęp był ładnym połączeniem tytułów "Radio Edit" i "Oldschool", ale przecież nie będę psuć niespodzianki tym, którzy się na koncerty z tej trasy wybierają. Set zaczął się od kawałka "Ja to wiem", w którym niezmiennie bawi mnie wers "Niesie się gminna wieść, że nie praca, talent, tylko teść". No bo weźcie, ten chłopiec z czapką a la Harold the Homeboy z "Icy Tower" był na długo przed 2009 rokiem. Zaraz potem dostaliśmy "Jestem kimś" z równie wspaniałym co tekst teledyskiem.
W innym tekście, tym razem z koncertu "To Kraków tworzy metamorfozy" z 2024 roku, pisałam, że " gdyby powstał kiedyś jakiś słowno-muzyczny stand-up Kuby Badacha, to bym szła". A wiadomo, że jak coś napiszę w tekście, to się spełnia - mam na to dowody - więc i to się spełniło. Było na przykład o tym, że w tym roku wokalista skończy 50 lat i ma już na koncie dwie autorskie płyty, "to się nazywa zasuwać". Od razu przypomniał mi się Rau Performance i jego "Prawie trzy dychy i 15 lat w grze, a nagrałem jedną płytę, to straszne, to wstyd jest". A ja tam myślę, że czasem to trzeba na spokojnie, usiąść, pomyśleć. Potem wychodzą z tego dobre rzeczy. Usłyszeliśmy jeszcze, że "pewnie te piosenki nie są państwu znane, a płytę 'Radio Edit' kupiło 16 osób". Ale mieli nas przekonać precyzją i radością grania, pozwólmy więc.
Następną piosenkę - "Gdyby nie ty" - poprzedziła anegdota o tym, że w 2006 roku utwór był zgłoszony do Opola i zajął 17. miejsce na liście kwalifikujących się szesnastu. Podobno zabrakło choreografii, ale teraz była i była to choreografia zapożyczona/ukradziona od zespołu Vox. Później jeszcze "Na drodze do wspomnień", "Możesz dzwonić", a następnie "Coś w tej porze dnia". I śmieszki śmieszkami, ale muzycznie to też była uczta. Przy ostatnim wspomnianym ciężkie bębny, syntezatory i tekst wywołały pierwsze tego wieczoru poważne ciarki.
Bo niby był to "Radio Edit", ale znalazło się miejsce na solówki, co i tak nie miało znaczenia, bo przecież każda z tych piosenek jest za długo na radio. A solówki miał kto grać - w skład zespołu wchodzą: kontrabasista i basista Michał Kapczuk, Wojciech Fedkowicz (tu przepraszam pana wokalistę, ale zdecydowanie często wzrok mi uciekał popatrzeć, jak tam pan perkusista gra), odpowiedzialny za klawisze i syntezatory Dominik Wania i gitarzysta Damian Kurasz.
Słysząc "Pusto" na żywo, nie powiedzielibyście, że to koncert tego jazzowego Kuby Badacha. Jakby tam dodać jeszcze trochę syntezatorów, to byłyby mocne polskie lata 80., ale z drugiej strony był też moment wchodzenia w jakąś psychodelę. Mocne.
"Napisałem ten utwór w takim ciemniejszym momencie w życiu, takie też się zdarzają. Przy tym, co dzieje się wokół, czasem komputer się psuje" - tymi słowami wokalista zapowiedział jedną z moich najukochańszych i najważniejszych piosenek, czyli "Wracam do siebie". To były drugie ciary i przy okazji prawie też łzy wzruszenia. "Życie" nie jest moim ulubionym kawałkiem, ale doceniam to skomplikowane choreo przed, a dodana do występów live solówka gitarowa… O ludzie.
W kolejnym przerywniku stand-upowym padła opowieść o boysbandzie i nadal apeluję o grupę złożoną z Kuby Badacha, Andrzeja Piasecznego i Matta Duska. Po prostu to zróbcie, przecież wszyscy będziemy szczęśliwsi. Była też opowieść o kawałku, który był połączeniem Biebera i Majki Jeżowskiej, i - wedle historii - najpierw była zła muzyka, potem zły tekst, no ale co, ostatecznie się pośmialiśmy. Wszyscy. Łącznie ze sceną i panami w FOH-u. Przysięgam, że później, szukając się ze znajomą na mieście, zadzwoniłam i zaśpiewałam "Gdzie ty jesteś?", a ona odpowiedziała "Ja jestem tu, ja jestem tu", wykonując przy tym przewidziany na ten wers ruch sceniczny.
Na bis dostaliśmy jeszcze "muzyczkę do opuszczania sali" i hypowanie żony aka tekściarki aka Aleksandry Kwaśniewskiej, co pewnie nieco raniło żeńską część publiczności, ale ostatecznie było bardzo urocze. Wspaniale jest słuchać, jak ktoś mówi tak ładnie o drugim człowieku. Poza tym za te teksty się należy. "Brawo Ola", jak to powiedział ktoś z widowni.
Jeśli lubicie sobie czasem posłuchać muzyki zagranej na najwyższym poziomie i podanej tak, że w przerwach gadanych zapominałam, że oni w ogóle mieli coś grać, to zdecydowanie warto wybrać się na "Radio Edit". Bo panowie sami na koniec stwierdzili: "My dobrze gramy". A, i pewnie nie mogę tu robić reklamy, ale pokochałam firmę Źle i Tanio. Zdobył mnie "pełen półprofesjonalizm".





![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



