Reklama

Zły Michael Jackson

Michael Jackson, koncert w ramach trasy "Bad Tour", kwiecień 1988 roku /Paul Natkin /Getty Images

Niewiele jest takich płyt w historii muzyki popularnej. Gdy wydawało się, że po genialnym albumie "Thriller" Michael Jackson zacznie powoli odcinać kupony od swej sławy, pięć lat później pojawił się longplay "Bad", który dla wielu krytyków był najlepszą płytą w historii, a jednocześnie najciekawszym wydawnictwem w całej karierze zmarłego w 2009 roku wokalisty. Właśnie mija 35 lat od wydania "Bad", więc na pewno można wiele tez z przeszłości na spokojnie teraz zweryfikować.

Do dziś sprzedano aż 35 milionów egzemplarzy albumu "Bad", choć to "tylko" połowa tego, co osiągnął "Thriller" (do dziś to najlepiej sprzedający się album w historii). I to właśnie było wielkim wyzwaniem dla Michaela Jacksona - jaką płytę nagrać po takim mega bestsellerze i arcydziele?

Michael Jackson: "Thriller" i co dalej?

Po ogromnym sukcesie płyty "Thriller" (wydanej w grudniu 1982 roku, czyli w najlepszym dla rynku muzycznego okresie przedświątecznym), 25-letni wówczas Michael Jackson był bez wątpienia najpopularniejszym wykonawcą na świecie. Zapraszano go na najważniejsze uroczystości muzyczne (nagrody MTV, wręczenie Grammys), pojawił się w Białym Domu na zaproszenie prezydenta Ronalda Reagana, zgodził się na udział w reklamie Pepsi (to na planie tej reklamówki zapaliły mu się włosy i doznał poparzeń II stopnia; w konsekwencji, mimo kilku operacji, musiał później nosić perukę, a pojawiające się bóle doprowadziły go do poważnego uzależnienia od środków przeciwbólowych).

Reklama

Jednak w 1985 roku Michael Jackson niespodziewanie zniknął. Praktycznie przestał pojawiać się publicznie (poza pojedynczymi okazjami, jak np. współtworzenie charytatywnego utworu "We Are The World"), unikał spotkań z dziennikarzami, nie występował. Podobnie było w kolejnym roku. Jak się później okazało, wokalista dokonał w pełni świadomego wyboru. Wiedział, że jego popularność jest tak ogromna, że na pewno nie zniknie, a podtrzymywała go w tym przekonaniu niezmiennie fantastyczna sprzedaż "Thrillera".

Michael 'Wacko Jacko' Jackson

Negatywną stroną zniknięcia Jacksona był prawdziwy wysyp przeróżnych plotek na jego temat. Brukowce publikowały np. zdjęcia, gdy leży w hiperbarycznej komorze tlenowej. Zostały one zrobione, gdy wracał do zdrowia po poparzeniach na planie reklamy Pepsi (co ciekawe, sam je wysłał do prasy). Opublikowano je jednak z komentarzami sugerującymi, iż wokalista chce dzięki tym zabiegom... żyć wiecznie. Zrobiono z niego wariata i brytyjski tabloid "The Sun" w 1985 roku nadał mu przydomek Wacko Jacko (szurnięty Jackson), który potem po wielokroć powielano pisząc o nim.

Podobnych historii było wiele, Jackson czytał je wtedy zawsze z zainteresowaniem i uśmiechem na twarzy. W ten sposób zainteresowanie nim nie opadało, a on miał czas na pracę nad kolejną płytą. A zabrała mu ona w sumie aż 2,5 roku!

Michael Jackson: jak pokonać samego siebie?

Wokalista od początku wiedział, że przed nim wielkie wyzwanie. Ale nie ukrywał, że chce pobić swój rekord. Na szybie we własnej łazience napisał - jak głosi nigdy niezdementowana legenda - "100 milionów". Taki postawił sobie cel, jeśli chodzi o sprzedaż kolejnej płyty, czyli chciał osiągnąć wynik dwukrotnie lepszy, niż wówczas miał na koncie "Thriller".

Ale jego ambicją był nie tylko sukces komercyjny, ale przede wszystkim artystyczny. Dlatego nie bał się eksperymentować. Michael Jackson wiedział, że musi zaryzykować, że nie ma mowy o nagraniu "Thrillera 2". Dlatego poprzeczkę własnych oczekiwań ustawił dość wysoko. Do tego był - wtedy i później - niebywałym perfekcjonistą, co często skutkowało niepotrzebnym przedłużaniem czasu pracy nad utworami czy też teledyskami.

Doprowadzało to często do irytacji najbliższych współpracowników, ale Jackson za każdym razem był nieugięty - miało być zrobione tak, jak tego oczekiwał.

Michael Jackson w Laboratorium

Wokalista zgromadził w domowym studiu w Los Angeles, nazwanym nieprzypadkowo "Laboratorium", kilku wyśmienitych fachowców - inżynierów i muzyków. Pamiętajmy, że lata 80. to gwałtowny rozwój brzmień elektronicznych w muzyce pop (szczególnie w Anglii), a nawet rockowej (Van Halen, Europe), głównie dzięki pojawieniu się nowych urządzeń - sekwencerów, perkusji elektrycznej, programowalnych syntezatorów.

I właśnie te ostatnie najbardziej zafascynowały Michaela Jacksona, który zawsze interesował się technicznymi nowinkami. Ale jego geniusz nie polegał na prostym wykorzystaniu wyprodukowanych w studiu nowych brzmień, ale na ich połączeniu z muzyką, z jakiej dotąd słynął. Efektem było brzmienie z jednej strony rytmiczne, funk-popowe, z drugiej niezwykle agresywne.

Dwie pracujące niezależnie ekipy nagrały aż 30 utworów, spośród w sumie 62, jakie Jackson przygotował. Gdyż tym razem ciężar komponowania wziął na siebie - finalnie jest autorem aż 9 kompozycji spośród 11 wydanych na "Bad" (na "Thrillerze" był autorem muzyki i tekstów czterech utworów). Jak później ujawniono, początkowo było mu żal pokazać fanom tak mały fragment ówczesnego dorobku, ale jego pomysł wydania trzypłytowego albumu skutecznie mu wyperswadowano (kilka z nich pojawiło się w 2012 roku na rocznicowej edycji "Bad 25").

Michael Jackson: pożegnanie z Quincy Jonesem

"Bad", wydany finalnie 31 sierpnia 1987 roku, to trzecie (po "Off The Wall" i "Thriller") - i jak się okazało ostatnie - wspólne dzieło Michaela Jacksona i producenta Quincy Jonesa (zresztą na tyle tylko płyt opiewał zawarty między nimi kontrakt). Jednak rola tego ostatniego została ograniczona, gdyż wokalista został współproducentem praktycznie większości nagrań. Wiedział bowiem doskonale, co chce osiągnąć w poszczególnych nagraniach, choć jednak właśnie Quincy Jones miał decydujący wpływ na ostateczny kształt całości (to on m.in. dokonał finalnego wyboru utworów na płytę i zredukował ich ilość).

Drogi obu panów rozeszły się jednak po "Bad" na dobre. Jackson chciał mieć większą kontrolę artystyczną nad swą muzyką i być na pierwszym planie, a nie współdzielić sukces z producentem. Z kolei Quincy Jones wielokrotnie podkreślał później, iż nie chciałby pracować nad kolejną płytą, jak w przypadku "Bad", kilka lat.

Ich rozstanie stało się jednak faktem, a w późniejszych wypowiedziach Jackson i Jones nie zawsze wyrażali się o sobie pochlebnie.

"Bad": sukces czy porażka?

Nagranie albumu "Bad" kosztowało ostatecznie dwa miliony dolarów, ale oczywiście zwróciło się z nawiązką. Płytę tylko w USA sprzedano w 10 milionach egzemplarzy, na świecie dodatkowo rozeszło się 25 milionów. Pochodziło z niego aż 5 utworów ("I Just Can't Stop Loving You", "Bad", "The Way You Make Me Feel", "Man in the Mirror", "Dirty Diana"), które dotarły na szczyty list przebojów, o czym współcześni wykonawcy mogą tylko marzyć.

Ale z drugiej strony Michael Jackson swego celu nie osiągnął - rekordu "Thrillera" nie przebił. Na pocieszenie pozostał mu fakt, że "Bad" stał się najlepiej sprzedawaną płytą w 1988 roku, z wynikiem 17 milionów egzemplarzy. Niemniej podczas ceremonii wręczenia nagród Grammy (najważniejszych w amerykańskim przemyśle) wokalista nie otrzymał ani jednej statuetki!

Z kolei przygotowane z wielkim pietyzmem teledyski do takich utworów, jak "Bad" (reżyserem został słynny Martin Scorsese) czy "Smooth Criminal", cieszyły się ogromnym powodzeniem i prezentowane były przez wiele stacji telewizyjnych na świecie, w tym nawet w Polsce. Wyniosły produkcję teledysku na nowy, dotąd niewyobrażalny poziom, zarówno od strony choreograficznej, jak i produkcyjnej.

Niemniej "Bad" to płyta, dzięki której Michael Jackson pokazał światu, jak dojrzał muzycznie i że należy go traktować jak Artystę. Został twórcą kolejnego genialnego dzieła, dzięki któremu pamięć o nim przetrwa jeszcze wiele dekad. I którego nie da się naśladować, podrabiać. Z perspektywy czasu okazało się, iż ten niezwykle osobisty album stworzył człowiek u szczytu swej kreatywności i muzycznego rozwoju. Szczytu, jakiego później nie udało mu się już, niestety, powtórzyć.

Czytaj także:

Ranczo Michaela Jacksona sprzedane. Kwota zwala z nóg!

Sekretny pamiętnik Michaela Jacksona. O czym pisał Król Popu?

Michael Jackson wciąż żyje? Powraca popularna teoria spiskowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL