Reklama

Te piosenki nie dadzą ci spokoju. Najbardziej irytujące utwory w historii

Celine Dion i nagrody Grammy za " My Heart Will Go On", 24 lutego 1999 roku /Sam Mircovich / Reuters / Forum /Agencja FORUM

Życie wielu przebojów czasami przybiera dość niespodziewany obrót. Mimo uznania i popularności, a może właśnie z tego powodu, w pewnym momencie zaczynają irytować. Nie dlatego, że nagle odbiorcom zmienia się ich percepcja - zazwyczaj mamy ich po prostu dość z powodu nadmiernej liczby kontaktów z nimi. A czasami są złe od momentu powstania, tylko zauważamy to dopiero po jakimś czasie.

Media i ich użytkownicy już od wielu lat tworzą zestawienia, mające wyłonić najbardziej wkurzające ludzi nagrania. Kryteria są różne, często pod uwagę brane są utwory np. tylko z jednego kraju. Postanowiliśmy prześledzić najważniejsze zestawienia tego typu w USA, Anglii i w Europie, by na ich podstawie wyłonić dziesiątkę najbardziej denerwujących piosenek wszech czasów.

“Ice Ice Baby" - Vanilla Ice (1990)

Amerykański raper Vanilla Ice (naprawdę nazywa się Robert Van Winkle) napisał tekst tego utworu w pół godziny, gdy miał zaledwie 16 lat. Oparty jest on, jak twierdzi, o prawdziwe wydarzenia (w tym strzelaninę), jakich sam doświadczył na Florydzie. Ice przeszedł tym utworem do historii. Był to bowiem pierwszy singel jakiegokolwiek rapera, który wspiął się na szczyt amerykańskiej listy przebojów.

Reklama

Ale zawdzięczał to nie tylko wkurzającemu refrenowi, ale w dużym stopniu bezprawnemu - jak się okazało - wykorzystaniu fragmentu kompozycji "Under Pressure", jaką w 1980 roku zespół Queen nagrał wspólnie z Davidem Bowiem. Brian May, gitarzysta Queen, usłyszał pierwszy raz "Ice Ice Baby" (posłuchaj!) na dyskotece w Niemczech i zdziwiony dowiedział się od DJ-a, że jest to utwór numer jeden w USA. Sprawa została potem rozstrzygnięta bez udziału sądu, Queen partycypowali w przychodach ze sprzedaży tego hitu.

Nie zmienia to faktu, że samo nagranie od lat dość regularnie pojawia się w zdecydowanej większości  zestawień najbardziej irytujących utworów.

"Macarena" - Los Del Rio (1993)

"Macarenę" (posłuchaj!) w latach 90. znał każdy, pewnie też każdy kiedyś do niej tańczył. Radia grały ten przebój na tyle często, że w pewnym momencie większość miała go po prostu dość. Już w 2007 r. znalazł się on na liście najbardziej wkurzających utworów sporządzonej przez amerykański magazyn "Rolling Stone". Obecnie zazwyczaj grany jest lub odtwarzany podczas imprez urodzinowych czy innych spędów rodzinnych, co zawdzięcza w dużym stopniu obecności na TikToku - kolejne pokolenia odkrywają bowiem "Macarenę". Ale oczywiście nadal nikt nie zna samych słów, poza chwytliwym refrenem.

Przetłumaczyli tekst "Macareny". Internauci w szoku

Warto przy okazji przypomnieć, że tytułowa Macarena to po prostu imię kobiece, oznaczające "Matkę Boga". Córka Antonio Romero Monge, jednego w wokalistów duetu Los Del Rio, nosiła imiona Esperanza Macarena i to na jej cześć utwór został zatytułowany.

Celine Dion — “My Heart Will Go On" (1997)

Przepiękny utwór z filmu "Titanic" był grany tak niesamowitą liczbę razy przez wszystkie możliwe stacje radiowe i telewizyjne na świecie, że już po kilku latach wiele osób miało go po prostu dość. Anglosasi mają na to termin 'overplayed’, czyli "przesadna ekspozycja". W USA dodatkowo na taki odbiór "My Heart Will Go On" (posłuchaj!) wpływ miał fakt, że śpiewała go kanadyjska wokalistka, której akcent nie był dobrze odbierany. W ostatnich latach antenowa obecność utworu została mocno ograniczona, ale trochę nieoczekiwanie jest on nadal prezentowany podczas wielu pogrzebów i... wesel.

Co ciekawe, wersja grana zazwyczaj przez większość stacji radiowych jest nieco inna niż pojawia się w finale "Titanica" - została skrócona w stosunku do trwającego ponad 5 minut oryginału o 35 sekund, dodano też smyczki i partię gitary. Co oczywiście nie zmieniło faktu, że mamy go już trochę dość.

"Barbie Girl" - Aqua (1997)

Zupełnie innym przypadkiem jest ten przebój duńsko-norweskiego zespołu. Już w samym założeniu miał to był głupi, ale i zabawny jednocześnie utwór, który jednak dość niespodziewanie stał się wielkim hitem nie tylko w Europie. Przyczynił się do tego zapewne także lekki podtekst seksualny warstwy tekstowej. Skończyło się procesem sądowym, jako że producent lalki Barbie uznał, że grupa przedstawia ją jako obiekt pożądania seksualnego Kena. Sędzia uznał jednak, że utwór podlega ochronie wolności słowa i broni go pierwsza poprawka do konstytucji USA.

Co ciekawe, firma później sama wykorzystywała popularność "Barbie Girl" (posłuchaj!) w swych reklamach, co dodatkowo przyczyniło się do znużenia nagraniem. Uznano je także jednym z najgorszych utworów lat 90.

"Blue (Da Ba De)" - Eiffel 65 (1998)

To jedno z tych nagrań, jakie - gdy już posłuchasz go kilka razy - zaczyna cię wkurzać. W dodatku opowiada o kosmitach (nie homoseksualizmie, jak niektórzy wówczas sądzili). Niemniej jego chwytliwy refren i w sumie zabawny charakter spowodowały, że stał się wielkim przebojem. A ostatnio znów powrócił, głównie za sprawą TikToka, gdzie pojawiają się jego przeróbki i domowe, taneczne występy zwykłych ludzi. Korzystając z tej okazji, sami członkowie grupy przypominają tam historię utworu i jego znaczenie.

Eiffel 65 to włoskie trio, którego nazwę, spośród kilkunastu propozycji, jakie brali pod uwagę, losowo wybrał... program komputerowy. Tekst nagrania jest mocno bezsensowny (takie od początku było założenie, bo miał pokazywać dehumanizację naszego życia), pojawiający się w nim kolor niebieski został wybrany przypadkowo (w takich barwach widzi świat główny bohater Zoroti), a wszystkie partie wokalne przepuszczono przez harmonizer, dzięki czemu uzyskano efekt śpiewającego robot.

To wszystko zagwarantowało "Blue (Da Ba De)" stałe miejsce w rozmaitych zestawieniach utworów, które najbardziej irytują.

"Mambo No 5 (A Little Bit Of)" - Lou Bega (1999)

Podobno są tacy, którzy słysząc ten utwór w radiu, od razu przełączają się na inną stację lub wręcz wyłączają odbiornik. Inni, słuchając np. zawierających go składanek, przeskakują do kolejnego nagrania. W tym przypadku przyczyną jest zarówno sam utwór, jak i jego nadmierna ekspozycja. Jeden z dużych portali określił go mianem "obiektywnie jednej z najgorszych piosenek, jakie kiedykolwiek powstały", a amerykańska sieć radiowa NPR umieściła w 2014 roku w swym zestawieniu "najgorszych utworów wszech czasów".

Lou Bega świętuje urodziny

Samo nagranie jest coverem instrumentalnej kompozycji kubańskiego muzyka Damaso Pereza Prado, zwanego Królem Mambo. Niemiecki wokalista David Lubega Balemezi (znany bardziej jako Lou Bega) napisał do niej tekst. Jak sam twierdził, imiona kobiet, które wymienia (Angela, Pamela, Sandra, Rita, Monica, Erica, Tina, Mary i Jessica), to jego byłe dziewczyny.

"Who Let The Dogs Out" - Baha Men (2000)

To był wielki, wakacyjny przebój, który szybko przepadł. Ale został potem nieoczekiwanie odkryty przez branżę filmową, która utwór wykorzystywała na ścieżkach filmowych wielu znanych filmów ("Faceci w czerni II", "Pełzaki w Paryżu", "Kac Vegas" czy "Na psa urok"). Nagranie - a właściwie jego refren, bo tylko on dał się na dłużej zapamiętać - pojawiało się też w przeróżnych montażach telewizyjnych. Potem zaczęło być prezentowane w czasie dużych imprez sportowych, od piłki nożnej zaczynając, poprzez siatkówkę, koszykówkę hokej, na futbolu amerykańskim kończąc. Grany jest - zazwyczaj podczas przerw w danym meczu - jego krótki fragment, maksymalnie kilka sekund charakterystycznego refrenu.

Co ciekawe, Anslem Douglas - pochodzący z Trynidadu autor oryginalnej wersji zatytułowanej "Doggie" - twierdził, że nie miała ona nic wspólnego z psami, a poruszała poważny problem niewłaściwego zachowania mężczyzn (tytułowych psów) wobec kobiet na różnego rodzaju imprezach. Ale w wersji Baha Men przebił się tylko chwytliwy refren. W zestawieniu dwutygodnika "Rolling Stone" na najbardziej wkurzające utwory, "Who Let the Dogs Out" znalazł się na zaszczytnym trzecim miejscu. Z kolei w rankingu na "Najgorsze utwory w historii" magazynu "Spinner", umieszczony został na jego szczycie.

"Axel F" - Crazy Frog (2005)

Przeróbka pamiętnego tematu przewodniego z filmu "Gliniarz z Beverly Hills" (1984 rok), w której śpiewa żaba, od początku miała wielkie szanse by zaistnieć jako jeden z najbardziej wkurzających utworów w historii. W założeniu miał on służyć głównie promocji firmy sprzedającej dzwonki do telefonów komórkowych i ta techno-przeróbka była początkowo jednym z nich. Ostatecznie rozrosła się do rozmiarów normalnej długości utworu i postanowiono ją promować jako wytwór fikcyjnej grupy Crazy Frog (roboczo nazywana była "The Annoying Thing", czyli.... "Wkurzająca rzecz").

Powstał do niego mocno zwariowany, animowany teledysk i... się zaczęło. Utwór stał się numerem jeden w niemal całej Europie, nazwą Crazy Frog firmowano kolejne, dość podobne utwory. Ale to "Axel F", m.in. przez wzgląd na bardzo dobry oryginał, został uznany za najbardziej irytujący w dorobku tego projektu.

Odzyskał on niedawno trochę "dobrego imienia", gdy zaczął być wykorzystywany w wielu oficjalnych filmikach armii ukraińskiej, pokazujących niszczenie rosyjskich czołgów.

"Baby" - Justin Bieber (2010)

Utwór, jakim rozpoczęła się wielka kariera kanadyjskiego wokalisty, który miał wówczas 16 lat. Jego mocno dziecięcy jeszcze głos, w połączeniu z infantylnym tekstem i w sumie prostackim aranżem, dały mu czołowe miejsce w licznych zestawieniach na "Najgorszy / Najbardziej wkurzający utwór". Nie pomógł nawet gościnny udział znanego rapera Ludacrisa, którego mocny głos jeszcze bardziej obnażał śpiew Justina Biebera.

Teledysk do "Baby" przez ponad 7 lat znajdował się na szczycie zestawienia Youtube'a z najgorszymi ocenami użytkowników, a dzięki temu zaszczytnemu tytułowi wylądował także w "Księdze Rekordów Guinessa". Ostatnio przebywał na 5. miejscu tego zestawienia, przy czym był najwyżej notowanym teledyskiem muzycznym.

"Despacito" - Luis Fonsi (2016)

To najmłodszy w całym zestawieniu przebój, ale dość szybko zaczął działać wielu ludziom na nerwy. Nie dlatego, że jest zły, ale przede wszystkim ze względu na gigantyczny sukces, jaki odniósł na niemal całym świecie. Był numerem jeden w aż 47 krajach (w tym w Polsce), w sześciu pozostałych dotarł do Top 10 list przebojów.

W założeniu miała to być radosna piosenka, dająca ludziom wiele pozytywnych emocji i chęć tańczenia. W warstwie tekstowej, śpiewanej po hiszpańsku, opowiada o seksualnej relacji dwojga ludzi, choć czyni to w niezwykle delikatny sposób (tytuł w języku polskim oznacza "Powoli").

"Despacito" zdetronizowane

Przebój bił rekord za rekordem. Już w 2017 roku stał się najczęściej streamowanym utworem w historii, przekraczając 4,6 miliardów odtworzeń (policzono wtedy łączne odtworzenia na m.in. Youtube i Spotify). Tylko na Youtube teledysk odtworzono w pierwszym roku 3 miliardy razy (dziś ma na koncie blisko 8 miliardów  wyświetleń).

To wszystko doprowadziło oczywiście do ogromnego przesytu "Despacito". Nagranie, jak mówią złośliwi, słychać nawet po otwarciu lodówki.  Nic dziwnego, że utwór zaczął się pojawiać z zestawieniach najbardziej irytujących utworów XXI wieku.

Ale taki to już los wielu przebojów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy