Powrót? Zapomnijcie! Zespoły, na których reaktywację fani czekają od lat

Po ostatnich wydarzeniach nie ma szans na powrót Pink Floyd /Jon Furniss / Contributor /Getty Images

Nie działają prośby ani błagania. Nic nie dają też oferty opiewające na wiele milionów dolarów. Lata mijają, a oni konsekwentnie mówią: "nie". Są takie zespoły, które po prostu nie chcą wrócić na scenę. Nie myślcie, że ich członkowie zmęczyli się graniem i śpiewaniem. Przeciwnie. Wielu z nich prowadzi solowe kariery, ale niektórzy na myśl o powrocie do występów z kolegami dostają wręcz drgawek. Oto siedem grup, które fani chcieliby znów oglądać na żywo.

Oasis

O powrocie tego zespołu mówi się chyba najwięcej i najczęściej. Bracia Gallagherowie jeszcze w czasach działalności Oasis potrafili się pokłócić i śmiertelnie się na siebie obrazić, ale zwykle po kilku dniach zapominali o konflikcie. I tak do kolejnej kłótni. Wszystko zmieniło się w 2009 roku, kiedy Noel oświadczył, że nie jest w stanie dłużej pracować z bratem i odchodzi z zespołu. Tym razem panowie nie dali rady się pogodzić i każdy poszedł w swoją stronę. Od tej pory regularnie pojawiają się spekulacje na temat powrotu Oasis. 

Reklama

Przeczytaj relację z koncertu Liama Gallaghera!

Przy każdym ogłoszeniu wielkich, wyjątkowych gwiazd na największych festiwalach świata fani liczą, że tym razem nareszcie usłyszą: Oasis. Bardziej sceptyczni są muzycy. Bracia Gallagherowie porozumiewają się głównie publicznie, w internecie, najczęściej dokuczając sobie wzajemnie, ale nawet oni poruszali temat reaktywacji. Jeden nazwał drugiego tchórzem, ten drugi stwierdził, że wróci na scenę z bratem tylko, jeśli będzie całkowicie spłukany i tak przedstawienie toczy się od lat. Noel wspominał niedawno, że nie spieszy mu się do reaktywacji, bo Oasis osiągnęło wszystko, co się dało. Muzyk dodał jednak: "nigdy nie mów nigdy". To tylko podgrzewa plotki, a w 2024 i 2025 roku minie 30 lat od wydania pierwszych dwóch albumów zespołu. Czy może być lepsza okazja do powrotu?

Pink Floyd

Relacje muzyków tej legendarnej grupy przypominają akcję kolumbijskiej telenoweli. Było kilka momentów, kiedy wydawało się, że zespół w końcu się dogada, ale wkrótce potem działo się coś, co odbierało fanom nadzieję. Najpierw Roger Waters wściekł się na Davida Gilmoura za wydawanie płyt pod szyldem Pink Floyd bez całego zespołu. Później jednak Waters spotkał się z dawnymi kolegami na scenie, między innymi podczas Live 8 w 2005 roku. Gilmour co prawda ciągle sceptycznie wypowiadał się na temat ewentualnego powrotu, ale reaktywacja z udziałem wszystkich żyjących muzyków nie była wykluczona. 

Zobacz też: Skandal na koncercie Rogera Watersa! Muzyk się broni

Wszystko zmieniło się w tym roku. Roger Waters postanowił jeszcze raz nagrać płytę "The Dark Side of the Moon", z okazji 50-lecia premiery. Kłopot w tym, że muzyk zrobił to sam, a oburzonym fanom odpowiedział, że przecież sam napisał te piosenki, więc ma do tego prawo. Problemem nie do przejścia okazała się też kontrowersyjna, prorosyjska postawa Watersa, którą ostro krytykuje David Gilmour. W tej sytuacji o powrocie nie może być mowy.

Led Zeppelin

Historia tego zespołu zakończyła się oficjalnie w 1980 roku, po śmierci Johna Bonhama. Pozostali muzycy stwierdzili, że nie chcą kontynuować działalności po tej stracie. Artyści nagrywali jednak wspólnie płyty, pod innymi szyldami, zdarzało się im się również występować razem na scenie. Nigdy nie było jednak tak blisko reaktywacji jak w 2007 roku, kiedy grupa zagrała w londyńskiej O2 Arena, z Jasonem Bonhamem (synem legendarnego perkusisty - przyp. red.) za perkusją. Na bilety można się było zapisywać przez internet, zgłosiło się ponad 20 milionów osób, co stanowi rekord Guinnessa. 

Fani liczyli wtedy na trasę koncertową, może nawet wspólną płytę. Chętny był też zespół, ale nie cały. Robert Plant miał zaplanowane tournée ze swoim projektem i zaproponował, żeby koledzy zgłosili się trochę później. Oni, owszem, zgłosili się, ale do innych wokalistów, z propozycją współpracy. Ostatecznie z zastępczego projektu nic nie wyszło, ale niesmak pozostał. Fani nie tracą jednak nadziei. Muzycy spotkali się przecież na planie filmu dokumentalnego o Led Zeppelin - po raz pierwszy wszyscy wzięli udział w takim przedsięwzięciu, więc kto wie?

Fani marzą o ich powrocie. Te zespoły nie pogodzą się za żadne skarby świata!

Talking Heads

Grupa rozpadła się ponad 30 lat temu, ale nie wszyscy muzycy tak wtedy uważali. Wokalista David Byrne raczej nie skonsultował decyzji z kolegami, którzy uważali, że zespół nadal działa, byli gotowi do grania, a o odejściu lidera dowiedzieli się z artykułu w gazecie. Zawiedzeni muzycy postanowili założyć swój zespół, The Heads. Inspiracja jest oczywista, tak samo zresztą pomyślał Byrne, który nasłał na dawnych kolegów prawników. 

Po latach muzykom udało się porozumieć, w 2002 Talking Heads wystąpili wspólnie na ceremonii wprowadzenia do Rock and Roll Hall of Fame. Tej miłości nie wystarczyło jednak na długo. Byrne powiedział, że między ekipą wydarzyło się zbyt wiele złych rzeczy, żeby można było tak po prostu wrócić do grania. Koledzy nie pozostali dłużni wokaliście i nazwali go "człowiekiem, który nie potrafi odwzajemnić przyjaźni". W tej sytuacji fani raczej nie powinni sobie robić nadziei.

The Smiths

Plotki na temat powrotu brytyjskiej legendy pojawiają się co kilka lat. Za każdym razem kończą się rozczarowaniem fanów, chociaż dziwne, że oni ciągle liczą na reaktywację. Ne jest wielką tajemnicą, że relacje muzyków The Smiths od lat mają status "to skomplikowane". Morrissey i Johnny Marr raczej nie spotykają się na cotygodniowych herbatkach, panowie są zresztą ciągle obrażeni na Mike’a Joyce’a za pozew o prawa autorskie, a basista Andy Rourke niestety już nie żyje. Poza tym artyści wiele razy odrzucali pomysł powrotu. Morrissey stwierdził nawet w jednym z wywiadów, że "nie zna nikogo, kto chciałby reaktywacji grupy". W wolnym tłumaczeniu: zapomnijcie.

R.E.M.

R.E.M. powiedzieli sobie "dość" po 30 latach na scenie. Grupa zakończyła działalność w 2011 roku. Muzycy podkreślali, że powodem nie były żadne konflikty. Decyzja była przemyślana, po prostu zespół osiągnął już to, co chciał i panowie podjęli decyzję o rozstaniu. Już wtedy Mike Stipe, Peter Buck i Mike Mills wykluczali możliwość powrotu na scenę, mimo to w kolejnych latach artyści ciągle byli dopytywani o reaktywację grupy. Za każdym razem odpowiedź brzmiała tak samo: nie. Stipe tłumaczy, że muzycy podjęli decyzję i się jej trzymają, a powrót wyglądałby jak skok na kasę, czego ekipa nie ma zamiaru robić.

Outkast 

To najmłodsza grupa w zestawie, ale wcale nie oznacza to, że jej powrót jest mniej wyczekiwany. André 3000 i Big Boi wnieśli na muzyczną scenę powiew świeżości i dobrą zabawę, nie wspominając już o pokaźnym zestawie przebojów. Marzenia fanów Outkast o powrocie grupy wcale nie są abstrakcyjne. Zespół już raz zrobił sobie dłuższą przerwę w działalności, po czym wrócił do grania, więc dlaczego nie miałby tego zrobić po raz drugi? Jeśli, jakimś cudem, to się wydarzy, na pewno nie nastąpi w najbliższym czasie. Sleepy Brown, producent, autor piosenek i współpracownik Outkast, powiedział niedawno, że fani raczej nie powinni się ekscytować. André zajmuje się swoimi rzeczami, on i Big Boi swoimi, więc szans na reaktywację - przynajmniej na razie - nie ma.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Oasis | OutKast | Talking Heads | Led Zeppelin
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama