Reklama

Fish w Krakowie: Nie trać czasu i odłóż telefon!

"Do zobaczenia za rok" - powiedział schodząc ze sceny Klubu Kwadrat w Krakowie Fish, były wokalista grupy Marillion. To dość zaskakująca deklaracja, bo przecież 60-letni rockman zapowiadał, że kończy karierę.

Fish regularnie odwiedza Polskę

Szkocki wokalista od lat cieszy się dużą popularnością nad Wisłą, gdzie po raz pierwszy występował jeszcze z Marillion w 1987 r. W sumie w Polsce dał już kilkadziesiąt koncertów w wielu miastach.

Reklama

Obecna trasa odbywa się pod szyldem "Weltschmerz / Clutching at Straws". Fish po raz ostatni wykonuje w całości album swojego macierzystego zespołu Marillion, "Clutching at Straws" z 1987 roku oraz utwory ze swojej najnowszej płyty zatytułowanej "Weltschmerz", której premiera została przesunięta ostatecznie na maj 2019 r.

"Clutching at Straws" to czwarty i ostatni studyjny album Marillion z Fishem w roli wokalisty. Concept album opowiada historię pisarza Torcha, który pogrąża się w alkoholizmie i rozlicza się ze swoim życiem. Jak to nieraz w twórczości Szkota było, to mocno autobiograficzna historia - po nagraniu tego albumu wokalista opuścił macierzysty zespół.

Dzień po występie w Poznaniu (15 października, MTP2) Fish pojawił się na wyprzedanym koncercie w Klubie Kwadrat w Krakowie. Kolejne przystanki w Polsce to Warszawa (18.10, Progresja), Bydgoszcz (20.10, Artego Arena) i Gdańsk (21.10, Stary Maneż).

"Kraków, dobrze być tu z powrotem" - przywitał się ze sceny wokalista, od razu owacyjnie witany przez publiczność.

Repertuar z "Clutching at Straws" przeplatał nowym materiałem - usłyszeliśmy utwory "Man With a Stick", "Little Man What Now", "Waverley Steps" i "C Song". Trzy pierwsze dostępne są na wypuszczonej we wrześniu cyfrowej EP-ce "A Parley With Angels". Całość okraszona charakterystyczną, rozbudowaną konferansjerką.

Już na początku fani dostali antykomórkową tyradę, wymierzoną w słuchaczy, którzy w rękach trzymali wystawione telefony. "Jesteście tu, by być i się bawić, a nie po to by filmować. Cieszcie się koncertem, a nie zasłaniajcie innym. Nie trać czasu i odłóż ten telefon!" - mówił ze sceny, gęsto sypiąc przy okazji przekleństwami.

Jako ostrzeżenie usłyszeliśmy historię fana z niedawnego koncertu z Oslo, który nagrywał niemal cały występ, a potem okazało się, że urządzenie nie zarejestrowało dźwięku.

"Jak gorąco, dzięki, że mogę schudnąć" - mówił ze śmiechem ocierający co chwilę pot z czoła Fish, nawiązując do gorącej atmosfery panującej w klubie. Tradycyjnie sypał anegdotami, dzięki czemu mogliśmy poznać historie sprzed 30 lat, jak choćby tą o powstaniu utworu "Going Under". Piosenka została zarejestrowana w pierwszym podejściu, a skacowany wokalista musiał potem spisywać tekst z taśmy, bo nie pamiętał, jakie napisał tam słowa.

Symbolem upływającego czasu stało się krzesło, na którym od czasu do czasu siadał 60-letni Fish. "No more fucking dances" - zapowiedział obrazowo swoje problemy zdrowotne. Rockman przepraszał też fanów za rozłożone kartki z tekstami piosenek, którymi się posiłkował podczas występu. Akurat jego utwory zawsze były naładowane tekstami, często wieloznacznymi.

Na scenie Fisha wspierali starzy przyjaciele: Steve Vantsis (bas), Robin Boult (gitara), Foss Patterson (klawisze), Gavin Griffiths (perkusja) oraz dośpiewająca chórki Doris Brendel, która również poprzedzała Fisha jako support z własnym materiałem.

"Mam nadzieję, że czekanie będzie tego warte. Zawsze mówiłem, że nie chcę wydawać albumu tylko dla samego faktu, ale chcę wydać płytę, kiedy jest gotowa i kiedy jestem przekonany, że to najlepszy materiał, na jaki mnie stać. To moja ostatnia płyta i chcę, aby była moim najlepszym solowym projektem" - mówił Fish o płycie "Weltschmerz", którą chce pożegnać się ze sceną.

Michał Boroń, Kraków

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Fish | koncert w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje