Reklama

Helloween: Stare bębny i eliksir młodości [WYWIAD]

Andi Deris i Michael Kiske (Helloween) w akcji /Alexandre Schneider /Getty Images

Pandemia nie jest dobrym czasem dla fanów muzyki, ale akurat wielbiciele heavy metalu a konkretnie jednej z największych gwiazd tego gatunku na świecie, czyli Helloween doczekali się właśnie nowego materiału. Imienny album niemieckiej formacji promowany będzie trasą "United Forces 2022", w ramach której grupa zagra 18 kwietnia 2022 r. w MCK w Katowicach.

Helloween nie poprzestali na zjednoczeniowej trasie "Pumpkins United", w której wzięło udział aż siedmiu grających w różnych okresach pod znakiem dyni muzyków. Artyści stworzyli ponad godzinną produkcję, która na znak połączenia sił nazwana została po prostu - "Helloween". Album promuje singel "Skyfall", który został wydany w kilku różnych wersjach. Ta, która znalazła się na płycie trwa ponad dwanaście minut.

W aktualnym, poszerzonym składzie Helloween figurują powracający do składu, grający na gitarze wokalista Kai Hansen oraz wokalista Michael Kiske, a także etatowy frontman Andi Deris, gitarzyści Michael WeikathSascha Gerstner, basista Markus Grosskopf i perkusista Daniel Löble, tworząc wespół imponujący kolektyw zwany "Pumpkins United".

Reklama

Co ciekawe, Dani Löble zagrał na zestawie perkusyjnym Ingo Schwichtenberga, zmarłego w 1995 roku bębniarza i jednego z założycieli Helloween. Fanów grupy z pewnością zastanawia, jak brzmią na płycie głosy trzech wokalistów - Andi Deris, Michael Kiske i Kai Hansen występowali już razem na jednej scenie, ale na jednej płycie spotkali się dopiero po trzydziestu pięciu latach.

Co z tego wynikło? Kulisy powstawania szesnastego już longplaya w dyskografii ikony niemieckiej sceny metalowej odsłonięte zostały zaproszonym dziennikarzom na modnym ostatnio z braku innych możliwości spotkaniu na Zoomie. Trudno na to narzekać. Skoro życie całego świata przeniosło się ponad rok temu do internetu to i Helloween właśnie tam postanowili zabrać głos.

Konferencję z mediami, w której wzięli udział także przedstawiciele Interii, poprzedził odsłuch nowej płyty. Oto najciekawsze pytania i odpowiedzi, które padły chwilę po wybrzmieniu ostatnich taktów muzyki granej przez Helloween w samym środku światowego lockdownu.

Czy będziecie promować album koncertami online?

Michael Kiske: - Wątpię. To nie to samo, co występy na żywo. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie szedłbym w tym kierunku.

Kai Hansen: - Oczywiście kolejny rok lockdownu strasznie nas wkurza, ale co możemy z tym zrobić?

Kto był pomysłodawcą wykorzystania zestawu perkusyjnego Ingo Schwichtenberga na tę płytę?

Dani Löble: - Pomysł przyszedł po koncercie w Hamburgu w ramach ostatniej trasy "Pumpkins United". Podszedł do mnie facet, który powiedział mi, że udało mu się wejść w posiadanie tej perkusji. Pomyślałem sobie - fajnie, jesteś szczęściarzem! Ale potem - gdy spotkaliśmy się aby ustalić jak będzie wyglądała ta płyta, o tych bębnach przypomniał nasz producent, Martin Hausler. Okazało się, że ten gość - Mike - także z nim rozmawiał. Chcieliśmy stworzyć album w oparciu o ducha Helloween, wykorzystując brzmienie z początków tej kapeli, więc wszystko zaczęło łączyć się w całość. Zaprzęgliśmy więc tę starą maszynę w nowe brzmienia i okazało się, że wszystko do siebie pasuje. Gra się na tym oczywiście inaczej, niż na dzisiejszych zestawach, ale zależało nam na brzmieniu lat osiemdziesiątych, cieszę się więc, że udało się tchnąć w  te instrumenty nowe życie.

Skąd się wziął pomysł na lata osiemdziesiąte? Aby poczuć się jak w starych dobrych czasach, czy po prostu dobrze się bawić?

Michael Kiske: - Nie jesteśmy zespołem, który lubi pławić się w jakichś re-aranżacjach tego, co kiedyś powstało. Byłem zaskoczony, że tak wiele świeżych pomysłów wpadło nam do głów, kiedy spotkaliśmy się razem, aby nagrać ten album. Ale żadnego założenia, o którym wspomniałeś nie było. Ta płyta była już gotowa w zeszłym roku, tyle że nikt nie wiedział, co się wydarzy na świecie. Zrobiliśmy ją bardzo szybko i to jest pewną niespodzianką. Myśleliśmy, że lepszy czas na wydanie nowego albumu nadejdzie niebawem, ale skoro się na to nie zanosi, to nie ma co trzymać tych nagrań w szafie.

Kai Hansen: - Nie chcieliśmy, żeby ten album to był kolejny "Keeper of the Seven Keys". Były też pomysły, który dla odmiany - daleko wykraczały poza stylistykę Helloween i uznaliśmy, że w tym kierunku też nie ma co podążać. Czasem  - z mojego punktu widzenia - było tu za dużo Gamma Ray albo za dużo mnie. Więc wiele koncepcji,na które wpadłem, postanowiłem pominąć. Skupiłem się natomiast na tych złotych czasach Helloween, w których - z czego się bardzo cieszę - dane mi było uczestniczyć. Więc gdy słucham "Skyfall" mogę śmiało powiedzieć - tak to jest Helloween z najlepszych czasów, które brzmi dobrze i brzmi mądrze. Nie było jakichś  konkretnych założeń, być może oprócz takiego, żeby pisać dobre utwory. Każdy z nas przyniósł swoje pomysły i wspólnie zdecydowaliśmy, co się nadaje na tę płytę a co trzeba wyrzucić do kosza.

Czy pomysł nagrania wspólnej płyty urodził się podczas zjednoczeniowej trasy koncertowej?

Michael Kiske: - Wtedy przekonaliśmy się, że zespół w tej formule po prostu działa. Oczywiście, cały czas taka ewentualność była z tyłu głowy, ale musieliśmy się przekonać, jak funkcjonujemy w grupie. Nie tylko na scenie, ale i w normalnym życiu. Istniało przecież prawdopodobieństwo, że wszyscy się pozabijamy.

Kai Hansen: - Było to sprawą otwartą i tak jak powiedział Michael, jeślibyśmy mieli się znienawidzić, to gra nie warta byłaby świeczki. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i pod koniec trasy pogadaliśmy o tym, że dobrze byłoby nie tylko grać wspólnie stary materiał, ale i nagrać coś nowego.

To kto jest teraz najlepszym wokalistą w Helloween?

Michael Kiske: - A można to w ogóle stwierdzić? Każdy z nas jest inny. To jest kwestia subiektywna. To co jest najlepsze dla ciebie, nie musi być najlepszym dla kogoś innego. Taka klasyfikacja nie istnieje, bo nie jesteś w stanie przyjąć obiektywnych kryteriów. Natomiast w przypadku pracy nad "Helloween" mieliśmy komfort wyboru. Tam gdzie mój głos sprawdzał się najlepiej, tam też znalazł się na płycie. Podobnie było z Andim i Kaiem. Mając do dyspozycji aż trzech wokalistów, każdy może odnaleźć się dokładnie tam, gdzie czuje się optymalnie.

Dani Löble: - W Helloween mieliśmy trzy różne ery. Na każdą z nich przypadał inny wokal. Teraz wszystko zagrało na jednej płycie i to w tym wszystkim jest najlepsze. Szukanie lepszych i najlepszych nie ma sensu.

Śpiewaliście od deski do deski cały materiał i potem wybraliście najbardziej odpowiadające wam momenty?

Michael Kiske: - Tak, musieliśmy się sprawdzić. Porównywaliśmy czyje partie są bardziej przekonujące.

Dani Löble: - Mix wokali był zresztą bardzo czasochłonny. Pomieszczenie ich wszystkich na jednym krążku i zbalansowanie, aby każdy był dobrze wyeksponowany a przy okazji brzmiał odpowiednio było bardzo trudnym zadaniem.

Na płycie oprócz trzech głosów słychać też aż trzy gitary. Grają solówki, przejścia. Jak to wszystko udało się ogarnąć?

Michael Kiske: - Akurat na płycie nie jest to wielkim problemem. Dużo większym wyzwaniem będzie granie tych numerów na żywo.

Kai Hansen: - Założenie było proste. Ten z gitarzystów, który komponuje utwór gra w nim na gitarze prowadzącej. Gitarę rytmiczną bierze do ręki jeden z dwóch pozostałych. Podzieliliśmy się też partiami solowymi. Czasem pomysłów na dany utwór było tak dużo, że po prostu trzeba było wybierać i to chyba było w tym wszystkim najtrudniejsze. Decydujący głos miał producent i autor kompozycji, który czasem mógł powiedzieć, co pasuje mu najbardziej.

Czy wydając taki album zastanawialiście się jak on wypadnie na żywo, czy odłożyliście ten temat na później?

Michael Kiske: - Wiem, do czego zmierzasz. Płyta to zupełnie inny świat niż koncerty. Nie braliśmy pod uwagę tego, jak poradzimy sobie z tak skomplikowaną materią, gdy przyjdzie nam wyjść na scenę. Najważniejsze, żeby płyta była udana. Najlepsza z możliwych. Jak wykonamy ją na żywo? Pomyślimy o tym później.

Kai Hansen: - Oczywiście, nagrywasz materiał, jak najlepiej potrafisz a przeniesienie go potem na scenę zawsze jest wyzwaniem. Mój pogląd jest taki, że jeśli utwór nie sprawdza się w warunkach scenicznych to... nie jest to dobry utwór. Dobra muzyka zawsze się obroni na żywo, nawet jeśli pozbawiona jest pewnych elementów tworzących ją w studiu nagrań. Na koncertach nie potrzebujesz tych wszystkich detali i upiększeń, które da się wyłapać w domu, słuchając albumu na dobrej klasy sprzęcie. Wersja live będzie zawsze wersją podstawową. Ma być głośno i energetycznie. Nie masz szans usłyszeć tych wszystkich smaczków, które powstają podczas prac studyjnych.

A wiecie już może które utwory z nowej płyty znajdą się na koncertowej setliście?

Dani Löble: - Najpierw niech wróci możliwość grania na żywo! Szczerze mówiąc nie zastanawialiśmy się na tym, bo czasy w których obecnie żyjemy nie pozwalają na organizowanie tras i pewnie szybko się to nie zmieni. Natomiast mamy tyle żelaznych numerów do zagrania, że logicznie na to patrząc może ze dwie, trzy nowe kompozycje się zmieszczą. No, może maksymalnie cztery!

Zjednoczeniowa płyta przypada na czas pandemii. Mocno was przygnębia covidowa rzeczywistość?

Michael Kiske: - Każdy nagrywa płyty wiedząc, że nie ruszy w trasę. Nie jesteśmy wyjątkami. Ale zaplanowaliśmy ten album, nagraliśmy go a na resztę nie mamy wpływu.

A jak wpływało na was oczekiwanie na premierę, bo z tego co słyszeliśmy muzyka była już gotowa w zeszłym roku.

Michael Kiske: - Oczywiście, cały świat znalazł się w pozycji "standby". Cieszę się, że coś udało nam się jednak w tych trudnych latach coś zdziałać.

Dani Löble: - Zdecydowaliśmy, że trasa rozpocznie się w 2022 roku. Moim zdaniem w tym roku po prostu nie da się nigdzie zagrać, mimo że kilka dużych festiwali jeszcze zwleka z oficjalnymi decyzjami. Natomiast wszelkie obostrzenia i regulacje zmieniają się w takim tempie, że planowanie czegoś z małym wyprzedzeniem nie ma sensu.

Czy premiera albumu będzie promowana wideoklipami?

Michael Kiske: - Obawiam się że tak, choć nienawidzę teledysków.

Obecnie mnóstwo zespołów pracuje nad nowymi albumami. Możemy się spodziewać, że każdego piątku będzie pojawiało się kilka, czy nawet kilkanaście premier. Nie obawiacie się, że wasza płyta zniknie wśród całego mnóstwa nowej muzyki? Może lepiej byłoby poczekać jeszcze rok, na nowe lepsze czasy?

Michael Kiske: - Wolałbym żeby ta premiera miała miejsce w zeszłym roku, natomiast cieszę się, że nie zwlekamy już dłużej z pokazaniem jej ludziom. Z całą pewnością jest sporo racji w tym, że pojawi się teraz ogrom nowej muzyki, ale nic z tym faktem nie możemy zrobić. Wszystkim pozostało komponowanie nowego materiału.

Dani Löble: - Pandemia ma na to oczywiście wpływ, ale rynek i tak wcześniej był zalewany mnogością premier. To akurat nic nowego. Wydając nowy album zdajesz sobie sprawę, że inni też wypuszczają w świat swoje dzieła. Nie działamy w próżni.

Macie swoje ulubione utwory na tej płycie? Jeśli tak, czy możecie nam powiedzieć, które to numery?

Michael Kiske: - O tak, jest kilka takich kompozycji. Podobają mi się utwory stworzone przez Andiego i te jego naleciałości muzyką grupy Kiss bardzo fajnie dają o sobie znać. Na pewno "Skyfall" jest moim faworytem. W tym utworze wszystko po prostu świetnie ze sobą współgra. Lubię też bardzo otwierające całość "Out of the Glory", ale prawda jest taka, że decyzja o wyborze moich ulubionych utworów jest niesłychanie trudna, poza oczywiście wspomnianym już "Skyfall".

Jak się czujecie jako zespół, którego znaczną część publiczności stanowią młodzi ludzie. Helloween to już w zasadzie międzypokoleniowy projekt.

Michael Kiske: - Nasza publiczność jest zawsze młoda niezależnie od wieku, ale rzeczywiście, na ostatniej trasie w pierwszych rzędach widziałem całą masę dzieciaków. Czy ten album sprawi, że młodzieży będzie jeszcze więcej na naszych koncertach? Być może, ale mam wrażenie, że my zawsze byliśmy atrakcyjnym zespołem dla młodych generacji. Przynajmniej jeśli chodzi o koncerty.

Kai Hansen: - A ja jak występowałem z Gamma Ray myślałem sobie: kurcze, widzę wciąż te same twarze. Gramy dla tych samych młodych ludzi, co kilkanaście lat temu. Oni się nie starzeją. Myślę, że rodzice wychowując swoje dzieci przekazują im nie tylko system wartości, który wyniosą z domu, jak dorosną ale i to, jakiej muzyki słuchają. To jest odpowiedź, dlaczego te dzieciaki znają nasz repertuar od deski do deski.

Odpowiedzi muzyków zespołu Helloween wysłuchał i opracował Adam Drygalski.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Helloween

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje