Reklama

Reklama

Embrional: Diabeł tkwi w szczegółach (wywiad)

"The Devil Inside", druga płyta Embrional, to, jak mówi w rozmowie z Bartoszem Donarskim Ryszard "Rychu" Sosnowski, milowy krok w rozwoju piekielnej i precyzyjnej twórczości gliwickiej formacji. Mimo problemów zdrowotnych perkusisty Kamila Bracichowicza, które nasiliły się z początkiem tego roku i zmusiły zespół do przełożenia (przynajmniej do wakacji) koncertowej ofensywy, gitarzysta Embrional jednego jest pewien - będziemy walczyć!

Embrional: Diabeł jest w każdej religii

Wygląda na to, że nagraliście jeden z najlepszych albumów 2015 roku na terenie Polski i krajów ościennych, i nie mówię tego tylko dlatego, że mamy dopiero marzec! Nie będę owijać w bawełnę, "The Devil Inside" nokautuje w iście mistrzowskim stylu, i to na co najmniej kilku płaszczyznach, o czym za moment. Humory muszą chyba dopisywać?

- Startujesz z grubej rury <i>(śmiech)</i>. Podsumowania to specjalność dziennikarzy, ale mamy dopiero pierwszy kwartał roku, więc jest zdecydowanie za wcześnie na takie deklaracje. Poza tym ilu ludzi, tyle gustów, no i muzyka to nie zawody sportowe. Ukaże się jeszcze pewnie wiele świetnych albumów w tym roku. Mimo tego, bardzo dziękujemy za tak pochlebne opinie. To daje wiele satysfakcji - wiedzieć, że płyta wzbudza tyle emocji wśród słuchaczy. Jesteśmy z niej bardzo dumni i jest to zdecydowanie powód do dobrego humoru.

Reklama

Diabeł tkwi nie tyle w środku, co w szczegółach, zawartość "The Devil Inside" frapuje bowiem z wielu względów. Zacznijmy od podstaw. Tu na czoło wysuwa się zdecydowanie amerykańska szkoła death metalu. Według mnie najlepiej słychać to w utworach takich jak "(Behind) The Mask Of Sanity" - szybkiej, radykalnej petardzie, w której pobrzmiewają odległe echa Deicide, czy w - znajdującym się na przeciwległym biegunie - przysadzistym "Madman's Curse", gdzie moje myśli mimowolnie kierują się w stronę Immolation z "Here In After" (z naciskiem na "Christ's Cage"!). Czy właśnie te elementy można uznać za swego rodzaju esencję stylu Embrional, z której wydobywacie całą, bogatą resztę?

- Mimo że widzimy to zupełnie inaczej, szanujemy to, w jaki sposób odbierasz "The Devil Inside", ale tak naprawdę wypadkowa naszego stylu jest o wiele bardziej szeroka i pokrętna. Poszczególne elementy tej układanki rzeczywiście mogą nasuwać różne skojarzenia z ww. zespołami, ale raczej jest to ułamek naszych zainteresowań muzycznych. Każdy z nas inspiruje się zdecydowanie innymi rzeczami w muzyce, sztuce czy życiu i tylko w kilku przypadkach one się na siebie jakoś nakładają, czego efektem jest m.in. "The Devil Inside".  Oczywiście darzymy ogromnym szacunkiem wymienione zespoły, ale skłaniamy się raczej do stwierdzenia, że  operujemy czasami podobnymi środkami wyrazu. Jak wspomniałeś, diabeł tkwi w szczegółach i dużej różnorodności, których jest na płycie całe mnóstwo, więc przez cały czas ścierają się ze sobą różne przeciwległe bieguny. Wszystkie te elementy na pewno wzbogacają w jakiś sposób to, co robimy w Embrional.

Powiedzieć, że "The Devil Inside" to wyłącznie wariacja na temat death metalu zza oceanu byłoby niewybaczalnym uproszczeniem. Począwszy od "Evil's Mucus", przez "Funeral March", po trafiony nie tylko pod względem tytułu "In Darkness", w wielu kompozycjach pojawiają się kapitalnie wplecione zagrywki, które uaktualniają wasz styl. Te bardziej nowoczesne partie wybijają się zresztą na jedną z charakterystycznych, choć - co istotne! - dopełniających cech "The Devil Inside". W świecie piekielnego death metalu wydaje się to nawet dość odważne, zważywszy na hermetyczność gatunku i wpisany w to środowisko konserwatyzm. Mimo pojawiających się gdzieniegdzie, z gruntu przestrzelonych zarzutów o "zbytnią nowoczesność", wy jakoś nie macie zamiaru się tym przejmować. I bardzo dobrze! Jak to wygląda z waszej perspektywy?

- Rdzeń i podstawa naszej muzyki na pewno bazuje na elementach, z których wyrośliśmy w końcówce lat 80. i początku lat 90. Jest to cała gama metalu od death, black, thrashu po rzeczy industrialne, doom, psychodelię. Niezależnie od rejonów świata i danej sceny muzycznej, która te gatunki reprezentowała. Tutaj nie ma żadnych ograniczeń dla nas, poza tymi, aby powykręcało nam to w odpowiedni sposób mózgownice. Jednak nie jesteśmy w żaden sposób konserwatywni w tym, co słuchamy i robimy, więc cały czas szukamy, eksplorujemy nowe tematy w muzyce, rozwijamy u siebie już obecne elementy i chętnie zaglądamy w miejsca z góry skazane na odrzucenie przez wszystkich twardogłowych tradycjonalistów. Do otwartych świat należy. Nie rozumiemy za bardzo, co ktoś ma na myśli mówiąc nowoczesny, bo nam kojarzy się to z amerykańskim, niestrawnym nu-metalowym gównem czy coś w tym stylu. Czy może to, że stosując różnego rodzaju zaawansowane rozwiązania rytmiczne i zmienne metrum powoduje, że jesteśmy nowocześni?

- Możliwe, że określenie to według innych dotyczy sytuacji, gdzie obecnie więcej jest na świecie wykształconych muzyków, prezentujących swoje pokręcone pomysły, w sposób który zasadniczo różni się odtwórczo od tego co prezentowali ich koledzy z przed dekady lub dwóch? Nieistotne. Taki mamy pomysł na siebie, a że nie polega on na graniu trzech riffów, skoro mamy cztery instrumenty w zespole, więc łączymy to, co w nas stare i nierdzewne z tym, co pcha nas do pracy nad sobą obecnie. Takie połączenie piekielnego, klimatycznego, mrocznego i smolistego death metalu z bardziej technicznymi rozwiązaniami najbardziej leży nam na duszy. Nie mamy tu na myśli stricte techniki jako celu samego w sobie, w stylu ekstremalnie szybkiego popisywania się mnogością łamańców na gryfie, lecz stosowania pewnych rozwiązań aranżacyjnych, które są niejednoznaczne, trudne, ale bardzo strawne w odbiorze jako całość. To według nas urozmaica wizję Embrional.

Część utworów charakteryzuje też wielce pożądana różnorodność, gdzie gra na szybkich obrotach i dynamika kontrastowane są miażdżącymi zwolnieniami, czego przykłady znajdziemy choćby w "Venom" czy "The Abyss". Nie sądzisz, że to m.in. dzięki takim rozwiązaniom album zyskuje duży potencjał do wielokrotnego słuchania? Innymi słowy, nie jest to muzyka jednorazowego użytku.

- Tak, zdecydowanie dynamika, różnorodność, ukryte smaczki powodują, że musisz podejść do muzyki kilkukrotnie, przez co album nie stanie się zbyt szybko nudny i przewidywalny. Dzięki za świetnie określenie - nie jest to muzyka jednorazowego użytku. Tego oczekujemy i to doceniamy w muzyce, której słuchamy na co dzień. Zależnie od nastroju oczywiście w jakim jesteśmy, lubimy gdy muzyka jest wymagająca i pochłania nas w całości.  Niezależnie czy opiera się ona na kilku monumentalnych dźwiękach jak w Celtic Frost, petardach energetycznych Sodom czy wymagającej schizie w stylu Deathspell Omega, Ulcerate. Do takich albumów się wraca. Czy z "The Devil Inside" ludzie będą mieli podobnie? Tylko pomarzyć, aby tak było w przyszłości.

Wśród faworytów wymieniłby także zwięzły, a jednak wcale nie niejednoznaczny "Callousness" i przede wszystkim "910", którego końcowa część atakuje awangardowo-progresywnymi smaczkami na wzór Obscura, Nocturnus czy Pestilence, choć mi najbardziej kojarzy się z Atheist. Nie jest tego może wiele, ale także i to należałoby uznać za kolejny pierwiastek wyróżniający "The Devil Inside". Czy trop, który wskazałem jest prawdziwy?

- Jak najbardziej dobre spostrzeżenie. Pestilence i Nocturnus od zawsze należą do naszych faworytów. Wpłynęli na nas na pewno mocno. Ich rozwiązania techniczne są zabójcze przy jednoczesnym tworzeniu chorego klimatu. Bardzo lubimy takie połączenia, więc siłą rzeczy nie mogło zabraknąć podobnych u nas, skoro gdzieś to płynie w naszych żyłach od 25 lat. Takie utwory czy pojedyncze rozwiązania, również wnoszą coś nowego do całokształtu "The Devil Inside" przez co słuchacz powinien czuć się cały czas atakowany, wciągany i zaskakiwany. Taki mroczny schizo death metal podlany blackmetalowym klimatem z progresywnymi elementami <i>(śmiech)</i>.

Z innej bajki zdaje się pochodzić za to wieńczący dzieło "Whores, Drugs And Brain Dead", któremu najbliżej chyba do thrashowej chłosty spod znaku Slayera czy Dark Angel. Rozumiem, że wstawienie go na koniec miało swoje uzasadnienie (również z uwagi na "wesoły inaczej" tekst)?

- Thrashmetalowa chłosta na końcu płyty to również efekt naszych fascynacji tym, co działo się w takiej muzyce w czasach jej największego apogeum. Nikt z nas nie wypiera się tego, że Slayer na początku naszej przygody z muzyką metalową, zasadniczo zmienił nasze podejście dosłownie do wszystkiego. Oni ukształtowali nas jako młodzików, co ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy w dorosłym życiu.

Utwór ten zrobiliśmy z myślą o koncertach, z racji jego potencjału energetycznego, ale wyszedł nam na tyle fajnie, że postanowiliśmy go umieścić na płycie jako ciekawostkę, hołd i trochę z przekory, mimo że zupełnie odstaje od klimatu całości "The Devil Inside". Trochę w myśl starej zasady "Sex, Drinks & Metal" Sarcofago.

Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam już czy słuchałem waszego debiutu sprzed trzech lat. W każdym razie, jak odnajdujesz "The Devil Inside" na tle "Absolutely Anti-Human Behaviors"?

- Jest to kolejny etap naszego rozwoju i poszukiwań. Na "Absolutely Anti-Human Behaviors" powoli zaczynaliśmy się poruszać w klimatach mocno już słyszalnych i charakterystycznych na "The Devil Inside", jednak jeszcze nasza wiedza i umiejętności nie pozwalały nam w pełni osiągnąć jakiś konkretny cel. Zresztą tego celu, tak naprawdę, nie mieliśmy jasno określonego od początku. On pojawił się dopiero podczas tworzenia muzyki na nowy album. W tamtym okresie czasu, intensywnie poznawaliśmy się i uczyliśmy się siebie jako przyjaciele, zespół, muzycy.

- To był okres poszukiwań i łączenia własnych wizji we wspólną całość, co zaowocowało tak naprawdę świadomie dopiero w przyszłości, nad pracą i tworzeniem  konceptu "The Devil Inside". "Absolutely Anti-Human Behaviors" jest jeszcze mocno chaotyczny pod względem pomysłów i wykonania, ale jesteśmy dumni z tego wydawnictwa. Tak naprawdę zaznaczył mocniej naszą obecność w undergroundzie. Pokazał stan naszego chorego umysłu. To nadal ekstremalny i pokręcony kawałek death metalu. "The Devil Inside", mimo że posiada słyszalne korzenie z debiutu, jest dla nas zupełnie innym poziomem emocjonalnym, twórczym i wykonawczym. To krok milowy między tymi dwoma wydawnictwami.

Kampania wydawnicza "The Devil Inside" imponuje rozmachem na kilku frontach. Serio, wygląda to naprawdę na zmasowany atak i - co chyba ważne - wpisuje się w undergroundowy etos, na którym z pewnością wam zależy. Jak oceniacie tę wielopiętrową i wieloformatową (CD, winyl, kaseta) ofensywę?

- Tak, zdecydowanie imponuje rozmach i zawziętość w działaniu tych czterech, bądź co bądź niewielkich podziemnych wytwórni, które dla wydania "The Devil Inside" połączyły siły. Ich wiara w ten materiał jest dla nas ogromnym i bardzo miłym zaskoczeniem. Znamy się z nimi bardzo dobrze nie od dziś i wiadome było od początku, że chłopaki mają zamiar ostro ruszyć z promocją materiału na różnych płaszczyznach, ale precyzja i jasno określony plan działania Godz ov War, Old Temple, Hellthrasher i Third Eye Temple dał nam niezłego kopa. Efekty ich pracy są bardzo ciekawe, a to dopiero miesiąc po premierze i czeka nas jeszcze kilka niespodzianek po drodze, które przygotowaliśmy wspólnie. Zresztą wszystkie działania związane z "The Devil Inside" to kooperacja nas wszystkich i tak jak wspomniałeś, nikt nie przekracza dobrego smaku miejsca w jakim jesteśmy, z jakim się silnie utożsamiamy i do jakiego nas magicznie przyciąga czyli niezależny underground, pełen pasji i ambicji. Na bieżąco omawiamy wszystkie pomysły, również te spontaniczne, które wprowadzamy w życie. Niestety, z naszej strony nie możemy w chwili obecnej poprzeć akcji promocyjnych koncertami, ze względu na stan zdrowia Kamila (perkusisty Embrional - przyp. red.).

Na zdjęciach, w grafice oraz w innych okolicznościach pojawia się (jak rozumiem, specjalnie na te potrzeby przygotowana) maska. Coś podobnego (czyli ten czerep z rogami) zaobserwowałem już - wpisany w pentagram - na splicie z Empheris i na okładce debiutu. Kto wykonał ten atrybut, który, jak podejrzewam (wraz z kosą), spełnia też swoje koncertowe zadania trwożąc ludność okolicznym miast i wsi?

- Wzór na splicie z Empheris był autorstwa Khaosa. Motyw czaszki z tego coveru nie jest tym, który chwilę później zaczął się pojawiać na naszych wydawnictwach, by w końcu zmaterializować się i być elementem kojarzonym tylko z Embrional. Głowa, maska, wizerunek naszego własnego wewnętrznego diabła została zrobiona przez Mariusza Krajewskiego, odpowiedzialnego również za logo i nasze wszystkie okładki, poza wyżej wymienioną. To jeden z naszych atrybutów scalający muzykę, obraz i teksty w Embrional. Również podczas koncertów. Jak puzzle. To coś, co nas personifikuje. Oblepiająca, ponura wydzielina łącząca różne stany świadomości pod wspólnym mianownikiem - zło, szaleństwo, choroba jako bardzo potężna siła sprawcza. Diabeł jest w każdej religii, dziedzinie życia, świadomości każdego człowieka czy przeciwległych sobie społeczeństwach. Trucizna, która niszczy i daję siłę.

Wykonawczo "The Devil Inside" zamiata z okrutną wręcz precyzją. Meandrujące solówki przywodzą na myśl popisy Roberta Vigny, a niektóre partie Kamila to po prostu mistrzostwo świata. W tym sensie wasze podejście, czy też filozofia grania, wydaje się sytuować Embrional z dala od podziemnego prymitywizmu, który - mimo swoich oczywistych walorów - często pełni rolę maskującą warsztatowe niedostatki. Jak to wygląda z waszego punktu widzenia?

- Uwielbiamy precyzyjne, bestialskie cięcia, które jak jadowite ugryzienie, powoli acz stanowczo i nieuchronnie prowadzi do zgonu ofiary - słuchacza. Nie mamy nic przeciwko prymitywizmowi, jeśli oczywiście emocje idą w parze z zachowaniem pewnych podstawowych zasad muzyki, lub jej brakiem, ale są wykonane na odpowiednim poziomie. Jak w każdej sztuce, zawsze jest i powinien być element własnej interpretacji autora.

- Słuchamy muzyki z naprawdę wielu różnych biegunów. Oczywiście bagno z warsztatowymi niedostatkami mocno kłuje nas w uszy, więc ląduje szybko w szambie. Trzeba oddzielać muzykę dobrą od złej, mimo spektakularnie różnych gustów odbiorcy. Sami przesłuchujemy i kupujemy ogromne ilości różnych pozycji, więc wiemy, ile się trzeba napocić, by to wszystko przebrać na odpowiednim sicie. Jeśli jednak chodzi o nasze podejście do muzyki, jaką sami prezentujemy, to staramy się aby była na jak najlepszym poziomie wykonawczym. Jak wspomniałeś, słychać to m.in. po pracy perkusji, solówkach i niektórych zawiłych motywach gitarowych. Każdy z nas poświęca wiele godzin z życia, aby to doskonalić i przekraczać kolejne bariery mózgu.

Z innej beczki. O co chodzi z tym Sauronem w płaszczu Gestapo na okładce "The Devil Inside"?

- W sumie to zabawne, ale podobieństwa zauważyliśmy dopiero, gdy kilka innych osób zwróciło na to uwagę. Może po prostu to ten diabeł wewnątrz <i>(śmiech)</i>?

Na koniec tradycyjne pytanie o koncerty. Szykuje się coś poważniejszego w tej materii w ramach promocji "The Devil Inside"?

- Przed premierą "The Devil Inside", jak również na kilka miesięcy po, mieliśmy już nagranych kilka bardzo mocnych i znaczących dla promocji płyty i dla nas koncertów, ale ze względu na problemy zdrowotne naszego perkusisty, które nasiliły się z początkiem roku, zmuszeni byliśmy wszystkie odwołać, co najmniej do wakacji. Nie wiemy jeszcze, jak sytuacja się potoczy, ale jedno jest pewne - to mocno podcięło wszystkie działania promocyjne związane z "The Devil Inside". Koncerty byłyby taką przysłowiową kropką nad i oraz konfrontacją ludzi z nami. Bardzo chcemy pokazać ten materiał na żywo, jego moc i hipnotyczną atmosferę, jednak zdrowie jednego z głównych trzonów zespołu jest dla nas priorytetem. Co przyniesie przyszłość, tego nie wiemy, ale walczymy, żeby było OK.

Posłuchaj całej płyty "The Devil Inside" Embrional:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Embrional | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje