Reklama

Catz 'n Dogz: Współpraca z innymi artystami zawsze nas nakręca

Wojciech Tarańczuk i Grzegorz Demiańczuk, czyli Catz 'n Dogz /Jesus Ugalde /materiały promocyjne

30 września odbyła się premiera nowej płyty Catz 'n Dogz, pt. "Punkt". Grzegorz Demiańczuk i Wojciech Tarańczuk opowiedzieli nam o powstawaniu płyty, gościach, którzy się na niej znaleźli oraz o swojej pozycji na polskiej scenie.

Ignacy Puśledzki, Interia.pl: Za oknami jesień, a wasza nowa płyta, pt. "Punkt" doskonale wpasowuje się w tę aurę. Celowo czekaliście z premierą tego materiału?

Grzegorz Demiańczuk: - Album nie był planowany na jesień, tylko na wiosnę. Kiedy robiliśmy te utwory, to nie myśleliśmy, do której pory roku będą one pasować. Tak było w przypadku poprzedniego albumu, pt. "Moments", który zrobiliśmy podczas pandemii i tam było takie zamierzenie, żeby umilić czas siedzenia w domu. On miał tak otulać. Tutaj bardziej skupiliśmy się na języku polskim, z którym pozwoliliśmy sobie właśnie trochę poeksperymentować, pobawić się nim i zaprosiliśmy wielu fantastycznych wokalistów. Nie mieliśmy założenia, że album wyjdzie na jesień, ale tak jak mówisz, mnie także się wydaje, że fajnie to wyszło i pasuje do tej części roku.

Reklama

Wojciech Tarańczuk: - Ja przyznam, że trochę straciłem rachubę. Tak długo zajęło produkowanie tego albumu, że bardziej skupiam się teraz nad jego treścią, niż nad brzmieniem. Teraz zastanawiam się jak się w ogóle do niego ustosunkować, próbuję zrozumieć, co on dla mnie znaczy.

Czytaj także: Catz 'n Dogz i Krzysztof Zalewski razem. Posłuchaj utworu "Chmura"

Już prawie 20 lat zajmujecie się muzyką, przez ten czas zwiedzieliście kawał świata. Jak wygląda wasza sytuacja na rynku polskim?

G.D.: - Kiedy zaczynaliśmy, muzyka elektroniczna nie była w Polsce aż tak bardzo popularna. To się cały czas zmienia, pojawiają się coraz ciekawsi artyści, którzy tworzą niesamowite produkcje w języku polskim i bardzo ich lubimy. Nasza pozycja od pewnego czasu zaczęła się bardzo zmieniać. Ludzie zaczęli nas odkrywać, dowiedzieli się o naszych sukcesach zagranicą i trzeba przyznać, że w Polsce mamy teraz naprawdę najlepsze imprezy. Przychodzi na nas fajna mieszanka ludzi i młodych, i starszych. Ludzi, którzy znają naszą muzykę i tych, którzy dowiedzieli się skądś o niej i chcą posłuchać, co to jest. Większość osób, które przychodzi na nasze koncerty i DJ sety jest otwarta, fajnie reaguje na to, co gramy, możemy sobie na pozwolić tutaj na wiele, bo też możemy czymś ich zaskoczyć. Nasza publiczność w Polsce ostatnio bardzo się powiększyła. Bardzo cieszy, ale nie zależy nam też na tym, żeby zbudować jakąś większą popularność czy rozpoznawalność. Zależy nam na tym, żeby ludzie odkrywali naszą muzykę, przychodzili na koncerty i sprawdzali, co chcemy im pokazać.

To pytanie będzie trochę zaczepne: duet tworzący elektronikę, który bardzo dobrze radzi sobie za granicami kraju, musi pozwolić sobie na album z polskimi wokalistami, żeby mocniej zaistnieć na polskim rynku?

G.D.: - Nie, w ogóle. Nie taka była intencja. Postanowiliśmy zrobić ten album po polsku, bo chcieliśmy poeksperymentować, a praca z polskim wokalem była dla nas dużym wyzwaniem. Często pracujemy z wokalem angielskim czy hiszpańskim, który traktujemy bardziej jako instrument, bo jednak bardziej zwracamy uwagę na melodię, a niekoniecznie skupiamy się na słowach.

W.T.: - Wokal można w elektronice różnie wykorzystać, jest bardziej dźwiękiem, melodią. Często zapętla się jakiś wers, nie przejmując się za bardzo jego znaczeniem. W muzyce tworzonej w języku ojczystym, nawet jakbyśmy nie chcieli, to zawsze na tę treść będziemy bardziej zwracać uwagę. Tekst zrozumiesz nawet jeśli kompletnie nie będziesz się na nim skupiać. Tutaj treść była dla nas na pierwszym miejscu.

G.D.: - A wracając do twojego pytania, wydaje mi się, że tutaj było odwrotnie. Nie robiliśmy tego albumu, że zdobyć większą popularność, tylko dzięki temu, że nasza popularność zaczęła trochę rosnąć w kraju, to łatwiej nam było nawiązać kontakt z takimi wspaniałymi wokalistami.

Czytaj także: Kayah z klipem na Wawelu. Posłuchaj piosenki "Odnaleźć siebie"!

Album jest dość spójny lirycznie. Dawaliście wokalistom tematy piosenek, jakieś słowa klucze?

W.T.: - Nie było sytuacji na zasadzie: “Ok, nagraj sobie co tam chcesz". Weźmy chociaż numer z Łoną. Oryginalnie ten podkład nazywał się "Nic" i taką właśnie tematykę mu zasugerowaliśmy: Czy dobrze jest nic nie robić? Czy czuć się za to winnym? Myślę, że przez to, że w social mediach tak mocno zwraca się uwagę na to jak się zachowywać, to wiele osób, szczególnie w dużych miastach, ma coraz większe kłopoty z wyborem: co tak naprawdę robić w życiu, jak ma prowadzić swój związek, jaką karierę wybrać, itd. Czytałem dużo artykułów o tym, że ludziom coraz dłużej zajmuje zdecydowanie się na konkretną karierę, coraz częściej odkładają zakładanie rodziny, dużo osób teraz często zmienia pracę. Myślę, że takie zmiany w życiu ludzi, to jest aktualny temat i chcieliśmy go poruszyć na płycie.

Kiedy tworzymy utwór dla kogoś, to skupiamy się tylko na muzyce, ale jeśli piosenka ma trafić na naszą płytę, to zdecydowanie konsultujemy to.

Były jakieś problemy? Ktoś przyszedł z tekstem i powiedzieliście: "O nie, nie. Tu musimy pozmieniać"?

W.T.: - Była taka sytuacja, ale może nie mówmy, z którym artystą. Z resztą, nie wiem czy można tak to nazwać, że był jakiś problem. Muzyka to jest kolaboracja, muszą być 2 osoby.

G.D.: - Każdy ma jakąś swoją wizję. Fajnie, że ze wszystkimi udało nam się porozumieć. My jesteśmy raczej otwarci, artyści, których zaprosiliśmy do współpracy też, więc koniec końców, udało nam się porozumieć.

Rozmawiałem niedawno z Kayah i ona powiedziała, że współprace z innymi artystami są dla niej trochę jak takie artystyczne przetaczanie krwi. Jak wy odbieracie kolaboracje muzyczne, a zwłaszcza już takimi postaciami jak Kayah?

G.D.: - Kayah jest legendarną postacią na polskiej scenie. Ma genialny wokal, pomysły i przede wszystkim jest otwarta. Było to widać, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Mieliśmy super czas na Fest Festivalu, gdzie pierwszy zrobiliśmy taki premierowy koncert i bardzo się cieszę, że nam się udało coś wspólnie zrobić. Jak najbardziej rozumiem Kayah, bo współpraca z wokalistami dodaje coś wyjątkowego do naszych utworów i bardzo nas to inspiruje. Wokal jest takim specyficznym instrumentem, który dużo do muzyki dodaje. Kiedyś się go baliśmy, a teraz robimy to często i współpraca z innymi artystami zawsze nas nakręca.

Macie na płycie zarówno młodzików, jak i scenicznych wyjadaczy. Z kim się łatwiej porozumieć?

W.T.: - Bardzo dużo na ten temat rozmawialiśmy podczas robienia płyty. Wydaję mi się, że to zależy od charakteru, a nie od wieku czy stażu. Ja jestem w ogóle trochę przeciwny takiemu porównywaniu i generalizowaniu - wszystko zależy od tego, gdzie się wychowujesz, w jakiej rodzinie, jakiego masz menedżera i jakie masz podejście do swojej sztuki. Mówiliście o Kayah. Kiedy widzisz kogoś, kto ma za sobą 30-40 lat kariery, budujesz sobie w głowie obraz kogoś, kto jest wyniosły, z nikim nie rozmawia, wszystko załatwia przez menedżera. Poznaliśmy Kayah i okazała się wspaniała. Spędziliśmy razem cały wieczór, piliśmy wino, rozmawialiśmy, wymienialiśmy poglądy. Więc zależy to moim zdaniem od człowieka, nie od generacji. W muzyce ludzie bardzo odbiegają od norm. Artyści muszą być w pewnym sensie osobami niezależnymi, więc jako ludzie bardzo się różnią i obierają różne drogi.

G.D.: - Młodzi ludzie w ogóle zawsze chcieli się odróżnić się od innych.

Ale wydaję mi się też, że młodzi artyści dziś bardziej profesjonalnie podchodzą do swoich karier, niż np. 20-30 lat temu. Zauważacie coś takiego?

G.D.: - Zależy kto (śmiech). Może się tak wydawać, bo dzisiaj są większe możliwości dystrybucji muzyki i pokazania się szerszej publice. Wcześniej nie było tak łatwo samemu się wydać. Teraz wystarczy zrobić coś, co stanie się viralem, przez to może wyłapać cię np. profesjonalny menedżer albo osoba, która pomoże ci tą karierę poprowadzić.

Kogo z "młodych" warto dziś na polskiej scenie obserwować?

W.T.: - Mata jest dla mnie osobą, którą śledzę od początku jego kariery. To było dla mnie coś takiego czystego. Bardzo mi przypominał mnie samego z czasów młodości. My też zawsze mieliśmy do siebie duży dystans z Grzegorzem. Śledzę jego karierę i ciekaw jestem, w którą stronę się to dalej potoczy - czy on naprawdę się bardziej upolityczni? Problem z byciem głosem pokolenia jest taki, że prędzej czy później pokolenie dorasta. Zobaczymy co się z nim będzie działo.

G.D.: - Dla mnie to będzie Baasch, którego ostatni album, pt. "Noc" był naprawdę fajny. To połączenie polskiego wokalu z elektroniką bardzo mi się podobało.

Wiem, że planujecie coś spektakularnego podczas koncertów promujących "Punkt". Opowiedzcie więcej!

G.D.: - Staraliśmy się stworzyć specjalny show z wizualizacjami, zaproszonymi wokalistami, którzy będą z nami występować na żywo oraz tancerzami. Chcieliśmy, żeby to było coś specjalnego. Stawiamy sobie zawsze wysoko poprzeczkę i lubimy, kiedy nas też bawi to, co robimy.

W.T.: - Przede wszystkim skupiliśmy się na tym, żeby te koncerty zupełnie różniły się od naszych DJ-setów. Zagramy piosenki w wersjach, których nie można znaleźć na płycie, to będzie zupełnie inne doświadczenie. Jesteśmy znani z tego, że na naszych imprezach jest zabawa, jest kontakt z publiką, a tutaj to będzie doznanie bardziej mistyczne, będzie można się trochę wyłączyć. Będą wokaliści, ja coś nawet krzyknę do mikrofonu, zagramy na różnych dodatkowych instrumentach... Myślę, że fajnie to wyszło. Zapraszamy, bo nie wiadomo, kiedy później będziemy to powtarzać. 

Czytaj także: Baasch: Tam, gdzie kończy się melodia, zaczyna się brzmienie [WYWIAD]





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy