Reklama

asthma: Nie brakuje tematów do poruszenia

asthma opowiedział o debiutanckiej płycie "Manifest" /Oskar Machalski /materiały prasowe

Wypuścił jeden numer i rozdzwoniły się telefony z propozycjami wydania płyty. To był dobry moment, żeby nagrać przebój, ale on wolał wypuścić płytę pełną protest songów. W rozmowie z Interią asthma opowiada o powstawaniu płyty "Manifest".

Ignacy Puśledzki, Interia.pl: Wydałeś "Centralę" i twoja kariera ruszyła z kopyta. Wielu młodym twórcom może się z zewnątrz wydawać, że to wymarzona sytuacja, ale sam mówiłeś w wywiadach, że psychicznie nie zrobiło ci to najlepiej. Miałbyś jakieś rady dla osób, które czekają na taki strzał jak "Centrala"?

asthma: - Chyba żeby mieli dystans do tego, z kim gadają i do słów, które słyszą. I żeby się trzymali tego, co chcą robić. Pewnie w wielu sytuacjach wygląda to inaczej, ale w zależności od tego z iloma i z jakimi osobami rozmawiasz, to na pewno się zmienia. Ja miałem akurat tak, że rozmawiałem z dużą liczbą osób, i wszyscy byli zupełnie inni, i większość tego co mówili, motało mi w głowie. To było trochę jak wzięcie dzieciaka, który nie ogarnia w większości, co do niego mówisz i taka sytuacja przynajmniej u mnie sprawiła, że już totalnie nie kumałem. gdzie chcę sam to pociągnąć, co z tym zrobić, komu mogę zaufać, a komu nie. I to było ciężkie. Mówiłem w rozmowie z Marcinem Flintem o sytuacji z Magierą. Napisał do mnie Magiera i mieliśmy razem, zanim jeszcze poznałem Młodego, tę płytę zrobić. Później totalnie się zagmatwałem i powiedziałem Tomkowi, że jednak odpuszczam. Trochę się zdenerwował, bo przed chwilą wszystko było OK, teraz  rezygnuję, więc skąd taka zmiana... A ja sam już w tym momencie nie ogarniałem czego chcę. Starałem się to wszystko przemyśleć, zrobić krok w tył na chwilę, spojrzeć na to z boku, zastanowić się, co mnie przekonało, co kto mówił i jaki jest. Ale ciężko to było wyczuć, tym bardziej jak się nie zna ludzi. Na pewno trzeba się starać, żeby się nie dać wybić z jakiegoś toru na którym się pędzi, bo to nieważne czy to zrobi ktoś z wytwórni, czy jakiś zwykły ziomek - nie jest dobrze jak ktoś cię zbija z tropu.

Reklama

Podejrzewam, że dużo osób może sobie wyobrażać, że jak podpisałeś kontrakt z Def Jamem, to nagle twoje życie zmieniło się o 180 stopni i teraz jesteś po prostu panem świata. A przecież przeszliśmy przez krakowski rynek i nikt nas nie zaczepił (śmiech).

- Akurat tego jest coraz więcej. Sam się dziwię, bo przez ostatnie dwa, trzy miesiące bardzo dużo spotykam ludzi, którzy mnie kojarzą i to jest mega miłe. No ale jeżeli chodzi o kwestie finansowe, to się zbytnio nie zmieniło. Jest lepiej, zwłaszcza, że gramy teraz trasę, ale nie jest to takie hop siup, żeby zacząć robić muzykę i się z tego utrzymywać.

Na twojej płycie już w pierwszym kawałku uderzył mnie bardzo prosty, a wydaje mi się znaczący wers: "Jak czujesz wku*w, to się zbuntuj". To w zasadzie bardzo proste, a z drugiej strony wydaje się, że bardzo dużo ludzi dalej tego nie kuma. Jest sporo oburzenia na wiele spraw w tym kraju, ale nie ma tego drugiego członu, czyli tego buntu.

- Zależy kto jakich akcji wymaga, ale wydaję mi się, że samo rozmawianie o problemach i nagłaśniane ich, to jest bardzo dużo. Szczególnie, że z wielu stron próbujemy zostać uciszani. No a czemu nie idzie to dalej, mimo takiego masowego sprzeciwu i tak długiej już dyskusji na temat tego, co się u nas w kraju dzieje i w ogóle na świecie, to nie wiem.

Myślisz, że czemu ci najbardziej popularni raperzy nawet jeśli próbują na coś zwrócić uwagę, to raczej półsłówkami, albo rzuconymi gdzieś z tyłu hasłami typu "J***ć PiS"? Myślisz, że boją się utraty części słuchaczy? U ciebie nie ma skrótów.

- Część pewnie się obawia, część nie chce wyrażać swoich poglądów, bo może myśli, że muzyka to nie jest miejsce i czas na to, żeby je wygłaszać, może nie chcą tego robić, bo się tym nie interesują. Ile ludzi, tyle przypadków - wariantów jest multum. Ale nawet takie powierzchowne poruszenie jakiegoś tematu może być trafne. Widzisz, Marcin Flint też wspominał, że podczas koncertu Maty publiczność krzyczała "J***ć PiS", ale krzyczała nawet w trakcie minuty ciszy dla dziadka Maty, co było średnie. Można mówić o polityce dobrze i źle, tak samo można rozmawiać o miłości obrzydliwie, albo romantycznie.

Wywołałeś Matę... Słuszny hejt o tą akcję z McDonaldem?

- Ja w ogóle uważam, że bluzgi i wyzywanie go za to, że zrobił sobie kampanię w McDonaldzie jest słabe, bo po co mamy się obrażać nawzajem. Wiadomo, że w każdej sytuacji można wyrazić swoje zdanie, tak jak przed chwilą mówiliśmy - pozytywnie, albo negatywnie. Ja nie zrobiłbym kampanii w McDonaldzie ze względu na to, że nie lubię kapitalizmu i nie jem mięsa, a sam McDonald's jako knajpa mi nie odpowiada. Ciężko powiedzieć, że słusznie albo niesłusznie, bo z jednej strony wszyscy robimy, to co chcemy, a z drugiej, wydaję mi się, że można wyrazić swoje zdanie na temat tak jak na każdy inny ze swojej perspektywy. Można powiedzieć: "Nie zgadzam się, nie odpowiada mi to, bo McDonald's jest zły, bo X, Y, Z". Ale obrażanie kogokolwiek jest bez sensu, tym bardziej że chłop nic nikomu nie zrobił. Nie znam Michała, ale nie wydaje mi się, że chce dla kogoś źle. Po prostu robi sobie muzę, jest młodym gościem i lubi McDonalda, więc zrobił sobie reklamę w McDonaldzie i mam wrażenie, że w tej sytuacji największe oburzenie było jednak ze strony mediów, które bardziej niż on sam stworzyły jego wizerunek jako jakiegoś narodowego bohatera, od czego on sam otwarcie mówi, że stroni. Ten status głosu pokolenia cały czas gdzieś wokół niego lawiruje, wokół mnie tak samo i ja też tego raczej nie lubię. A Mata może i zrobił "Patoreakcję", czy "Patointeligencję", ale raczej nie porusza tematów politycznych.

Faktycznie urósł wokół niego jakiś taki balon, nie wiadomo z jakiego powodu, co dzisiaj (rozmawiamy w dniu premiery utworu "MC" - tłum. red.) zresztą sam podkreślił w wersach "Widzą we mnie Eminema / I chcą żebym był Magikiem / Słyszą głos pokolenia / I czekają na manifest". Myślisz, że określenie "Manifest" (tytuł płyty Asthmy - przyp. red.) padło tu nieprzypadkowo?

- Nie wiem czy tak faktycznie było, ale jeśli już, to wydaje mi się, że to był raczej przytyk w stronę "Krytyki Politycznej", bo napisali w artykule, że czekali na moją płytę...

...i zawiedli się na Macie.

- Tak, zawiedli się na Macie i generalnie bardzo duża część tego artykułu, to było porównywanie nas.

Co było kompletnie niepotrzebne, moim zdaniem.

- To się zdarza, bardzo często w sumie. Trochę mnie to dziwi, bo może nie znam jego twórczości w bardzo zaawansowanym stopniu, ale wydaje mi się, że to oczywiste, że on nie sięga po status, który media mu przypisują. To, że czyjeś oczekiwania zostały tutaj spalone i nie przetrwały, to jest wina ludzi, którzy te oczekiwania mieli, a nie samego Maty.

Jak już jesteśmy przy tych oczekiwaniach... Nie masz obawy, że przyklei się do ciebie pewna łatka i jeśli np. za 2-3 lata będziesz chciał zrobić zupełnie inny album, to ludzie stwierdzą, że asthma się skończył, że już nie jest taki wyszczekany jak był, że teraz kalkuluje?

- Nie trzeba czekać 3 lata żeby taki projekt powstał, bo wystarczy poczekać na następny.

Coś się już dzieje?

- Skrobię sobie coś już. Generalnie od samego początku pracy nad "Manifestem" czułem, że chcę po prostu wywalić z siebie to wszystko co w sobie miałem na tyle konsekwentnie i odpowiednio, żeby nie mieć poczucia, że nie wycisnąłem z tego tematu tyle ile bym chciał. Oczywiście ciężko mi powiedzieć, że napiszę, czy że nie napiszę następnych utworów o tym co się dzieje, bo to zawsze jest jakieś zwierciadło tego, co się dzieje w nas samych.

Nawet czasem nie tylko w nas samych...

- No właśnie. Teraz po raz pierwszy mam coś takiego, że w ogóle nie przychodzą mi do głowy te tematy, jak sobie klepie nowe rzeczy. To mi się bardzo podoba akurat, bo w sumie pierwszy raz odkąd pisze teksty muzyczne, mam w głowie zupełnie inne spektrum i paletę tematów niż rok temu. Ale myślę, że prędzej czy później znowu napiszę jakiś song o tym, co się odpie*dala, bo nie brakuje tematów do poruszenia. Z dnia na dzień się coś kurde dzieje, już człowiek nie nadąża za tymi głosami z całej Polski, a co dopiero z całego świata. To sięga takiego absurdu, że w moim przypadku ciężko jest powiedzieć, że już nigdy nie zrobię takiej piosenki. Na pewno to zrobię. Nie wiem jeszcze kiedy, ale to się pewnie stanie. Na razie sobie piszę o innych rzeczach i tak jak mówię, bardzo mi to odpowiada. A jeżeli zrobię coś innego i czyjeś oczekiwania legną w gruzach, to tak jak mówiliśmy wcześniej - to jest jego problem tak naprawdę. Normalna sprawa. Dobrym przykładem wydaje mi się Nas. Jego drugi album jest zupełnie inny od "Illmatic". Wiadomo, że tam się przewijają w dalszym ciągu takie a nie inne tematy, ale mimo wszystko zdjął na nim nogę z pedału mocnego, brudnego i agresywnego, pewnego rodzaju wściekłości i takiego młodzieżowego wku*wu. I dobrze mu to wyszło. Chyba w "Ewolucji hip-hopu" albo w jakimś innym serialu mówił, że po "Illmaticu" chcieli cały ten sound, który stworzyli popchnąć dalej, żeby był trochę bardziej przystępny dla ludzi, którzy nie lubią takich ciężkich tematów i brzmień. Trudno mówić o tym, jak się będzie tworzyć w przyszłości.

Oczywiście, że tak. To jeszcze w takim razie nim pójdziemy w przyszłość, to zostańmy przy "Manifeście". Nawinąłeś o tym, żeby zapisać numer do prawnika na ręce, idąc na manifestację. Spotkało cię coś przykrego podczas którejś?

- Na manifestacjach aż tak, żeby mnie zawinęli, to nie. Ale ja generalnie sytuacji z niebieskimi mam, ku*wa, na pęczki i to mnie doprowadza do białej gorączki. Ostatnio jechałem do Warszawy, o godzinie ósmej rano przychodzę na dworzec, odpalam petka i: "Dzień dobry, kontrola". Kolejny raz tłumaczysz im prawa, a oni dalej swoje. "Niech Pan pokaże kieszenie". Ja im mówię: "I tak wiecie, że nie możecie", pokazując jednocześnie te kieszenie. I znowu jakieś durne pytania w stylu: "Tutaj podobno ktoś ma narkotyki, czy pan bierze narkotyki?" Tak... Jadę w tym momencie do Warszawy i jest godzina ósma rano, no więc nie. Nie jestem pod wpływem narkotyków, bo chyba mało ludzi jest naćpanych o ósmej rano w drodze na pociąg...

Może być różnie (śmiech).

- Ale ja takich sytuacji mam na pęczki, więc na pewno gdy będę pisać o moim prywatnym życiu w większym stopniu niż do tej pory, policjanci będą się często w mojej twórczości przewijać, bo po prostu cały czas mnie k***a napastują (śmiech).

Nie obraź się: Pytasz polityków: "Co wy, k***a, wiecie o aborcji?". A co dwudziestoletni asthma wie o aborcji?

- Ale tu właśnie nie chodzi o to, co ja wiem. Jakby nie było, największymi decydentami w naszej polityce rodzimej, są faceci. Więc co oni, k***a, wiedzą o aborcji, że podejmują decyzje w tej sprawie? Pytanie jest skierowane do nich, bo to oni sobie uzurpują prawo do tego, żeby decydować na ten temat. Gdybym ja się zapuścił na taką decyzję, do której uważam, że nie mam prawa, to skierowałbym to pytanie do siebie. To pytanie można oczywiście odebrać w ten sposób, wiadomo. Ale precyzując, właśnie o to mi chodzi. Ś.P. Pani Iza więcej wiedziała na temat aborcji i tego, jak to jest w ogóle być w ciąży i mieć problemy z tą ciążą, nie móc jej usunąć, niż k***a Jarosław Kaczyński, który nie ma dzieci.

Ale właśnie, jak słuchałem wywiadów z tobą i rozmawiamy sobie teraz, to mówisz bardzo dojrzale, bardzo merytorycznie, wiesz o czym mówisz i mówisz to bardzo spokojnie, natomiast w kawałkach jednak krzyczysz, wzywać i używasz agresywnego języka. Nie boisz się, że to cię stawia w tej dyskusji na straconej pozycji? Że będziesz odebrany jako młody krzykacz, którego nie warto traktować poważnie?

- Ja akurat jestem osobą, która w ogóle nie patrzy na ludzi na zasadzie: młody - stary. Nie byłbym w stanie na przykład zapomnieć o całym sensie wypowiedzi człowieka dlatego, że jest młodszy ode mnie, a ja mam powiedzmy 50 lat i uważam, że wiem więcej o życiu niż on. Liczą się tak naprawdę tylko słowa i to co ktoś próbuje nimi przekazać w tym kontekście akurat. Ktoś starszy od Martina Luthera Kinga mógłby powiedzieć w latach, kiedy on zaczynał, "Ty jesteś k***a młody i niepoważny, weź się nie wygłupiaj i nie pie*dol tu nam, tylko idź do roboty", no nie? Myślę, że nawet jak mu ktoś, i pewnie tak było, tak powiedział, to dalej robiłby swoje. Szczerze mówiąc, nie myślę o moich słowach w kontekście tego, czy jak wypuszczę dany utwór, powiedzmy "Shut the fuck up", to ktoś zaszufladkuje mnie jako popierającego PO albo powie, że jestem za Tuskiem, no bo koleś mnie nie zna.

No wiesz, w tym kraju podział jest zerojedynkowy: albo jesteś pisiorem, albo jesteś lewakiem (śmiech).

- Tak, tak. Ale to mimo wszystko cały czas świadczy o słuchaczu, więc w ogóle nie myślę o swoich tekstach w kontekście tego, czy ktoś coś pomyśli, o tym jak ja to mówię, tylko po prostu mówię to, co czuję i kładę to na papier. Potem idę przed mic'a i cieszę się robieniem muzyki.

No to o tej muzyce trochę... Mamy Młodego na płycie - świetny wybór, bo ten buntowniczy vibe idzie w parze z jego produkcjami. Myślisz, że gdybyś faktycznie zrobił płytę z Magierą, albo z jakimkolwiek innym producentem, to ta płyta mogłaby mieć inny charakter w ogóle? Jak bardzo to było zależne od tego, że miałeś bit właśnie Młodego właśnie?

- No w ogóle jak żeśmy się poznali z Łukaszem, to przestałem szukać producenta. I wydaje mi się, że to, że nie udało mi się zrobić tej płyty z kimś innym, a udało się z Łukaszem, to po prostu jest najlepszy wyznacznik tego, że to się po prostu nie mogło inaczej odbyć. Jak to Flint mówi, "krasnoludzki hip hop" Młodego tutaj się sprawdził. Kurde, jak puściłem sobie pierwszy raz folder z bitami Łukasza i zaczęliśmy działać to wiesz... Nigdy nie miałem wcześniej takiej sytuacji, że wybierasz jeden, drugi, trzeci, siódmy, dziesiąty i trzydziesty bit i każdy jest po prostu wow.

Jak wyglądała praca nad wspólnymi kawałkami?

- Super mi się pracowało. Ja jestem takim tekściarzem, że sobie siedzę sam i klepię. Wiadomo, że czasem się coś zmieni w studio, posiedzi i zrobi coś inaczej, ale ja bardzo lubię taką sferę, którą sobie tworzę jak piszę, znikam gdzieś w jej czeluściach i na ileś godzin mnie nie ma zupełnie. I w sumie raczej tak to się odbywało, bo taka praca stricte tekściarska dla mnie to jest "ty i komputer/notatnik" i wiadomo, że takie aranżacyjne, miksowe i nawijkowe historie to już później się dogrywa, ale tekst piszę sam.

Wyobrażasz sobie współpracę z innymi producentami, czy raczej powstał duet jak chociażby Łona i Webber?

- Na pewno nie stworzę z nikim takiego duetu jak z Łukaszem i nawet jeśli powstaną kolejne takie współprace z moim udziałem, to będzie to coś innego. Ale ja na to patrzę trochę jak na Gang Starr, który w przypadku mnie i Łukasza jest moim zdaniem najbardziej trafnym porównaniem, ze względu na naszą więź. Tak samo Guru robił sobie Jazzmatazz, więc to, że sobie trzasnę parę kawałków na bitach innych producentów, nie zamyka możliwości robienia projektu wspólnie. Ja lubię skakać po klimatach, poznawać brzmienia, ludzi, nawet jak masz coś sprawdzonego, do czego zawsze możesz wrócić. A już tym bardziej, jak masz to zaplecze, to możesz dalej eksplorować nowe możliwości i iść dwoma ścieżkami na raz. Dla mnie, jako osoby, która słucha naprawdę różnej muzyki i lubi wyrażać siebie na bardzo różnych produkcjach, to nawet byłoby niemożliwe zamknąć się na jeden sound, bo widzę zbyt dużo ciekawych rzeczy dookoła, żeby siedzieć cały czas przy jednym stoliku - podejdę na pewno do innego, żeby chociaż sprawdzić kto tam siedzi.    

Już pewnie każdy cię o to zapytał, ale wybacz, ja też muszę. KRS-One. Doczytałem, że jego zwrotka leżała kilka lat u Młodego i czekała na odpowiednią osobę, która się do niej dogra. Pewnie nie mieliście styczności przy robieniu tego kawałka, ale jak wrażenie ze współpracy? Można to w ogóle nazwać współpracą?

- Tak, ja to odbieram jako współpracę ze względu na to, co Krzysiek powiedział Młodemu, czyli "Jeśli znajdziesz kiedyś kogoś, żeby się dograł i żebyśmy sobie w tym kawałku pogadali, to zapraszam". Z reguły jak ludzie rozmawiają, to dzieje się to w danej chwili i sobie wzajemnie odpowiadają. A tu było tak, że Krzysiek powiedział, co uważa i leżało to w kapsule czasu, żeby znalazł rozmówcę. Jako że jestem bardzo wymagający względem tego, co robię i bardzo samokrytyczny, bardzo kminię każde słowo i wers, czasem nie lubię jak masz spójnik w dwóch wersach ten sam, więc dla mnie pisanie tej 16-tki, gdzie są 32 nawiązania do różnych raperów i każdy jest wspomniany raz... Chociaż na początku miałem dwa nawiązania do Nasa, a na przykład jedno do Public Enemy i spojrzałem na to myślę sobie, że to nie może tak być, każdy musi być raz (śmiech). Więc kolejny miesiąc i rozkminy do kogo nawiązać, kogo nie wymieniłem... Więc samą tę zwrotkę długo pisałem. A skończyłem ją tego samego dnia, kiedy nagrywaliśmy kawałek z 88Szczylem. Ja nagrałem swoją zwrotkę, Szczyl nagrywał swoją, więc ja poszedłem do klopa albo na papierosa i strzeliło mnie i ją skończyłem. To była długa przeprawa, żeby to napisać tak, że jakbym miał spotkać KRS-a, to żeby mi powiedział chociaż: "Good job". Co prawda nie rozmawiałem z Krzyśkiem, ale Public Enemy mi napisało, że "Good job", więc odbieram to podobnie, ze względu na to, że oni się przyjaźnią. Fajnie by było pogadać z Krzychem, ale oni są w ogóle niemailowi i stronią od mediów jak mogą.

Pochwaliło cię Public Enemy, zaobserwował na Instagramie Onyx - biorąc pod uwagę twoje płynne rapowanie po angielsku, myślisz, że może kiedyś wydasz płytę z zagranicznymi współpracami? Nie mówię może o Public Enemy i Onyxie, ale myślisz w ogóle o wejściu na zagraniczny rynek?

- Bardzo lubię takie rzeczy, więc się w ogóle nie zamykam. Cały czas sobie szlifuję anglojęzyczną stronę muzyczną, więc może sobie zrobię w przyszłości jakiś taki projekcik, że kilka numerów po angielsku z jakimiś ciekawymi gośćmi, w ogóle się na to nie zamykam. Ale też rapując po angielsku w ogóle nie myślę o tym, że chcę dotrzeć za Ocean, tylko traktuję to jako bardzo osobisty środek ekspresji, no bo całe życie słuchałem głównie rzeczy anglojęzycznych i od dzieciaka byłem obyty z tym językiem i odnajdywałem siebie w nim, nawet jak nie zawsze rozumiałem słowa. Robię to po prostu od siebie, bez ukierunkowania czy to wyjdzie za granicę czy gdziekolwiek. Ale też jakbym miał wysłać np. do Benny’ego the Butchera jakiś swój numer, to na pewno ten z Krzyśkiem i to na pewno byłby lepszy punkt startowy dla niego, jako dla osoby, która miałaby rozpatrzyć czy faktycznie mi się dogra, niż utwór polskojęzyczny. Przynajmniej by wiedział o czym ja mówię.

Benny the Butcher... Kto jeszcze z zagranicy?

- Na pewno ze sceny brytyjskiej jest sporo osób. Na pewno chciałbym coś zrobić ze Slowthai'em.

Oj, dobrze byście razem brzmieli...

- Byłoby spoko. Bardzo go lubię i czuję jego słowa, docierają do mnie. Uwielbiam kolesia. Nie znam go, ale czasem nie trzeba znać, tylko się coś czuje. Mnóstwo jest takich osób. W ogóle mówienie o tym, z kim z zagranicy bym chciał coś zrobić, trwałoby przynajmniej trzy razy dłużej, niż gdybym miał wymienić listę takich artystów z Polski. Mógłbym wymieniać i wymieniać.

Zagranica wiadomo, ale to chyba fajnie przeczytać posta Tomasza Lipińskiego odnośnie "Centrali", nie?

- Tak, oczywiście. Izrael też udostępnił na Facebooku "Reset" i bardzo fajny komentarz napisali, Pan Tomasz Lipiński również, props od Fisza u Paciorka jest bardzo miły. Ja w ogóle jak byłem w szkole teatralnej, to była taka etiuda, która nazywała się "Ja". Ja akurat nie nagrywałem siebie, tylko mam takiego gorylka pluszowego, którego kupiłem kiedyś w lumpie, więc wziąłem go i nagrywałem go pod różne piosenki - m.in. "Killing In The Name Of", "NY State Of Mind" i właśnie "Polepiony" Fisza. I nagrywałem go w różnych perspektywach, z różnymi światłami psychodelicznymi itp. Więc była to trochę inna wizja na to zadanie, ale właśnie jako że znalazł się tam Fisz, to jak usłyszałem ten wywiad, to bardzo mi się miło zrobiło. Ostatnio Eros mnie zaobserwował na Instagramie...

...Kolega z wytwórni (śmiech).

- No... (śmiech) Trochę starszy kolega, ale z chłopakami z JWP też fajnie. Z Łajzolem mam stały kontakt, widujemy się od czasu do czasu, bo zrobiliśmy też wspólny numer, który się niebawem ukaże. Bardzo lubię Pawła, to fajny ziomal. Mój menedżer mówił mi, że rozmawiał z Kosim o Beastie Boysach i takiej energii u młodych raperów w Polsce, i że ja mu się kojarzę z takim klimatem. Bardzo lubię twórczość chłopaków z JWP, więc bardzo sobie cenię komplementy z ich strony i jestem wdzięczny za to, no bo jak ktoś nawija i składa wersy tyle ile Eros, no to fajnie usłyszeć od takiego wyjadacza dobre słowo. W ogóle od każdego fajnie usłyszeć dobre słowo.

No, ale od kogoś, kto siedzi w tej samej działce tyle lat zwłaszcza.

- Dla mnie też, jako fana Bitaminy, na przykład praca z Moo Latte, to jest czad. Ostatnio byliśmy na koncercie w Krakowie, spotkaliśmy się Brianem i miałem nadzieję, że podejdę do Vito i mu powiem: "Siema Denver", bo to jest jego stara ksywa i chciałem go zaprosić na hiphopowego feata, ale nie jako Vito Bambino, tylko właśnie jako Denver. Jestem ciekaw, co by powiedział, ale akurat, jak ja poszedłem z Brianem na backstage, to on leciał na Tauron Arenę zaśpiewać z sanah piosenkę i mi się wymknął w ostatniej chwili. Ale trudno - może jeszcze się uda. Ale Vito na pewno jest w ścisłej czołówce osób, z którymi bym trzasnął coś, nawet nie chodzi o hiphopowy numer, ale w ogóle jakiś, bo jeśli chodzi o to co pisze, i jak śpiewa, i jakim jest kolesiem, to naprawdę chapeau bas. Ile miałem chwil w życiu, kiedy byłem totalnie rozwalony i puściłem sobie Bitaminę albo Vito Bambino i człowiek się podnosi z ziemi słuchając tego, więc na pewno bym z nim coś chętnie zrobił. Jeszcze jest moim imiennikiem. Takich starszych kolegów jest dużo, z którymi bym coś zrobił, ale wiadomo - powolutku, powolutku.

Słuchaj, nie możesz narzekać - masz KRS-a na płycie (śmiech).

- (śmiech) Ja nie narzekam. Dla mnie to jest kosmos do tej pory. Wiadomo, że się człowiek z tym oswoił, bo płyta już wyszła chwilę temu.

No i pewnie nim wyszła, to też zdążyłeś się oswoić, bo pewnie nie trwało to tydzień, tylko chyba trochę dłużej się robi album.

- No tak. Mieliśmy rok walki, dla mnie nawet 24 godziny na dobę walki w głowie, cały czas przez rok. Więc jak skończyliśmy, to potrzebowałem się narodzić na nowo. Dużo się człowiek uczy w trakcie takiej pracy. Teraz patrzę, że wyszła ta "Centrala" - masz 20 lat, dzwoni do Ciebie ileś wytwórni i mówi: "Dawaj robimy płytę", a ty nie wiesz jak sobie poradzić z pewnymi sprawami. Krzysiek Nowak pisał fajny artykuł o Soblu i w ogóle o wpływie tego wszystkiego na młodych ludzi. Wiadomo, że jak toś ma staż i wiek Gurala, albo Palucha i ktoś mu napisze: "Paluch, jesteś ch***wy", to on na to sika. Nie mówię, żeby przejmować się hejtem, ale jak masz popularność na skalę Maty albo Billie Eilish, to jest w ogóle kosmos. Billie Eilish podejrzewam, że jakby pojechała do Zimbabwe na kawę, to by ją poznali, więc ciężko się schować gdziekolwiek. Ja do tej pory nie miałem jakiś takich nieprzyjemnych sytuacji z ludźmi, którzy do mnie podeszli, raczej to było zawsze pozytywne. Ale też wolę gadać, niż sobie zrobić fotkę, bo wydaję mi się, że więcej można z tego wyciągnąć niż z foty. Ja też z reguły tak miałem. Pamiętam, że Podsiadło zanim wydał "Małomiasteczkowego", to grał w Bielsku-Białej na Juwenaliach latem i po koncercie wszyscy czekali na niego, żeby sobie zrobić z nim fotkę, a ja do niego podszedłem i mówię: "Siemano stary, przyszedłem zbić z Tobą piątkę i powiedzieć, że fajny koleś z Ciebie". A on zadowolony: "Dzięki stary!". Pogadaliśmy sobie chwilę. Jestem ciekaw jaką drogę przeszedł Dawid od tamtej pory, bo to było kupę czasu temu...

Na pewno spektakularną. Na koniec: Co byś powiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu?

- Uuu, ciekawe. Pewnie byłby z ochroniarzami, nie? Nie wiem jak by on zareagował, ale zakładając, że on nie miałby ochoty na rozmowę ze mną, to muszę wymyślić coś takiego krótkiego, co zwróci jego uwagę. Nie no, pewnie gdyby teraz szedł tu z ekipą, to bym krzyknął: "Ej, ch***ku! Chodź pogadać" (śmiech)

Mógłby się nie zgodzić...

- No mógłby...

Dzięki za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL