Reklama

Reklama

ZEW się budzi 2022: drugi dzień. "Jak Zew się budzi, to straszy ludzi" [RELACJA]

No i ruszyli po prostu na pełnej... Drugi dzień to występy laureatów Odkryć, KSU, Pidżamy Porno i Łydki Grubasa. Czy mogło być źle?

No i ruszyli po prostu na pełnej... Drugi dzień to występy laureatów Odkryć, KSU, Pidżamy Porno i Łydki Grubasa. Czy mogło być źle?
Pidżama Porno na scenie ZEW się budzi 2022 /Robert Wilk /INTERIA.PL

Mogło. Ale na szczęście nie było, a do wyjaśnień wrócę później. Początek drugiego dnia to był czas dla zespołów, które wygrały Odkrycia, czyli konkurs dla młodych kapel. Przy czym, nie, że zagrają tam dwa czy trzy zespoły - zagrało siedem, bo na scenie pojawili się też laureaci z 2020 roku. I wszyscy mogli grać po 45 minut, co uważam za bardzo ładny gest ze strony organizatorów, bo zazwyczaj "młodzi" nie dostają tyle czasu.

No i tak, na początku był ZIEMBUL, po nich Fabryka Snów. Podczas występu Scream Makera zaczęło padać, ale czy to komuś przeszkadzało? Otóż ani trochę. To i tak nie był taki deszcz, jak (podobno) w ubiegłym roku. Kiedy spytasz kogoś, kto wtedy był na festiwalu, czy padało, to krzyczy piskliwym głosem "Padało?!", po czym zaczyna się histerycznie śmiać. Ale ludzie w błocie pewnie bawili się przednio.

Reklama

Następny był dość progresywny Topinambur i przyznam, że choć grali fajnie, to zaczęłam zastanawiać się, czy to jest miejsce dla takich zespołów. Publiczność wydawała się dość zdziwiona, że nie można do tego pogować. Po nich widzów rozkręcili muzycy z Punched Orange.

Potem miały być 4dziki, ale ogłosili, że zamiast nich najpierw zagra KSU, a dziki zagrają na końcu, co w sumie nic nie szkodziło, bo odnotowaliśmy godzinną obsuwę, więc Siczka i ekipa zagraliby planowo. Ostatecznie jednak 4dziki grały według planu. Jeśli chodzi o kolejność, a nie o godzinę, bo czas tu już biegł zupełnie własnym rytmem. Czy to komuś przeszkadzało? Ani trochę.

No, i dziki weszły jak w trufle. Zaczęli od powiedzenia publiczności, że "zajebiście, że przyszliście, jak przyszliście, to jest zajebiście". No i fajnie, miło. Za chwilę w ruch poszły dmuchane piłki, dymiarki i zimne ognie. Trzeba przyznać, że ci to potrafią zrobić show jak mało kto.

Potem już był czas na KSU. I nawet mieli szansę zagrać prawie zgodnie z harmonogramem, gdyby ich przepinka na scenie nie trwała pół dnia. Niby tłumaczyli, że "kiedyś było ich trzech, a teraz to cała orkiestra" i dlatego to tyle trwa, ale no... bardzo nie po punkowemu. Ostatecznie stwierdzili, że "będzie jak będzie" i dobrze, bo pod sceną wytrwale czekał cały festiwal.

Serio cały. Kiedy KSU zaczęło grać pierwszy na setliście "Rozbity dzban", wszyscy stali pod sceną. Nie było nawet kolejek po piwo! Zagrali m.in. "Awarię obrazu", "Wino za karę", "Tańczący z czasem", "Liban" i oczywiście "Za mgłą". Przy "Kto cię obroni Polsko" Siczka powiedział, że "nie chce wjeżdżać politycznie", a potem coś o bandytach i złodziejach. Czy naprawdę potrzebujemy tego typu wstawek na takim festiwalu? Nie wydaje mi się.

Po drugim tego dnia koncercie KSU zagrała ostatnia "Odkryciowa" kapela, czyli Transgresja. Bardzo podoba mi się u nich to, że cały występ mają dopięty idealnie - od muzyki po cały image, sposób poruszania się i mówienia.

W trakcie koncertu wspomnieli też o ważnej sprawie - o walce z depresją - i zaznaczyli, że w mediach się o tym nie mówi. Skoro mam taką możliwość, to dołączam się do jego słów, bo faktycznie rzadko się o tym mówi, a powinno. Naprawdę lepiej przekonać kogoś do psychologa lub podsunąć mu miejsca, w których może szukać pomocy (można na przykład zadzwonić na 116 123 lub 116 111 lub poszukać na stronie www.pokonackryzys.pl), niż mówić "Nie marudź, próbowałeś pobiegać czy coś?".

Przedostatni koncert - Pidżama Porno. Koncert, którego obawiałam się najbardziej, chociaż płyty Pidżamy mam wszystkie, a Grabaża uważam za jednego z najlepszych polskich tekściarzy. Tylko że poprzednie występy, na których miałam okazję być, były trochę... sztywne? Trochę "mam setlistę, to lecę". I człowiek może wszystko wybaczyć, ale brak kontaktu z publicznością rozrywa biedne fanowskie serce na pół.

No, ale tym razem było inaczej! I były żarty, i "Marchef w butonierce", i "Taksówki w poprzek czasu", "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości", "Bal u senatora", "Wirtualni chłopcy", "Bułgarskie centrum", i rzeczy z nowej płyty. I były gesty poparcia dla Ukrainy, i energia. I znowu cały festiwal pod sceną.

I na koniec - last but not least - Łydka Grubasa. Jaki jest fenomen tego zespołu? Teksty, które są niby infantylne, ale tak naprawdę to nie. Muzyka do poskakania. No i chyba to, że potrafią rozkręcić imprezę, śpiewając o ubezpieczeniach. No i jeśli wokalista mówi "Fikłem", a potem nie może śpiewać, bo się śmieje, to znaczy, że klimat jest dobry.

"Hipis" wspomniał też o pewnym prezenterze pogody, który każdą prognozę kończył wierszykiem. I wczoraj ze sceny padł taki: "Na południu będzie ciepło, bo tam Zew się budzi, a jak się budzi, to straszy ludzi". 

Oliwia Kopcik, Cisna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL