Reklama

Reklama

Rodzina ujawnia przyczynę śmierci Aarona Cartera. Wcześniej ktoś mu groził?

W listopadzie ubiegłego roku świat obiegła smutna wiadomość o śmierci Aarona Cartera. 34-letni piosenkarz i celebryta przez całe życie walczył z uzależnieniami i problemami psychicznymi. Został znaleziony w wannie, a do dziś nie podano oficjalnej przyczyny jego zgonu. Rodzina poinformowała, że ich zdaniem mężczyzna nie utonął, ale do śmierci przyczyniły się inne czynniki.

W listopadzie ubiegłego roku świat obiegła smutna wiadomość o śmierci Aarona Cartera. 34-letni piosenkarz i celebryta przez całe życie walczył z uzależnieniami i problemami psychicznymi. Został znaleziony w wannie, a do dziś nie podano oficjalnej przyczyny jego zgonu. Rodzina poinformowała, że ich zdaniem mężczyzna nie utonął, ale do śmierci przyczyniły się inne czynniki.
Aaron Carter /Brian To / Contributor /Getty Images

Aaron Carter został znaleziony w wannie, ale jego rodzina informuje teraz, że wcale nie zmarł z powodu utonięcia. Jej zdaniem winnym zgonu są narkotyki. Według informacji przekazanych portalowi TMZ, biuro koronera Los Angeles miało poinformować bliskich Cartera, że w płucach zmarłego nie znaleziono śladów wody.

Koroner jednak wciąż czeka na ostateczne wyniki badań toksykologicznych, tymczasem rodzina - narzeczona Melanie Martin oraz matka, Jane Carter - już teraz chcą, by policja przenalizowała potencjalną transakcję narkotykową z feralnego dnia, w którym zmarł Carter. 

Reklama

Aaron Carter został zamordowany? Narzeczona ujawnia SMS-y

Według portalu policja została wezwana do domu celebryty z powodu zgłoszenia utonięcia. Ciało Cartera miało znajdować się w czasie przez dłuższy czas - w pomieszczeniu czuć było zapach rozkładu, a woda miała nienaturalny kolor. Ponadto dysze z wanny z hydromasażem cały czas działały.

Narzeczona Cartera opisała także, że w komórce denata znalazła SMS-y do "niezidentyfikowanej osoby". 34-latek miał być mu winien 800 dolarów za nieznaną substancję. Carter miał odpowiedzieć, że już jej nie potrzebuje, ale mimo to adresat wiadomości domagał się zwrotu długu. Aaron spytał, czy to groźby, ale nie dostał już odpowiedzi. Telefon został przekazany śledczym.

Rodzina obawia się, że Aaron Carter przed śmiercią spotkał się z osobą z wiadomości i wziął wręczoną mu substancję, która miała go zabić. Wiadomo, że celebryta miał odurzać się sprężonym powietrzem w sprayu (w jego sypialni znaleziono wiele pustych opakowań), ale rodzina nie wierzy, że to mogło zabić 34-latka.

Czytaj też:

Kto odziedziczy majątek Aarona Cartera?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Aaron Carter

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy