Reklama

Reklama

Ricky Martin oskarżony o molestowanie siostrzeńca. Piosenkarz zaprzecza

Ciąg dalszy kłopotów Ricky’ego Martina. Słynny latynoski piosenkarz został niedawno pozwany przez byłą menadżerkę w związku z niewypłaceniem jej należnego wynagrodzenia. Nieco później światło dzienne ujrzały jeszcze poważniejsze zarzuty – Martin miał znęcać się nad pewnym mężczyzną, który wystąpił o sądowy zakaz zbliżania się do niego. Okazuje się, że owym mężczyzną jest siostrzeniec gwiazdora, który oskarżył go właśnie o molestowanie seksualne. „Te zarzuty są nie tylko nieprawdziwe, ale i zwyczajnie obrzydliwe” – komentuje prawnik artysty.

Ciąg dalszy kłopotów Ricky’ego Martina. Słynny latynoski piosenkarz został niedawno pozwany przez byłą menadżerkę w związku z niewypłaceniem jej należnego wynagrodzenia. Nieco później światło dzienne ujrzały jeszcze poważniejsze zarzuty – Martin miał znęcać się nad pewnym mężczyzną, który wystąpił o sądowy zakaz zbliżania się do niego. Okazuje się, że owym mężczyzną jest siostrzeniec gwiazdora, który oskarżył go właśnie o molestowanie seksualne. „Te zarzuty są nie tylko nieprawdziwe, ale i zwyczajnie obrzydliwe” – komentuje prawnik artysty.
Ricky Martin znowu ma kłopoty. Padły poważne oskarżenia /Pascal Le Segretain/amfAR/Getty Images dla amfAR) /Getty Images

Nad autorem hitu "Livin’ La Vida Loca" zgromadziły się czarne chmury. W ciągu zaledwie kilku miesięcy Ricky’ego Martina oskarżono o rozmaite nadużycia. 

Pod koniec czerwca była menadżerka gwiazdora pozwała go w związku z niewypłaceniem jej należnego wynagrodzenia. Jak wynika z udostępnionych przez magazyn "Billboard" dokumentów sądowych, Rebecca Drucker zarzuciła byłemu klientowi manipulację i próbę wymuszenia nań podpisania umowy o zachowaniu poufności. 

"Pan Martin celowo i złośliwie odmówił wypłacenia Rebecce milionów dolarów prowizji, które jest jej winien" - twierdzą jej prawnicy. Ponadto kobieta utrzymuje, że gdy pod adresem artysty wysunięto bliżej nieokreślone zarzuty, które "prawdopodobnie zniszczyłyby jego karierę", to ona pomogła mu sprawę zatuszować. Swoje straty wyceniła teraz na 3 mln dolarów.

Reklama

Nieco później świat obiegła informacja o kolejnych, znacznie poważniejszych oskarżeniach. Jak wynika z informacji udostępnionych przez portorykańskie organy ściągania, gwiazdor otrzymał na początku lipca zakaz zbliżania się do pewnego mężczyzny, wobec którego miał stosować fizyczną i psychiczną przemoc. Natychmiast zaczęto spekulować, że jest to były kochanek piosenkarza. Personalia jego oskarżyciela zostały utajnione, gdyż sprawa podlega ustawie o zapobieganiu i interwencji w przypadku przemocy domowej. Po zakończeniu ich romansu artysta miał nękać mężczyznę telefonami i pojawiać się bez zapowiedzi pod jego domem. 

"Zarzuty przeciwko Ricky’emu Martinowi, które doprowadziły do wydania zakazu zbliżania, są całkowicie fałszywe i sfabrykowane. Jesteśmy przekonani, że gdy fakty ujrzą światło dzienne, zostanie on natychmiast oczyszczony z zarzutów" - skwitował w oświadczeniu rzecznik gwiazdora.

Na tym kłopoty Martina się nie skończyły. Jak się właśnie okazało, osobą, która oskarżyła Martina o przemoc, nie jest były kochanek artysty, lecz jego siostrzeniec, Dennis Yadiel Sanchez, co potwierdził w rozmowie z prasą brat piosenkarza. Krewniak Martina utrzymuje, że utrzymywali kontakty seksualne na przestrzeni siedmiu miesięcy, a gdy postanowił zerwać niezdrową relację, wokalista zaczął doń wydzwaniać i nachodzić go w domu. Adwokat gwiazdora Marty Singer stanowczo zaprzeczył tym zarzutom twierdząc, że ich autor jest osobą niezrównoważoną psychicznie.

"Niestety, człowiek, który wysunął te wstrząsające oskarżenia, zmaga się z poważnymi problemami ze zdrowiem psychicznym. Ricky Martin nigdy nie był - i z całą pewnością nie będzie - uwikłany w seksualną relację z własnym siostrzeńcem. Te zarzuty są nie tylko nieprawdziwe, ale i zwyczajnie obrzydliwe. Mamy nadzieję, że ta osoba otrzyma niezbędną pomoc, której pilnie potrzebuje" - komentuje prawnik Martina. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL