Reklama

Reklama

Pearl Jam spełniło marzenie umierającego fana

Amerykański zespół Pearl Jam powrócił na trasę po pandemicznej przerwie. Już wkrótce wystąpią także w Polsce, lecz wcześniej ich przystankiem była stolica Niemiec. Na koncercie w amfiteatrze Waldbuhne doszło do niespotykanego zdarzenia - muzycy umożliwili umierającemu fanowi udział w koncercie i zaprosili go na scenę.

Amerykański zespół Pearl Jam powrócił na trasę po pandemicznej przerwie. Już wkrótce wystąpią także w Polsce, lecz wcześniej ich przystankiem była stolica Niemiec. Na koncercie w amfiteatrze Waldbuhne doszło do niespotykanego zdarzenia - muzycy umożliwili umierającemu fanowi udział w koncercie i zaprosili go na scenę.
Umierający Roland Mandel dołączył do Pearl Jam na scenie /YouTube /materiał zewnętrzny

Roland Mandel od lat jest fanem Pearl Jam (posłuchaj!). W 2019 roku, jeszcze przed wybuchem pandemii, kupił bilet na koncert grupy w Niemczech. Rok temu zdiagnozowano u niego ALS (stwardnienie zanikowe boczne) i obecnie porusza się na wózku inwalidzkim. Według lekarzy mężczyzna pożyje jeszcze tylko kilka miesięcy. 

Jednym z ostatnich marzeń fana było zobaczenie przedstawicieli grunge'u na żywo. Na przeszkodzie stanęły mu restrykcyjne przepisy obiektu - na 22 000 miejsc siedzących przypadało jedynie 12 miejsc dla wózków. Wszystkie miejsca dla niepełnosprawnych zostały już wyprzedane. 

Reklama

Sytuację Mandeli nagłośniono w social mediach z użyciem hasztagu #RMVforRoland. Aktywni fani chcieli także, by zespół zagrał podczas koncertu jedną z ulubionych piosenek chorego, "Rearviewmirror".  "Nigdy nie wpadlibyśmy na ten pomysł. Rolandowi nie zostało już wiele, tylko lato. Bez względu na to, jak bardzo jest z nim źle, powiedział, że jedziemy"- opowiedziała żona mężczyzny, Sandra Dragendorf.

W sprawę zaangażowali się także przyjaciele Rolanda - napisali do organizatorów koncertu, a także dzierżawcy obiektu oraz pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych w Berlinie i lokalnej administracji ds. kultury. Po negocjacjach udało się uzyskać zgodę na obecność Mandeli z boku sceny. Dzięki nagłaśnianiu niekorzystnej sytuacji udało się także załatwić miejsce w loży dla innego przykutego do wózka fana.

Pod koniec koncertu Pearl Jam zagrał piosenkę Ramones "I Believe in Miracles". Po tym Mandel został wskazany przez lidera zespołu, Eddiego Veddera. "On także powinien doświadczyć tego wyjątkowego widoku. Zapracował na to, by być tu dziś wieczorem" - powiedział wokalista zezwalając fanowi na wjazd na scenę. 

20 tysięcy fanów wiwatowało i skandowało "Roland, Roland". Zespół zrobił sobie kilka zdjęć z fanem, a później zagrał utwór "Porch".

Już po koncercie Roland Mandel nie dowierzał, że udało mu się osiągnąć swój cel - zobaczyć Pearl Jam na żywo. "To było tak niewiarygodne. Był tak podekscytowany, tak pozytywnie nastawiony, pełen adrenaliny. To będzie z nim już na zawsze" - wyznała jego żona.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama