Reklama

Reklama

Muniek Staszczyk miał poważne problemy zdrowotne. "Byłem w sytuacji granicznej"

W 2019 roku Muniek Staszczyk, znany przede wszystkim z zespołu T.Love, przeszedł wylew. Po tym musiał poddać się długiej rehabilitacji. Jak czuje się teraz?

Muniek Staszczyk miał poważne problemy zdrowotne

W lipcu 2019 roku Muniek Staszczyk trafił do szpitala w Londynie. Do stolicy Wielkiej Brytanii pojechał na koncerty Neila Younga i Boba Dylana. 

Najpierw menedżer muzyka poinformował, że ze względu na stan jego zdrowia, odwołane zostają najbliższe koncerty, zapewniają jednocześnie, że jego życiu nie grozi niebezpieczeństwo.

"Jestem po wylewie, jak wiecie, ale los się ze mną naprawdę łaskawie obszedł ponieważ chodzę, mówię, siedzę, słyszę i widzę, a to jest najważniejsze. Chciałem wszystkim podziękować bardzo szczerze, wszystkim ludziom, nie tylko fanom muzyki, wszystkim ludziom za wsparcie i ciepłe słowa, kiedy leżałem w szpitalu w Londynie w ciężkim stanie. (...) Jestem wdzięczny Bogu i losowi za to, że jestem tutaj. Naprawdę bardzo was wszystkich kocham" - mówił wtedy wokalista. 

Później w "Kulisach sławy" odpowiedział o szczegółach. "Polecieliśmy do Londynu z przyjaciółmi, to był mój dziesiąty koncert. Zdążyłem zaliczyć ten koncert 12 lipca i znaleziono mnie nad ranem w hotelu. Po kilkunastu godzinach po prostu leżenia. Z dużą pomocą Bożej opatrzności, jak myślę, przeżyłem to i zostałem zawieziony do jednego z najlepszych szpitali" - zdradził Muniek, dodając: "Nie było wiadome, czy przeżyję, czy nie trzeba będzie otwierać mojego mózgu".

Reklama

"Przyczyną wylewu było całe moje życie. 200 na godzinę przez 40 parę lat. Ja byłem bardzo aktywny i bardzo ambitny. Byłem pracowitym s*********, który pracował, bo ciągle mu się wydawało, że jest nieśmiertelny. Tylko kolegów i koleżanki odwiedzałem w szpitalach. Myślałem, że mnie to na pewno nie dotyczy" - wyznał Muniek w rozmowie z "Uwagą TVN".

Teraz wrócił do wydarzeń w rozmowie z RMF FM. "Los obszedł się ze mną łagodnie. Chciałem podziękować lekarzom, chciałem podziękować ludziom, którzy mnie wspierali (...). Dostałem od ludzi prawdziwe wsparcie, po wyjściu ze szpitala również, w każdym miejscu jak spożywczak czy poczta, czy na ulicy - i do dziś dostaję, pytają o zdrowie, to jest fajne" - opowiadał.

"Na pewno byłem w sytuacji granicznej. Jak człowiek przejdzie taką sytuację graniczną, to ma pewną refleksję. Jechałem jakieś 205 na godzinę, nie szanowałem siebie" - wyznał. Obecnie po długiej rehabilitacji znowu pojawia się w mediach i na scenie. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Muniek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje