Reklama

Lee Kerslake nie żyje. Perkusista Uriah Heep miał 73 lata

Wieloletni członek Uriah Heep oraz współpracownik Ozzy'ego Osbourne'a – Lee Kerslake - zmarł 19 września w wieku 73 lat. Muzyk przegrał walkę z rakiem.

Lee Kerslake zmarł na raka

U Lee Kerslake'a kilka lat temu zdiagnozowano raka prostaty oraz złośliwego raka kości. Na początku 2019 roku lekarze dawali muzykowi tylko kilka miesięcy życia.

Reklama

"Pięć lat temu lekarze dali mi cztery lata. Walczę więc, bo nie wiadomo, co się stanie, może wynajdą nowy lek, który utrzyma mnie przy życiu" - mówił w tamtym czasie rockman.

Kerslake zasłynął m.in. z gry w zespole Uriah Heep, z którym nagrał najsłynniejsze płyty. Z powodów zdrowotnych muzyk odszedł z grupy w 2007 roku. W połowie grudnia 2018 r. gościnnie pojawił się na koncercie Uriah Heep w Londynie, by wesprzeć kolegów wokalnie i na tamburynie.

Perkusista był też współpracownikiem Ozzy’ego Osbourne’a. Nagrał z nim dwa albumy: "Blizzard Of Ozz" (posłuchaj singla "Crazy Train"!) i "Diary Of A Madman" (posłuchaj tytułowego utworu!).

W 1986 roku wraz z basistą Bobem Daisleyem pozwali wokalistę za to, że nie otrzymali tantiem i domagali się uznania ich jako współautorów materiału. Sprawa ciągnęła się bardzo długo i doprowadziła do reedycji obydwu płyt, ale z nowymi partiami perkusji i basu. Ostatecznie w 2003 roku pozew muzyków oddalono.

Przed śmiercią Kerslake wyjawił, że chciałby, aby Ozzy ofiarował mu dwie platynowe płyty. Osbourne spełnił prośbę śmiertelnie chorego muzyka.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lee Kerslake | Uriah Heep | Ozzy Osbourne | nie żyje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje