Reklama

Reklama

Krzysztof Krawczyk junior: "Tata był już wtedy głową nie w tym świecie"

W najnowszym wywiadzie Krzysztof Krawczyk junior kontynuuje swoją walkę o spadek po zmarłym piosenkarzu. Przy okazji wspomina ich relacje, które jego zdaniem jeszcze kilka lat temu były dobre, a także opowiada o relacjach Krzysztofa Krawczyka z Ewą Krawczyk i jej siostrzenicami.

Krzysztof Krawczyk junior i Marian Lichtman na planie teledysku "Tato"

Krzysztof Krawczyk junior pojawia się w mediach częściej, niż kiedykolwiek przedtem. Jego medialne wypowiedzi dotyczą głównie relacji z jednym z najpopularniejszych polskich piosenkarzy, Krzysztofem Krawczykiem, który zmarł w kwietniu 2021 roku.

W ostatniej rozmowie z Plejadą Krawczyk junior zdementował plotki, jakoby nigdy nie występował na jednej scenie z ojcem, a także, że nigdy nie chciał, by tata "zareklamował go" swoim nazwiskiem i popularnością. "Nie jest prawdą to, co myślą niektórzy ludzie twierdzący, że nigdy nie występowałem razem z tatą. Zdarzało się to kilka razy, np. w Kołobrzegu, to mógł być Festiwal Piosenki Żołnierskiej, miałem wtedy 16 lat. (...)".

Reklama

"Występowaliśmy też razem w Łodzi. I teraz tutaj przeskoczę o kilka lat - wracaliśmy razem z 'Szansy na sukces' we Wrocławiu, gdzie występowałem i dwie osoby, z którymi wracaliśmy, powiedziały, że wystarczyłoby wypuścić singel, który podpisalibyśmy 'syn Krawczyka' i rozchodziłby się jak świeże bułeczki. Spodobał nam się ten pomysł i później dzwoniłem w tej sprawie do taty. A on zaczął mówić mi o jakiejś ciszy radiowej... Poprosiłem go więc, żeby zabrał mnie na scenę podczas występu i przedstawił mnie po prostu jako swego syna" - wyznaje Krzysztof junior.

Jak się okazuje - projektu nie udało się zrealizować, bo ojciec z czasem zaczął odmawiać synowi, a wkrótce w sytuację miała zaangażować się Ewa Krawczyk, która nie chciała współpracy obojga. 

"Od razu wtedy pojawiało się słowo 'nie' albo słuchawkę przejmowała Ewa. I nie można było nawet z tatą porozmawiać. To było straszne. Tak działo się wcześniej niż rok czy dwa lata temu. Ja nie traktowałem wtedy tego jako szansy na zarobek, po prostu chciałem, żeby tata powiedział, że istnieję. Bolało mnie to. Czułem się jak piąte koło u wozu. Przeszkadzające niektórym koło u wozu, ale osobą tą nie był tata. Zawsze zastanawiało mnie, jak Ewa mogła ustawiać zupełnie niemuzykalne córki swojej siostry na scenie, które śpiewały z playbacku, bo inaczej nie potrafiłyby. Wydaje mi się, że tata był wtedy już głową zupełnie nie w tym świecie. Trudno mi się na to patrzyło, to były dla mnie tortury" - mówi junior.

Z rozmowy dowiadujemy się także jak wyglądał zespół koncertowy Krawczyka, który miał składać się z siostrzenic żony Krawczyka. 

"Pianista na scenie grał syna, córki siostry Ewy i Ewa, które nie mają słuchu muzycznego, robiły chórek z playbacku i dla mnie w ogóle nie było miejsca. Przecież również mógłbym być w tym chórku i występować z tatą. Wtedy te córki były bardzo aktywne, a teraz? Teraz nagle zniknęły, chociaż wcześniej zwracały się do mojego taty słowami 'tatusiu'. Uciekły. Widocznie teraz im się nie opłaca" - komentuje gorzko Krawczyk junior. 

Syn Krawczyka dodaje też, że nie ocenia siostrzenic Ewy negatywnie, ale sugeruje, że po śmierci Krawczyka kobiety zniknęły. 

"Nie oceniam ich jako złych osób, po prostu w ten sposób zarabiały, ale dziwi mnie ich nagłe zniknięcie, zwłaszcza że tata wobec nich miał duży gest. Pamiętam, że na imieniny jedna z nich dostała samochód, Kasia w prezencie na wakacje dostała wyjazd do Ameryki, a ja? A ja nawet spotkania z tatą nie mogłem mieć. To był mój tata, a one przecież w ogóle nie były z nim spokrewnione, w ogóle" - stwierdza.

Na koniec rozmowy został poruszony temat spadku po Krzysztofie Krawczyku. Z wypowiedzi syna wynika, że wdowa po muzyku oraz junior nadal nie doszli do porozumienia. Krawczyk junior sugeruje, że jedynie "pierwszy testament" miał być napisany przez jego ojca.

"Pierwszy testament był podyktowany przez tatę. Powiedział wtedy, jaką ma wolę i mówił, że to już istnieje w formie zapisanej. Że z Andrzejem (Krawczykiem, bratem Krzysztofa Krawczyka - przyp. red.) będziemy mieć wszystko na pół. I że będę zabezpieczony finansowo. To tata mówił i mnie, i Marianowi Lichtmanowi też. Tak było, gdy tata był w pełni świadomy i sprawny umysłowo" - przedstawia sprawę junior. 

Krzysztof Krawczyk junior wytłumaczył też, dlaczego - pomimo deklaracji o otrzymaniu zachowku - nie chce przestać walczyć o spadek po ojcu.

 

"Różnica pomiędzy spadkiem a zachowkiem jest ogromna. Majątek jest upłynniany. Samochód sprzedano, pieniądze przelano na jakieś nieznane konto, dom w Grotnikach od 2002 r., czyli od czasu, gdy tata zaczął już nie kontaktować w pełni, należy do Ewy, tylko ona jest wpisana jako właścicielka. Spadek się więc drastycznie kurczy, ale trzeba pamiętać, że zachowek jest tylko jego ułamkiem. Ważne w tym wszystkim jest również to, że tantiemy wchodzą wyłącznie w skład spadku, a nie wchodzą w skład zachowku. W porównaniu do spadku, zachowek jest więc symbolicznym poklepaniem po plecach" - zakończył junior.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje