Justyna Steczkowska była główną faworytką Polaków do reprezentowania naszego kraju w konkursie Eurowizji 2024. Fani artystki od pierwszego przesłuchania pokochali piosenkę "WITCH-ER Tarohoro" i byli niemalże przekonani, że to ich idolka wystąpi na scenie w Malmö. Okazało się, że w preselekcjach Justyna Steczkowska zajęła drugie miejsce. Zwyciężyła z nią Luna, czyli Aleksandra Wielgomas, która zaprezentowała później widzom z całej Europy swoją piosenkę "The Tower".
Zobacz również:
Luna wygrała z Justyną Steczkowską zaledwie jednym punktem
Po ujawnieniu przez TVP szczegółowych wyników głosowania jurorów w polskich preselekcjach eurowizyjnych okazało się, że różnica punktowa pomiędzy utworem Justyny Steczkowskiej a Luny była bardzo niewielka. Do remisu brakowało zaledwie jednego punkta. Autorka "WITCH-ER Tarohoro" była więc bardzo blisko występu na Eurowizji.
Justyna Steczkowska nie odrzuca pomysłu ponownego występu na Eurowizji
Emocje po tegorocznym konkursie już opadły, jednak temat udziału w rywalizacji jest wciąż świeży. Gwiazdy, które brały udział w preselekcjach są co chwilę pytane o to, czy spróbują swoich sił także za rok. Niedawno Justyna Steczkowska udzieliła wywiadu, gdzie zdradziła, czy istnieje jeszcze szansa na jej udział w przyszłorocznej edycji konkursu.
"Zobaczymy. Jestem w trakcie tworzenia nowej płyty, w zasadzie jestem bardzo daleko, już jestem przy końcu. (...) Są trzy utwory, które się nadają na ten konkurs" - wyjawiła Justyna Steczkowska w rozmowie z Party. "Nie jestem na nie, ale też nie jestem taka, że 'na pewno, na pewno!'" - dodała.
Dla wokalistki konkurs wymagał wielu wyrzeczeń i poświęceń
Artystka podkreśliła jednocześnie, że udział w konkursie Eurowizji wiąże się z wielkim poświęceniem. Stworzenie odpowiedniej piosenki, przygotowania do występów i rywalizacja w preselekcjach kosztowały Justynę Steczkowską dużo siły i czasu. Dodatkowo dochodziły do tego kwestie finansowe i duży wkład pieniężny.
Justyna Steczkowska domaga się jawnego głosowania
Justyna Steczkowska postawiła kilka warunków, które muszą zostać spełnione, aby jej ponowny udział w Eurowizji doszedł do skutku. Zależy jej przede wszystkim na tym, aby głosowanie jurorów było sprawiedliwe i jawne.
"Zobaczymy, jaki będzie system głosowania. Gdyby był to konkurs, gdzie tylko kilka osób decyduje, to myślę, że jest to dla wszystkich złe. Zobacz, co się wydarzyło, ile przykrości wszyscy dookoła mieli - i po co? Jak można było zrobić otwarte preselekcje, nie kombinować, pokazać to od razu... Tam nie powinno być żadnych niejasności, bo to wszystkim źle robi - tym po jednej i po drugiej stronie. Potem to wyciąganie wyników z gardła, też bez sensu, pretensje ludzi. (...) To było źle pomyślane od początku, stąd tyle nieprzyjemności z tym związanych" - wyznała gwiazda.










