Reklama

John Lennon: Dzień, w którym zginął słynny Beatles

John Lennon został zastrzelony 8 grudnia 1980 w Nowym Jorku /Richard Corkery/NY Daily News Archive /Getty Images

8 grudnia 1980 roku, około godz. 22:49, John Lennon, któremu towarzyszyła Yoko Ono, został czterokrotnie postrzelony w plecy w bramie budynku Dakota House na nowojorskim Manhattanie, gdzie znajdował się apartament artysty. Policjanci przewieźli radiowozem rannego Lennona do szpitala Roosevelta, gdzie o godzinie o 23:07 lekarze stwierdzili zgon. Sprawcą tragedii był Mark David Chapman, któremu kilka godzin wcześniej John Lennon złożył podpis na wydanym wówczas albumie "Double Fantasy". Oto jak polscy artyści i dziennikarze wspominają tamte dramatyczne wydarzenia.

Większość muzyków akcentuje, że tragiczne wydarzenie było dla nich wielkim szokiem.

- Nie pamiętam, gdzie lub skąd dowiedziałam się o tej tragicznej śmierci, ale pamiętam, jak mnie ta wiadomość dotknęła, a raczej jak mną wstrząsnęła - wspomina Kayah. - Zburzyła przekonanie o niemalże boskości i nietykalności gwiazdy, o sprawiedliwości wobec człowieka robiącego tyle dla innych nie tylko swoja sztuką, ale i głośnym opowiadaniem się za równością czy pokojem. Kompletnie zszokowała mnie ta histeryczna i tragiczna w skutkach relacja artysty z fanem. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że od miłości do nienawiści jest jeden krok, że życie publiczne może być narażone na takie niebezpieczeństwa!

Reklama

- To był wielki szok. Przecież nie zdarza się tak, że zabija się bez powodu człowieka na ulicy, przed jego własnym domem - opowiadał Grzegorz Markowski z zespołu Perfect (posłuchaj!). - Szok. To było takie bezsensowne, niewytłumaczalne, nie wiadomo, dlaczego... To był dla mnie dowód na to, jak łatwo można skrzywdzić. Dziecko, artystę, człowieka, który powinien żyć...

- To był dla mnie totalny szok, tego dnia skończyło się moje dzieciństwo. Ktoś zabił moje dzieciństwo - z wielkimi emocjami mówił Tymon Tymański (sprawdź!).

- Usłyszałem tę wiadomość w radiu, w porannym dzienniku, nazajutrz po zamachu. Byłem zaszokowany - wyznaje Dżej Dżej z zespołu Big Cyc - To, że strzelano do polityków i ich porywano było dla mnie, w dobie Bader Meinhoff i RAF, czymś niemal normalnym. Ale żeby strzelać do Beatlesa? I to do wielkiego Johna Lennona...

- Informacja była o tyle szokująca, że Lennon był zdeklarowanym pacyfistą. Cały świat znał jego utwory promujące pokój jako wartość nadrzędną. Jego muzyka nigdy nie wywoływała agresji - dodaje Jarek Janiszewski (Bielizna, Czarno-Czarni).

"Do dziś mam ciarki"

- Informację o śmierci Johna Lennona usłyszałem w radio. Wieczorem powiedzieli o tym również w dzienniku telewizyjnym. Oficjalna informacja o śmierci muzyka w telewizji była czymś wyjątkowym - Muniek Staszczyk z grupy T.Love przywołuje realia panujące w PRL.

- Zapamiętałem doskonale ten dzień. Miałem wtedy 17 lat, nie rozstawałem się z gitarą. Poszliśmy z chłopakami z Gniewu po próbie na Starówkę, siedzieliśmy w jakiejś knajpce, dziś nie pamiętam, czy była to Pasieka, czy Kamienne Schodki....W pewnym momencie podeszła do nas jakaś nieznajoma dziewczyna i ze łzami w oczach powiedziała, że zginął John Lennon - wspomina Robert Gawliński, lider Wilków (posłuchaj!).

- Nie potrafiła powiedzieć, co dokładnie się stało, ale zaproponowała, żebyśmy poszli z nią na Barbakan, podobno tam zbierali się już ludzie, śpiewali jego piosenki. Wziąłem gitarę i poszliśmy. Rzeczywiście, było już sporo długowłosych nastolatków, niektórzy trzymali w rękach świeczki, byli też tacy, którzy po prostu płakali. Dołączyliśmy do nich, grałem piosenki Beatlesów i Lennona, wszyscy razem śpiewali... Tak żegnaliśmy Johna... Do dziś mam ciarki, kiedy wspominam tamten moment - przyznaje artysta.

Zabójca Johna Lennona chciał wyjść z więzienia. Urzędnicy podjęli decyzję

"Nie nagra już żadnej płyty"

Piotr Metz, dziennikarz muzyczny i znawca twórczości The Beatles (posłuchaj!), pozwolił sobie na bardziej analityczne spojrzenie: - Czy ta wiadomość mnie zszokowała? Przede wszystkim nie byłem człowiekiem, który niecierpliwie czekał na reaktywację The Beatles, a śmierć Lennona przekreślała ich ewentualny powrót. Nie uważałem, że taki come back jest dobrym pomysłem. Natomiast Lennon właśnie w tym czasie powrócił z nową płytą ["Double Fantasy" - przyp. red.]. Byłem ciekaw, co zrobi dalej, bo w takich sytuacjach najbardziej szkoda takiej muzyki, która już nie powstała - stwierdził.

- Obchodząc tę rocznicę oceniamy człowieka sprzed 30 lat, a nie takiego, jaki mógłby być teraz. Trzeba zadać pytanie, co on by teraz robił i jaką muzykę grał? W dniu jego śmierci pomyślałem sobie, że Lennon nie nagra już żadnej płyty! Był pełen energii i zapału po powrocie na rynek muzyczny, a ja liczyłem na to, że jednak zrobi coś bardziej awangardowego niż płyta "Double Fantasy", która jest "mięciutka" - dodał Metz.

Dziennikarz doskonale pamięta moment, w którym dowiedział się o śmierci Johna Lennona.

- A to dlatego, że byłem wtedy w wojsku. O śmierci Lennona poinformował mnie mój sierżant, który powiedział mi o tym w dość żołnierskich, niecenzuralnych słowach. "Słuchajcie Metz, tego waszego muzykanta zaj...li" - usłyszałem. Pomimo tego wulgaryzmu sierżant nie miał nic złego na myśli, dobrze chciał. Miał dobre intencje, tylko wyrażał je takim a nie innym językiem. Bo gdyby mi nie powiedział, a ja byłem zamknięty w jednostce i to był burzliwy dla Polski rok 1980, to nie wiem, kiedy bym się dowiedział - wspomina dziennikarz.

"Myślałem, że to kiepski żart"

W tym czasie Tymon Tymański miał 12 lat i uczęszczał do podstawówki.

- Rano w szkole powiedziano mi, że wszędzie w radio grają piosenki The Beatles, bo John Lennon został zastrzelony. A ja wtedy byłem megafanem tego zespołu i jestem nim do dziś. Nie chciałem wierzyć w to, co się stało. Uznałem to za dziennikarską kaczkę. Przyszedłem do domu i wieczorem specjalnie oglądałem telewizję, by dowiedzieć się, co się stało. Spiker powiedział, że zginął John Lennon. Że został zastrzelony przed wejściem do Dakota House, i że trafiło go 5 kul, z czego 4 śmiertelnie. Wybuchłem płaczem. Pobiegłem do pokoju, później zadzwoniłem do kumpla i szlochając powiedziałem: "Słyszałeś? Zabili go!".

W śmierć artysty nie mógł uwierzyć również Dżej Dżej: - Początkowo myślałem, że to kiepski żart, związany z promocją "Double Fantasy". Coś w stylu kontrowersyjnego i zagadkowego zdjęcia na okładce "Abbey Road" The Beatles - wspomina.

Piotr Banach z Indios Bravos o zabójstwie Beatlesa dowiedział się podczas koncertu.

- Byłem na swoim pierwszym w życiu koncercie rockowym. Zanim na scenie pojawiła się grupa Maanam, stałem w milczeniu przez zwyczajową minutę, oddając hołd osobie, o której wtedy nie wiedziałem jeszcze zbyt wiele. Ściślej rzecz biorąc, nie wiedziałem nic, bo co to za wiedza, że ktoś taki w ogóle istniał, i że był jednym z The Beatles, zespołu śpiewającego "She Loves You, Yeah, Yeah, Yeah" i "Oh, Girl". Nie smuciłem się więc, stałem i milczałem, bo stali i milczeli wszyscy, choć przyszli do szczecińskiego kina Colosseum, by tańczyć i krzyczeć.

"Świat nie będzie już taki jak kiedyś"

8 grudnia 1980 roku zakończyła się pewna epoka. - Kiedy potwierdziła się potworna prawda, wiedziałem, że świat nie będzie już taki jak kiedyś... Przede wszystkim zrozumiałem, że The Beatles nie wystąpią już nigdy razem. Było to jakieś trzy miesiące po śmierci Johna Bonhama z Led Zeppelin. Rock'n'roll przeżywał wtedy ciężkie chwile - wspomina Dżej Dżej, który 17 lat po śmierci Lennona wraz z muzykami Big Cyc odbył pielgrzymkę pod Dakota House.

- Śmierć Johna Lennona była dla mnie pierwszą śmiercią muzyka, która tak mocno do mnie dotarła. Trzy lata wcześniej umarł Elvis Presley, ale to bardziej poruszyło mojego tatę - opowiada Muniek, który tuż po śmierci Beatlesa skomponował specjalny utwór-hołd dla artysty.

- Wtedy, mając 17 lat, próbowałem pisać pierwsze teksty. I napisałem jeden poświęcony Johnowi Lennonowi. Pośmiertny. Tylko że to strasznie słabe było. Mój kolega dodzwonił się później do radiowej Trójki w trakcie audycji poświęconej Lennonowi, którą prowadził Wojciech Mann, i ten tekst przeczytał. Wtedy miałem radochę, że mój tekst pojawił się w radio. Ale wiem, że on był fatalny. Fatalny, ale bardzo szczery. I jeżeli go napisałem, to znaczy, że musiałem strasznie to przeżyć - zaznacza lider T. Love.

Pierwszą rocznicę tragicznej śmierci Lennona w swoisty sposób obchodził Tymon Tymański. - Ja tego nie pamiętam, ale mój przyjaciel Jarek Ziętek opowiadał, że stałem w szkole na baczność ze świeczką. W rocznicę śmierci Lennona... Nie przypominam sobie tego, ale tak widocznie było - przyznaje muzyk znany m.in. z Miłości, Kur czy Transistors.

Na trwałe w naszej pamięci

Miejsce śmierci artysta odwiedziła również Kayah. Dwukrotnie. - Niedługo potem byłam w Nowym Jorku i odwiedziłam tę feralną bramę na Manhattanie. Wtedy było to miejsce kultu. Byłam jedną z wielu osób pragnących być w tym miejscu - opowiada artystka.

Drugi raz artystka odwiedziła historyczne miejsce ok. 10 lat temu. 

"Przechodziłam tamtędy i zajrzałam specjalnie, by pokazać to miejsce mojej mamie, z którą wybrałyśmy się na przechadzkę. Po kulcie nie było śladu, a my byłyśmy jedynymi komentatorkami historii sprzed trzydziestu lat.

Na szczęście są tacy, którzy wciąż wspominają tę historię oraz sprawiają, że muzyka Johna Lennona i The Beatles wciąż jest nieśmiertelna. Dowodem nam to niech będzie chociażby wydana w zeszłym tygodniu najnowsza reedycja kultowego "Revolver" Beatlesów. 

The Beatles znów wywracają świat do góry nogami. "Revolver" w nowym wydaniu

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: john lennon | beatles | Robert Gawliński | Kayah | Tymon Tymański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama