Reklama

Dżem: Pogrzeb Pawła Bergera

Rodzina, przyjaciele muzycy i tłumy fanów pożegnały w środę, 2 lutego, w Katowicach, klawiszowca słynnego zespołu Dżem Pawła Bergera, który w ubiegły czwartek, 27 stycznia, zginął w wypadku samochodowym. Do tragedii doszło na autostradzie A-4 w Jaworznie, kiedy zespół wracał z koncertu w Rzeszowie.

Podczas mszy świętej śpiewał i grał na harmonijce bluesman Józef Skrzek, śpiewała także Anita Sajnóg z zespołu Sami.

Reklama

Na cmentarzu - obok pozostałych członków Dżemu (z wyjątkiem przebywającego w szpitalu Beno Otręby), rodziny, przyjaciół i artystów (w tym Jacka Dewódzkiego, byłego frontmana grupy) - były też tłumy fanów, w większości młodych ludzi.

Wielu miało naszywki z nazwą Dżem na kurtkach lub plecakach. Na grób Bergera przynieśli czerwone róże i znicze.

"Wierzymy, że to nie jest koniec Dżemu" - mówili.

Zdaniem Irka Dudka, który współpracował z Bergerem, był on "szarą eminencją" Dżemu i odgrywał w nim bardzo ważną rolę.

"Należał do tych artystów, którzy byli bardzo skromni, a przez swój taki śląski zadzior doszedł do niepowtarzalnego stylu grania. Nadawał Dżemowi klimat i to charakterystyczne brzmienie. Jeśli zabraknie go z tyłu, przy fortepianie, to będzie inna jakość" - powiedział.

Piętnastolatki Paulina, Lila i Konstancja przyjechały na pogrzeb z Tych, zaraz potem wybierały się na grób legendarnego wokalisty Dżemu, Ryśka Riedla.

"Paweł Berger był wspaniałym człowiekiem, jednym z założycieli Dżemu. To na pewno nie jest koniec Dżemu, skoro przeżyli stratę Riedla, to przeżyją i to. To wielcy ludzie, którzy przetrzymają wszystko" - uważają dziewczyny.

Basista Beno Otręba, najbardziej poszkodowany w wypadku, we wtorek, 1 lutego, przeszedł skomplikowaną operację złamanej lewej ręki. Według lekarzy z Ośrodka Ortopedycznego w Piekarach Śląskich, rokowania są dobre.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dżemy | pogrzeb | Dżem | Paweł

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje