Reklama

Reklama

Courtney Love wyklucza reaktywację swojego kultowego zespołu. "To już historia"

Wdowa po Kurcie Cobainie największy sukces odniosła w założonym przez siebie oraz gitarzystę Erica Erlandsona zespole Hole. Po rozwiązaniu tej grupy Courtney Love co jakiś czas podsycała nadzieje, że możliwe jest jej wskrzeszenie. W udzielonym właśnie wywiadzie stwierdziła jednak kategoryczne, że Hole to już historia.

Courtney Love skomentowała doniesienia o reaktywacji zespołu Hole

Zespół, w którym Love była kompozytorką, autorką tekstów i wokalistką, wykonywał muzykę grunge'ową. Powstał latem 1989 roku w wyniku ogłoszenia, które Courtney zamieściła w gazecie "The Recycler" - czasopiśmie z ogłoszeniami drobnymi, ukazującym się w Los Angeles i Południowej Kalifornii. 

Napisała krótko: "Chcę założyć kapelę. Moje inspiracje to: Big Black, Sonic Youth i Fleetwood Mac". By zarobić na sprzęt nagłośnieniowy, pracowała jako striptizerka, a pierwsze próby zespołu, który na początku miał się nazywać Sweet Baby Crystal Powered by God, odbyły się w sali użyczonej przez Red Hot Chili Peppers.

Reklama

Grupa wydała cztery albumy studyjne, które odniosły sukces komercyjny (ponad trzy miliony płyt sprzedanych w samych Stanach Zjednoczonych). Wywarły też spory wpływ na dokonania późniejszych artystek, ponieważ Love podejmowała w swoich piosenkach wątki feministyczne. Jej teksty były ostre i pełne przemocy. Liderka często odnosiła się do tego, jak w "męskim świecie" traktowane jest kobiece ciało.

Zespół rozwiązał się w 2002 roku. W 2009 roku Love niby go reaktywowała, ale na krótko, w nowym składzie i bez aprobaty współzałożyciela Erica Erlandsona. W 2014 roku, w wywiadzie dla portalu muzycznego "Pitchfork", artystka przyznała, że to był błąd, bo choć ma prawo do używania nazwy Hole, to jednak powinna ją zachować dla starego, najmocniejszego składu, który stanowiła ona, gitarzysta Eric Erlandson, basistka Melissa Auf der Maur i perkusistka Patty Schemel

Wtedy i później twierdziła, że jest w dobrym kontakcie z tymi artystami i należy oczekiwać, że znów się zejdą. Jeszcze w maju 2019 roku w wywiadzie dla "The Guardian" Courtney przekonywała, że muzycy "zdecydowanie" biorą to pod uwagę, a jesienią 2020 roku, wypowiadając się dla "NME", przyznała, że z myślą o wznowieniu działalności Hole w czasie pandemii brała lekcje gry na gitarze. "Znowu piszę teksty, więc zobaczymy" - orzekła wtedy.

Teraz jednak Love zmieniła zdanie. W najnowszym wywiadzie dla magazynu "Vogue" stwierdziła, że reaktywacji "absolutnie nie będzie". "Nasz stary menedżer Peter Mensch dzwoni raz w roku z pytaniem, kiedy się zejdziemy. Mówi: 'Hej, po prostu pytam o to samo co roku ciebie i Jimmy'ego Page'a z Led Zeppelin'. Jestem zaszczycona, będąc w takim towarzystwie, ale to się po prostu nie wydarzy" - powiedziała Love. Dodała, że choć ma dobry kontakt z Melissą Auf der Maur i Patty Schemel, to Eric Erlandson jest "trochę poza zasięgiem". Prawdopodobnie został mnichem buddyjskim w Japonii "albo kimś w tym guście".

Wywiadu dla "Vogue'a" Love udzieliła w związku ze swoim nowym projektem wideo, zatytułowanym "Bruises of Roses". Polega on na tym, że artystka wykonuje covery ulubionych piosenek. Zaczęła od "California Stars". W komentarzu opublikowanym na YouTube jeden z fanów trafnie zauważył, że Love brzmi teraz jak "Marianne Faithful z nutą kalifornijskiej drwiny". 

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Courtney Love | Hole | Kurt Cobain

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje