Reklama

Reklama

Bjork wyda album o tytule "Fossora". Kiedy premiera?

55-letnia artystka śpiewała już o rozpaczy, złamanym sercu, odzyskiwaniu nadziei i szacunku do siebie, które wybrzmiały na jej poprzednim albumie "Utopia". Po pięciu latach powraca z nową płytą. Dziesiąty album zatytułowany "Fossora" ukaże się jesienią i tym razem inspirowany jest bardzo osobistymi doświadczeniami, śmiercią mamy i powrotem na Islandię.

55-letnia artystka śpiewała już o rozpaczy, złamanym sercu, odzyskiwaniu nadziei i szacunku do siebie, które wybrzmiały na jej poprzednim albumie "Utopia". Po pięciu latach powraca z nową płytą. Dziesiąty album zatytułowany "Fossora" ukaże się jesienią i tym razem inspirowany jest bardzo osobistymi doświadczeniami, śmiercią mamy i powrotem na Islandię.
Bjork szykuje się do premiery nowego albumu /Santiago Felipe /Getty Images

Od wydania poprzedniej płyty w życiu Bjork wiele się wydarzyło. Jej córka wyfrunęła z gniazda, a w 2018 roku po długiej chorobie zmarła jej mama, do tego pandemia skłoniła ją do powrotu do domu, w którym wcześniej nie starała się nawet zagrzać miejsca. Tym razem rozpakowała walizki, spotykała się w niewielkim gronie z przyjaciółmi i robiła zwyczajne rzeczy. 

Dała sobie również czas na stworzenie albumu, który ona sama określiła mianem organicznego, uziemiającego, zawieszonego między fantazją a jawą. Może dlatego nadała mu symboliczny tytuł "Fossora". Fossor w wolnym tłumaczeniu oznacza grabarza, kopacza; fossora jest jego żeńskim odpowiednikiem.

Reklama

W rozmowie z "The Guardian" piosenkarka wyznała, że na płycie nie zabraknie "wątków" rodzinnych. W chórkach usłyszymy głosy jej syna i córki, zaś dwa utwory poświęcone są jej mamie, z której śmiercią długo nie mogła się pogodzić.

"Mama często przebywała w szpitalu. Wiedziałam, że to dla niej bardzo trudne" - mówiła artystka wyjaśniając, że mama ufała medycynie alternatywnej, zatem poddanie się konwencjonalnemu leczeniu był sporym wyzwaniem. "Miała 72 lata. Odeszła za wcześnie. Myślę, że ja i mój brat nie byliśmy na to gotowi. Wierzyliśmy, że zostało jej przynajmniej 10 lat, zachęcaliśmy ją do walki, ale najwyraźniej ona miała swój wewnętrzny zegar i była gotowa odejść" - wyznała artystka.

Z wywiadu wynika jednak, że na najnowszej płycie Bjork śpiewa nie tylko o smutku czy stracie. Dwa utwory sugerują, że jest zakochana. Choć zapytana o te emocje, artystka tylko wymownie puściła oczko. Zdecydowanie chętniej mówiła o radości wynikającej z powrotu na Islandię. "Jestem bardzo szczęśliwa, że wróciłam do domu. Stałam się prawdziwą gospodynią" - przyznaje, ciesząc się każdym aspektem swojego kraju, w tym współpracą z lokalnymi muzykami.

Czas pandemii artystka wykorzystała również na przekopanie się przez swoje bogate archiwa. Jak zdradziła menedżerka gwiazdy, jesienią wraz z premierą płyty Bjork zadebiutuje ze swoim autorskim podcastem poświęconym jej dyskografii. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL